Home HomeZuiker Anthony E Swierczynski Duane Level 26 01 Level 26 Mroczne poczštkiBuck Rogers 01 Buck Rogers in the 25th Century Addison E Steele (v1.0) (pdf)Gwiezdne Wojny 118 Trylogia MROCZNE GNIAZDO Wojna Rojów Denning TroyKrentz Jayne Ann Mroczne dziedzictwo 01 Miedziana plażaMartin Gail Z Kroniki Czarnoksiężnika 04 Wybraniec Mrocznej PaniMroczna bohaterka. Kolacja z wampirem Abigail Anna GibbsPullman Philip Mroczne materie 02 Magiczny nóżGraham Heather Za wszelkš cenę 01(Mroczny nieznajomy)Feehan Christine Mrok 09 Mroczna symfonia (oficj.)Gibbs Abigail Anna Mroczna bohaterka Kolacja z wampirem
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Podniosła głowę i ostrożnie otworzyła oczy, patrząc wprost w pomarań-czowy blask przeświecający przez grube szkło.Latarnia świeciła niewzruszenie.Z oczyma utkwionymi w latarni tak, że światło wypalało jej zawijasy w siat-kówce, posuwała się ostrożnie naprzód, krok po kroku, mocą woli próbując zmu-sić ją, by świeciła.Jak dotąd świeciła nieprzerwanie.Postąpiła jeszcze krok.Nadal świeciła.Postąpiła kolejny krok, a lampa nieprzestawała świecić.Teraz Kate znajdowała się niemal dokładnie pod nią, musiaławyciągnąć szyję, żeby mieć ją w polu widzenia.Postąpiła jeszcze krok i zobaczyła, jak włókno w szkle zamigotało i natych-miast zagasło, pozostawiając pod jej powiekami swój rozedrgany obraz.Próbo-wała patrzeć niewzruszenie przed siebie, lecz przed oczyma skakały jej teraz ja-kieś rozszalałe kształty; poczuła, że traci panowanie nad sobą.Następna latarnia,do której rzuciła się biegiem, przywitała ją wszechogarniającą ciemnością.Sta-nęła zdyszana, oślepła, próbując opanować się i odzyskać wzrok.Spojrzawszyw kierunku ostatniej latarni zobaczyła, że stoi pod nią jakaś postać.Rysowała siępotężną sylwetką na tle skaczących pomarańczowych poblasków.Nad jej głowąwznosiła się ogromna para rogów.Z oszalałą intensywnością Kate wpatrywała się czas jakiś w rozfalowanąciemność, wreszcie krzyknęła: Kto tam?Nastąpiła chwila ciszy, a potem czyjś głęboki głos powiedział: Czy masz coś, czym dałoby się usunąć te deski z moich pleców? Rozdział szesnastyTu nastąpiła jeszcze jedna pauza, tym razem o odmiennym, jakby nieco zmie-szanym charakterze.Trwała długo.Zawisła nad nimi nerwowo, zastanawiając się, z której stronyzostanie przerwana.Zaciemniona ulica przybrała defensywny i zamknięty w sobiewygląd. Co?!  wrzasnęła w końcu Kate. Pytam się: co?Potężna sylwetka poruszyła się niespokojnie.Kate nie widziała jej dokładnie,ponieważ przed oczyma nadal skakały jej niebieskie cienie, wypalone pomarań-czowym światłem. Zostałem  odrzekła postać  przyklejony do podłogi.Mój ojciec. Czy to pan.czy to ty  Kate trzęsła się z nieopanowanego gniewu czy to ty odpowiadasz za to wszystko?  Odwróciła się i zamaszystym, gniew-nym ruchem ręki omiotła ulicę, żeby ukazać ogrom koszmaru, przez jaki musiałaprzejść. Najważniejsze, żebyś wiedziała, kim jestem. Ach tak?  złościła się Kate. Dobrze więc, ustalmy od razu nazwisko,żebym mogła z mety pobiec z nim na policję i zaskarżyć cię o umyślne przekro-czenie tego czy tamtego, zastraszenie albo zakłócenie. Jestem Thor, bóg piorunów.Bóg deszczu.Bóg wysoko spiętrzonych chmur.Bóg błyskawic.Bóg prądów morskich.Bóg cząsteczek.Bóg sił wiążących i na-dających kształt.Bóg wiatru.Bóg dojrzewających upraw.Bóg młota Mjollnira. Doprawdy?!  wrzała Kate. No cóż, gdybyś wybrał sobie stosowniej-szą chwilę, żeby o tym wspomnieć, bez wątpienia mogłoby mnie to zaintereso-wać, ale teraz doprowadzasz mnie do szału.Włącz te cholerne światła. Jestem. Powiedziałam: włącz te cholerne światła!Z czymś w rodzaju zawstydzonego poblasku latarnie zapłonęły z powrotem,a we wszystkich domach na nowo rozświetliły się okna.%7łarówka nad głową Katerozbłysła i niemal natychmiast trzasnęła.Rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie. To była stara, słaba żarówka  wyjaśnił.Ona zaś ani na chwilę nie spuszczała z niego roziskrzonego gniewem wzroku.107  Widzisz  mówił  mam twój adres. Wyciągnął przed siebie świstek,który dała mu na lotnisku, tak jakby w ten sposób miał wszystko wyjaśnić i przy-wrócić na świecie prawa. Ja. Cofnij się!  krzyknął, zasłaniając ramionami twarz.Wzniecając silny podmuch, wprost z nocnego nieba spadł nań nagle pikującyorzeł z bojowo rozczapierzonymi szponami.Thor okładał go i grzmocił, dopó-ki ogromny ptak nie odskoczył; omal nie rąbnął o ziemię, pozbierał się jednak,a następnie wolnymi uderzeniami skrzydeł wzniósł się w powietrze, by usiąśćw końcu na szczycie latarni.Zacisnął na niej szpony i sadowił się przez chwilę,wprawiając cały słup w leciutkie drżenie. Wynoś się!  wrzasnął Thor.Orzeł dalej siedział na latarni i wytrzeszczał na niego oczy.Potwornych roz-miarów stworzenie wyglądało jeszcze potworniej podświetlone od dołu pomarań-czowym światłem.Na skrzydłach miało niezwykłe, koliste znaki.Były to znaki,które, jak zdawało się Kate, musiała widywać już w nocnych koszmarach, leczz drugiej strony wcale nie była pewna, czy nie śni właśnie teraz.Nie ulegało wątpliwości, że znalazła wreszcie mężczyznę, którego szukała.Tasama potężna sylwetka, te same lodowe oczy, to samo spojrzenie, pełne arogancjii leciutko zamglone; to był on, tylko że teraz na nogach miał potężne futrzane bu-ciory, z jego ramion zwisały jakieś skóry, postronki i rzemienie, na głowie sterczałogromny stalowy hełm z rogami, a swoją irytację kierował tym razem nie ku pra-cownicy lotniska, a ku potężnemu orłu, usadowionemu na latarni przy PrimroseHill. Wynoś się!  krzyknął do niego powtórnie. To już nie leży w mojejmocy! Zrobiłem wszystko, co mogłem! Zadbałem o twoją rodzinę.Dla ciebie nicjuż nie mogę zrobić! Sam teraz jestem bezsilny i chory.Kate, zaszokowana, dostrzegła nagle, że na lewym ramieniu, w które orzełwbił szpony, mężczyzna ma wydarte potężne rowy.Krew przelewała się przez ichkrawędzie jak ciasto przez brzegi formy. Wynoś się!  krzyknął jeszcze raz.Grzbietem dłoni otarł krew z ramieniai prysnął ciężkimi kroplami w kierunku orła, który z łoskotem skrzydeł szarpnąłsię w tył, lecz nie zwolnił uchwytu.Znienacka mężczyzna wyskoczył w górę i ichwycił szczyt latarnianego słupa, który jął chwiać się niebezpiecznie pod ich po-łączonym ciężarem.Skrzecząc głośno, orzeł zaczął wściekle dziobać mężczyznę,podczas gdy ten próbował wolną ręką zrzucić go ze słupa.Otworzyły się jakieś drzwi.Były to frontowe drzwi domu Kate, a wyjrzał zzanich mężczyzna ze schludnym wąsikiem i szarymi oprawkami okularów.To byłNeil, sąsiad z dołu, we właściwym sobie nastroju. Słuchaj, naprawdę sądzę. zaczął, lecz rychło się wydało, że nie mapojęcia, co o tym sądzić, więc szybko wycofał się za drzwi, zabierając swój nastrój108 ze sobą.Postawny mężczyzna zebrał siły, potężnym skokiem frunął w powietrzu, bywylądować z lekkim, kontrolowanym zachwianiem na szczycie następnej latarni,która przygięła się trochę pod jego ciężarem [ Pobierz całość w formacie PDF ]