Home HomeA==02==POTOMKOWIE HARDCATLEA Lewis Jennifer TANIEC Z NIEZNAJOMYM(LOUIS I SAMANTHA) (2)Louis.de.Bernieres Wojna.o.czule.miejsca.don.EmmanuelaZimny Louis Magdalena PolaLouis Kontos and DavMiernicki Sebastian Pan Samochodzik i ... Pasażer Von StuebenaPlaidy Jean Katarzyna Aragonska tom 1 i 2Christie, Agatha Pasazer do FrankfurtuAragon Louis Aureliankoleda swierszcInternet
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Ależ tego chyba nie należy brać poważnie! To wszystko ma tylko jedencel: wmówić nam, że Alzacja i Lotaryngia pragną autonomii, a to jest zupełny fałsz.Podróżowałem, rozmawiałem z ludzmi.Poza paromakrzykliwymi frankofilami, za którymi nie stoi ludność. Zapewniam pana, że trzeba to brać za przygrywkę całkiem. Mój drogi panie Werner, pańska relacja ma wszelkie szanse okazaniasię prawdziwą i spełnia pan swój obowiązek donosząc mi o tym, ale torzecz nienowa: na przestrzeni roku byliśmy przedmiotem dwóch sugestiitego samego rodzaju.Na wiosnę była to osobistość, jak pan powiada, zKomitetu Zbliżenia Francusko-Niemieckiego, która z autonomii Alzacji iLotaryngii czyniła warunek istotnego sojuszu francusko-niemieckiego.Panvon Schoen osobiście przekazał to oświadczenie panu von Kiderlen-Waechter, co prawda bez powodzenia, a pan Juliusz Cambon skwapliwiewyparł się niefortunnej inicjatywy.Następnie, zeszłej zimy, pewien agentangielski wmieszał się w to i zaproponował kanclerzowi, zawsze mniej lubwięcej w imieniu pana Poincare, tym razem ustąpienie Tonkinu zaLotaryngię.Docenia pan fakt, że prezydent, sam Lotaryńczyk, miałby namoddać Alzację.To wszystko jest niepoważne i należałoby sobie życzyć,aby nasi przyjaciele we Francji mieli jaśniejsze pojęcie o istotnychinteresach narodowych naszej ojczyzny.Inny cel, nie te fikcyjnekombinacje, winien postawić sobie inteligentny Niemiec, któremu udałosię zdobyć aż w Pałacu Elizejskim przyjaciół skłonnych przyjąć dowiadomości pewne rzeczy i skłonić innych, aby je do wiadomościprzyjęli. Pan wie doskonale, że gdyby pan sobie życzył. Wiem, mój kochany, wiem.Ale w polityce zaczyna się epoka, w którejniezbędne okaże się.W pewnych delikatnych sprawach wcale nie chętniejposługuję się ambasadą niż pocztą.Nigdy nie wiadomo! Czy nie można byporozumiewać się z panem w sposób nie budzący wątpliwości i nieściągający uwagi? Gdzie pan mieszka? Przy ulicy Anatole-de-la-Forge.Ale mogę panu wskazać inną drogę.Drzwi salonu otwarły się i weszła pani von Goetz, obładowana paczkami,w dużym kapeluszu przybranym rajskimi piórami, w sukni vert amande,zwężonej na wysokości łydek, widocznej spod trzyćwierciowego płaszczaz nurków.Piętnaście lat, które barona uczyniły starym dyplomatą, zaledwiemusnęły Reginę von Goetz.Nie wyglądała nawet na trzydziestkę.Dopierow pełnym świetle spostrzegało się, że szyja nie jest tak młoda jak twarz imożna było żywić wątpliwości co do tego ciała, cudownie obciśniętegosznurówką.Przeprosiła za wtargnięcie. Nie wiedziałam, mój drogi, że masz gościa.Baron pocałował ją wrękę. Nie przeszkadzasz, Regino.Pozwól sobie przedstawić: pan Werner. Bardzo mi miło.Ale proszę nie zważać na mnie.Biegałam po sklepach,jakbym wciąż jeszcze miała dwadzieścia lat.Paryż jest w moich oczachzawsze taki sam.Składała paczki, zdjęła kapelusz.Spytała jeszcze: Czy są wiadomości od Karla? Baron potrząsnął przecząco głową.  Ach, musi być zapracowany! Dzienniki francuskie piszą dziś o panuvon der Goltz.Mój syn, drogi panie Werner, jest w Konstantynopolu przynaszej misji.Regina przeszła do sąsiedniego pokoju.Werner zrozumiał, że wizyta jestskończona.Wstał. A więc czy nie można by porozumiewać się z panem w sposób niebudzący wątpliwości i nie zwracający uwagi?  spytał baron. Ach, przepraszam.Nie chciałem dłużej naprzykrzać się pani vonGoetz.Otóż sprawa tak wygląda: stołuję się blisko domu w jednympensjonacie, bardzo przyzwoitym, gdzie przebywa sporo cudzoziemców igdzie wieczorem uprawia się trochę muzyki i tańczy.Dosyć chętniezostaję tam niekiedy po obiedzie, aby trochę posłuchać, co mówią ludzie.Właściciele pensjonatu, zrujnowana francuska rodzina, mają stosunki.Spotkałem tam nawet pewnego admirała.Courtot de la Pause, wie pan,ten, co to niedawno umarł, a zarządzał tym przedsiębiorstwem, któremuManesmannowie robili konkurencję w Maroku.Baron zacisnął wargi.Pomyślał o Wernerze bywającym na tychwieczorynkach w nadziei spotkania tam admirała.Tamten ciągnął: Gdyby przysłał pan kogoś do mnie, wystarczyłoby mu zajść do tegopensjonatu.Nie zwróci to niczyjej uwagi.i tam przy posiłkach czy teżwieczorem można by sobie pogadać.gdy zaczną grać na fortepianie.Zawsze ten styl konspiracyjny, który irytował pana von Goetz.Ale mimowszystko może się to przydać i takiego Wernera należałoby od czasu doczasu używać do czegoś ważniejszego niż znoszenie plotek.Regina weszłado pokoju z kryształowym wazonem białych róż. Róże  powiedział baron. Któż ci je przysłał, kochanie? Nie powiem ci, abyś był zazdrosny.Oczywiście Quesnel.Jegoprzyjaciółeczka to poczciwe stworzenie. Zdaje się, że jest Włoszką? Drogi panie, proszę wypisać mi adrespańskiego hoteliku.i ma się rozumieć, tylko w razie istotnej potrzeby. Służę  rzekł z ukłonem pan Werner nagryzmoliwszy coś na bileciewizytowym. Nazywa się to  Etoile-Famille".i jest tam naprawdęrodzinnie.Zresztą istotnie utrzymuje go pewna rodzina.wdowiec, jegosiostra i matka.niejacy Mercadier.Wazon z różami trochę za mocno stuknął o stół. Uważaj, Regino  powiedział baron  bo stłuczesz wazon. Przepraszam, zaskoczył mnie pewien zbieg okoliczności [ Pobierz całość w formacie PDF ]