Home HomeTom Clancy Net Force 01 Net ForceBradford Taylor Barbara Emma Hart 01 Kariera Emmy Harte tom 02Erikson Steven Malazańska Księga Poległych Tom 6.1 Łowcy Koœci. PoœcigClancy Tom Jack Ryan 04 Polowanie na Czerwony PaŸdziernikŒw. Tomasz z Akwinu 33. Suma Teologiczna Tom XXXIIIMAURYCY MOCHNACKI Powstanie Narodu Polskiego w 1830 i 1831 tom IIClancy Tom Jack Ryan 03 Polowanie na Czerwony PaŸdziernikAnna Brzezińska Zbój Twardokęsek Tom 4 Letni Deszcz. SztyletMacLean Sarah Zasady łajdaków 01 Przyjaciel z dzieciństwaWen Spencer Tinker
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Niech zgadnę.Nie masz na myśli nielegalnych obcych -rzucił oschle.Jasnozielone oczy zwróciły się w jego stronę.- Dlaczego obcy są nielegalni?- Nieważne.- Kiedy on się nauczy? Caine pokręcił głową, czując wpowietrzu wyrazny odór zła.- Chyba musimy zrobić objazd.Co sądzisz oMeksyku?Nie spodziewał się, że Cassie się z nim zgodzi.Gdy w grę wchodziłyjej wizje, zachowywała się jak osoba z zaburzeniamiobsesyjno-kompulsywnymi i nawet grozba śmierci nie zatrzymałaby jejprzed wykonaniem zadania, które sama sobie wyznaczyła.- Nie, musimy czekać - oświadczyła z przejęciem.- Tutaj?- Tak.- Na co?Jej oczy zaszły mgłą.Machnęła ręką i w powietrzu pojawił siępromienny znak.203 - Na to.- Cholera, mogłabyś nie wyczyniać przy mnie takich rzeczy? -warknął.Oczy kobiety znów przybrały zieloną barwę, a na jej usta wypłynąłłagodny uśmiech.- Zabrałeś ze sobą coś do jedzenia?Rozdział 16Tane, przeklinając, rzucił się w pogoń za Laylah.Na szczęście dogoniłją, zanim zdążyła wbiec do lasu.- Laylah, zatrzymaj się - krzyknął, łapiąc ją za rękę.Wyszarpnęłaramię z jego uścisku, spoglądając na niegoz paniką.- Dziecko.- Nie.- Zaczekaj tu.To zajmie tylko minutę.Szybko przemknęła pod wiszącymi nisko gałęziami i zniknęła wgąszczu.- Niech to szlag.- Tane zacisnął bezradnie ręce, walcząc zpragnieniem ruszenia za Laylah.Mógłby oczywiście sprzeciwić się prośbie, pamiętał jednakostrzeżenie Siljar.Czy mu się to podobało, czy nie, Laylah była principium, i gdybywtrącił się w jej przeznaczenie, Wyrocznia z pewnością by go ukarała, aLaylah zostałaby sama.Mogłoby wydarzyć się coś jeszcze gorszego, poprawił się w myślach,dostrzegając gargulca, który z oczami wielkimi jak spodki, gwałtowniemachając skrzydłami, przedzierał się przez gęstwinę, uciekając przeddwoma ścigającymi go wysokimi osobnikami.- Na kamienne genitalia mojego ojca - dyszał mały demon - kto tuzaprosił Sylvermystów?Tane, skupiony na zbliżających się wojownikach, wzmocnił uścisk naklindze sztyletu, przyjmując zarazem bojową postawę.204 Przeciwnicy wyglądali jak elfy.Byli wysocy i smukli, o długich włosach w różnych kolorach, odrudych po złote.Wszyscy mieli na sobie dżinsy, i T-shirty, niewątpliwie,by nie ściągać na siebie uwagi ludzi.Próżny wysiłek.Dżinsy i podkoszulki nie mogły ukryć płynnej gracji, z jaką sięporuszali, ani doskonałych rysów twarzy, niepodobnych do rysówżadnego śmiertelnika.Och, i były jeszcze oczywiście ogromne kusze wycelowane w Tane'a.To one przede wszystkim zdradzały nieziemskie pochodzeniedemonów.Tane wykonał szybkie obliczenia, ustalając, że ze wschodu nadciągaku niemu czterech Sylvermystów, a z południa dwóch.Zbyt wielu, by w walce nie zaliczyć drewnianej strzały w serce.- Czas, byś się na coś przydał, gargulcu - mruknął.Levet prychnął, alewyciągnął ręce w stronę zbliżającegosię wroga.- Przyglądaj się i podziwiaj, wampirze.W powietrzu pojawiły się mieniące iskry i błyski, które po chwilizgasły.No to mam pecha, maszkaron strzela ślepakami, pomyślał Tane.Przyzwyczajony był jednak do nierównej walki bez wsparcia, rzuciłsię więc na oślep na dwóch przeciwników.Jedna strzała wbiła się wramię, a kolejna w górną część tułowia, zanim udało mu się dopaśćpierwszego Sylvermysta.Pochwycił go i wgryzł się w gardło.W przełyku poczuł smak magicznej krwi.Nie była tak słodka jak krewwiększości elfów, niemniej miała równie mocne, dodające siłwłaściwości.Wyssał krew do końca, po czym wbił sztylet w serce Syl-vermysta iprzekręcił go, rzucając ciało wroga na ziemię, by dobrać się donastępnego.205 Ten pozbył się kuszy i sięgnął po miecz przytroczony do pleców.Tane szybko się pochylił, by uniknąć ostrza, które świsnęło niecałycentymetr nad jego głową, i powalił przeciwnika na ziemię.Sylvermyst zaczął coś krzyczeć w nieznanym, szorstko brzmiącymjęzyku, lecz nie skończył, gdyż Tane poderżnął mu gardło.Nie był w nastroju na zaklęcia, klątwy i inne czary-mary.Gdy się upewnił, że nic więcej go już nie zaskoczy, kopniakiemwytrącił demonowi miecz z ręki, a następnie z wprawą wyciął mu serce zpiersi.Oczy Sylvermysta o dziwnym, metalicznoszarym odcieniurozszerzyły się w zaskoczeniu, jakby napastnik nie spodziewał się, żerozwścieczony wampir może go zabić.Głupiec.Tane pochylił się i sięgnął po miecz przeciwnika.Gdy sięwyprostował, stwierdził, że wojowników przybywa, chyba że unoszącasię w powietrzu magia mąciła mu zmysły.Kopnął martwe ciało Sylvermysta, by nie tarasowało mu drogi, i w tejsamej chwili ziemią pod jego stopami zatrząsł mocny wybuch.Rzucił się przed siebie, omiatając otoczenie zdumionym spojrzeniem.Drzewa przed nim zamieniły się w niskie płonące kikuty, na któreopadała chmura kurzu.Jednak bardziej szokujące było to, że z czterech zbliżających sięSylvermystów zostały tylko zmasakrowane części ciał.- Matko święta.- szepnął, wyszarpując z ramienia i piersi strzały,którymi został ugodzony.Levet z zakłopotaniem zatrzepotał skrzydłami.- Ups.- Ups?Gargulec doprowadził właśnie do wybuchu na miarę eksplozji małejbomby atomowej i wszystko, co ma do powiedzenia, to  ups"?- Powiedziałem, żebyś zrobił coś użytecznego, a nie żebyś wywołałkataklizm - warknął wampir, przerażony myślą, że Laylah była w lesie imogło jej się stać coś złego.- Hej, ja nie krytykuję twojej techniki bojowej - zaprotestował małydemon.206 Absurdalna sprzeczka dobiegła końca wraz z pojawieniem się Laylahniosącej na rękach dziecko.Tane skrzywił się na widok otaczającej je ochronnej bariery.Mimo żebyła przezroczysta, widać było, że pulsuje, zniekształcając i zaciemniającpostać niemowlęcia.Pewnie nawet Laylah nigdy wyraznie go niewidziała, nie wiedząc tak naprawdę, kim się opiekuje.Ale zupełnie jej to nie przeszkadzało.Tane poczuł ucisk w sercu, widząc, jak tuli do siebie dziecko, a jejtwarz przybiera ciepły, matczyny wyraz.Była potargana, spodnie i bluzkę miała wybrudzone ziemią i trawą, napoliczku widniała smuga brudu, a mimo to nigdy nie sprawiała wrażeniarównie szczęśliwej.Zupełnie nieświadoma, że budzi w Tanie tak silną fascynację,podniosła głowę i jej wzrok stężał, gdy spojrzała na zwęglone pnie drzewupstrzone częściami ciał Sylvermystów.- Jezu - szepnęła i się wzdrygnęła [ Pobierz całość w formacie PDF ]