Home Home011. Robert Jordan Koło Czasu t6 cz1 Triumf Chaosu012. Robert Jordan Koło Czasu t6 cz2 Czarna Wieża03. Robert Jordan Koło Czasu t2 cz1 Wielkie Polowanie10. Robert Jordan Koło Czasu t5 cz2 Spustoszone Ziemie010. Robert Jordan Koło Czasu t5 cz2 Spustoszone Ziemie12. Robert Jordan Koło Czasu t6 cz2 Czarna Wieża006. Robert Jordan Koło Czasu t3 cz2 Kamien ŁzyGraham Masterton Plaga(1)Krantz Judith Bez skrupułów(1)Ludlum Robert Tajne Archiwa 07 Piekło Arktyki
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Bo on jestwszystkim, o czym marzyła  jej miłością, całymżyciem. Carolyn GreeneDobra wróżba a PROLOGNeon za oknem biurowca pulsował rytmicznie,rzucając na ścianę zielone i czerwone refleksy.Tucker Maddock skrzywił się mimowolnie.Jarzącesię napisy ,,Wesołych Zwiąt  nie nastrajały gooptymistycznie.Miasto już od wielu dni tonęłow świątecznych dekoracjach.I wszędzie te radosnebożonarodzeniowe symbole.Nadchodzi czas świąt,tych najpiękniejszych i najbardziej rodzinnych.Nie dla niego.Jego ostatnie prawdziwe świętabyły.Zresztą, nie warto do tego wracać.Nie wartoznowu zadręczać się wspomnieniami chwil, którejuż nigdy nie wrócą.Tylko człowiekowi tak ciężkona sercu.Nie pomaga nawet praca od rana do nocy.Jest cenionym fachowcem, zrobił błyskotliwą karie-rę.Jednak jego życie prywatne to prawdziwa kata-strofa.Ostatni rok przyniósł najcięższy cios.Prawiedokładnie rok temu, w Wigilię.Chris, najlepszy,oddany przyjaciel, i jego rodzice zginęli w wy-padku.Ludzie, którzy byli mu najbliżsi, których175 traktował jak rodzinę.Nie mógł się z tym pogodzić.Nie było dnia, by o nich nie myślał.Brakowało muich.Teraz, gdy już czuło się nadchodzące święta,tym bardziej.Podniósł się i zaczął układać papiery na biurku.Czerwono-zielone światło neonu rytmicznie rozjaś-niało półmrok panujący wewnątrz.Gdyby dało sięcofnąć czas! Gdyby mógł znów znalezć się wśródtych, którzy okazali mu serce, przyjęli pod swójdach.Do diabła z tym! Skoro już nigdy nie będziez nimi, może przynajmniej na chwilę wrócić tam,gdzie spędził najszczęśliwsze lata.Do miejsca,z którym wiążą się jego najlepsze wspomnienia.Pośpiesznie napisał na kartce kilka słów dla sekretar-ki, otworzył szufladę i zamaszystym ruchem zgar-nął wszystko, co leżało na blacie biurka.Uporząd-kuje to po powrocie.Chyba nie zniesie jeszczejednej świątecznej kartki przyniesionej przez lis-tonosza.Mierził go widok udekorowanego miasta,rozbrzmiewających wszędzie kolęd, roześmianychludzi.Musi się stąd wyrwać, inaczej zwariuje.Naj-lepiej kierować się głosem serca.Czyli wrócić dodomu, do Willow Glen. ROZDZIAA PIERWSZYI tak musi się gdzieś zatrzymać.W sumie co zaróżnica, może zostać tutaj.Kiedy przed laty po raz pierwszy ujrzał WillowGlen Plantation, posiadłość zrobiła na nim piorunu-jące wrażenie.Potężny, rozległy dom wydał mu sięprawdziwą rezydencją.Nic się nie zmieniło.Za-dbany trawnik przed domem, wznoszące się w nie-bo wieżyczki i dodające wdzięku mansardy.Tuprzeżył swoje najlepsze lata.Zamieszkał w posiad-łości, gdy był dziesięcioletnim chłopcem.Stąd wy-jechał na naukę do college u.Razem z Chrisem.Wtedy rodzice Chrisa sprzedali dom.Nie mógł tegoprzeboleć.Dom kupił Will Carlton, miejscowyantykwariusz.Dokonał niezbędnych przeróbek i ot-worzył w nim uroczy pensjonat.Starszy pan, wracający ze świątecznych spra-wunków, wyprzedził go i przytrzymał drzwi, wyry-wając Tuckera z zamyślenia. Na twoim miejscu, synu, bym się pośpieszył.Kolacja będzie lada moment, a żal ją przepuścić.Wnętrze zostało nieco uwspółcześnione, lecz177 zachowało dawny charakter.Pozostał nawet zapachzapamiętany z dzieciństwa.Kojarzący się z żurawi-nami, sosnowym lasem.i może jeszcze czymś?Postawił torbę przy recepcji i przymknął oczy,wdychając tę znajomą woń.Niemal widział przedsobą Chrisa i jego rodziców.Mieszkał tu z nimi takdługo, chyba dłużej niż we własnym domu.Czuł sięczłonkiem rodziny.Miał nawet swoje obowiązki.Razna miesiąc jemu i Chrisowi wręczano szmatki i olejekdo drewna.Polerowali nim wszystko, co tego wyma-gało.A prawie cały dom był wykończony w drewnie.Z głębi wynurzyła się starsza pani.Znaczniestarsza od wchodzącego za Tuckerem gościa. Witaj, Oren!  odezwała się wesoło na powita-nie. Dobrze, że jesteś. Cmoknęła starszego panaw policzek, pozostawiając na nim ślad brzoskwinio-wej pomadki.Machnęła ręką w stronę salonu, gdziesiedziało kilkoro gości. Twoja żona już nie mogłasię ciebie doczekać!Starszy mężczyzna podniósł torbę z zakupamii ruszył do salonu.Pewnie stały bywalec, pomyślał Tucker, odpro-wadzając go wzrokiem.Popatrzył na gospodynię.Mierzyła go ciekawym spojrzeniem. Cóż za przystojny młody człowiek! Jestemciocia Shirley  przedstawiła się.Ciekawy sposób witania gości, przemknęło muprzez myśl.Wprawdzie bywał już w podobnychmiejscach, ale żeby posuwać się aż do takiej poufa-łości? Uśmiechnął się szeroko. Jestem Tucker Maddock.Mam nadzieję, żeznajdzie się jeszcze jeden wolny pokój?178 Ciocia Shirley otworzyła usta i roześmiała się [ Pobierz całość w formacie PDF ]