Home HomeLumley Brian (2006) Nekroskop 14 Nowe przygody Nekroskopa 1 DotykByłem księdzem. Prawdziwe oblicze koœcioła katolickiego w Polsce Roman JonaszDeveraux Jude Trylogia Panien Młodych z Nantucket 01 Prawdziwa miłoœćLU. VII IX. Hasek Jaroslaw Przygody Dobrego Wojaka SzwejkaŒniadanko Natalka Kolekcja namiętnoœci albo przygody mlodej UkrainkiHasek Jarosław Przygody dobrego wojaka SzwejkaDiana Palmer (KYLE SUSAN) PRAWDZIWE KOLORYFeehan Christine Mrok 13 Mroczne pochodzenieFrank Joseph Ocaleni z AtlantydyErickson Lynn Bez Âśladu
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tygrysica była wścibska jak wszystkie istoty płci pięknej i jak większość kotek, a nadtoznudziły ją głębokie ciemności na schodach, po których musiała wchodzić za braminem, toteżledwie spostrzegła otwarte okno, skąd widać było niezrównany przepych okolicy,zapomniawszy o swej zwykłej przezorności weszła do pokoju.Lecz tu, o rozpaczy! czekał nanią zdrajca.Lakmana nacisnął sprężynę trapu, który nagle zapadł się pod ciężarem naszej biednejprzyjaciółki, i Luiza nie mając się czego uchwycić runęła w straszną przepaść.Zaledwiemiała czas ryknąć i wezwać sprawiedliwości Brahmy przeciwko zdradzie bramina.Upadła Zgłuchym łoskotem.Rzekłbyś, posypały się kartacze odbite od ściany.Lakmana pochylił sięnad otworem i nasłuchiwał przez chwilę, kiedy zaś żaden dzwięk go nie dobiegł, roześmiałsię głośno sam do siebie, a śmiech ten mógł przyprawić o dreszcz w głębi piekła jegoprzyrodniego brata  pana Lucyfera.W chwilę pózniej bramin zamknął drzwi, zszedł po schodach i wsiadł do lektyki, którąkilku niewolników poniosło w stronę Bombaju, ażeby myślano, że zdrajca szukał schronieniau Anglików, po czym tajemnie opuścił lektykę i gdy tylko noc zapadła, nie widziany przeznikogo, wrócił do swego domu w Bhagawapurze.Tak więc kroki wstępne były ukończone.Lakmana zgładził jedynego świadka swoichczynów, którego zeznań i pazurów mógł się lękać.Zbliżał się dzień zbrodni.Korkoranapochłaniały inne sprawy, a ponadto sądził, że Lakmana udał się był do Bombaju, i winszowałsobie tej ucieczki, która zdejmowała z niego obowiązek ukarania spiskowca.Lecz tę radośćmąciło uczucie goryczy.Bretończyka dziwiła mianowicie nieobecność Luizy, która do tejpory składała mu swe wizyty bardzo skrupulatnie, zwłaszcza w porze obiadu.Obawiał się, żenie umiała oprzeć się urokom dzikiego życia i swobody.Oskarżał ją o niewdzięczność.Biedna Luiza! Korkoran nie mógł wiedzieć o okrutnej zdradzie, której padła ofiarą.A tymbardziej nie wiedział, gdzie szukać jej podłego mordercy.Wreszcie nadszedł oznaczony dzień i zgromadzenie Maratów miało rozpocząć obrady.Place i ulice Bhagawapuru wypełniły nieprzeliczone tłumy.Zeszli się tu Hindusi z okolicy wpromieniu trzydziestu mil, ażeby sławić.imię Korkorana Sahiba i pięknej Sity, ostatniejprzedstawicielki rodu Raghuidów.Oni zaś, oboje w szatach ze złota i srebra, zdobnych w diamenty i bezcenne kamienie,dosiedli słonia Sindiaha i jechali z godnością wśród tłumu, który bił przed nimi czołem, pełenpodziwu dla młodości, siły i geniuszu Korkorana oraz dla niezrównanej urody księżniczki.Wwielkiej pagodzie Bhagawapuru królewska para oddała hołd promiennemu Indrze, ojcubogów i ludzi, po czym w paradnym Dochodzie wróciła do zamku, gdzie Korkoran zasiadł natronie.U boku miał córkę Holkara, przed sobą zaś dostojne zgromadzenie.Ukryty za żaluzją w swoim domu Lakmana na widok orszaku zatrząsł się z wściekłości.Gotowy czekał lont, po którym ogień miał dotrzeć do beczek i wysadzić w powietrze króla iparlament.Wystarczyło go zapalić.Miał płonąć przez siedemset sekund, Lakmana bowiem,popełniając zbrodnię, siebie samego wolał uchronić od śmierci.U boku miał wspólnika.Byłnim nieszczęsny niewolnik, który w obawie przed sztyletem zdrajcy nie śmiał odmówićudziału w tej potwornej zbrodni.Bramin wyczekał jeszcze kwadrans, ażeby całe zgromadzenie zdążyło zająć miejsca wzamku, po czym powoli, bez skrupułów, zapalił lont.91 XXIII.ZAKOCCZENIENASZEJ NIEZWYKAEJ OPOWIEZCIPodczas gdy zbrodniarz kończył swe przygotowania, Korkoran, z miną pełnądostojeństwa, wstał i tak przemówił: Przedstawiciele sławnego narodu Maratów! Zwołałem was w dniu dzisiejszym, wbrewzwyczajowi królów panujących przede mną, ażeby w wasze ręce przekazać władzę, którąprawem adopcji nadał mi książę Holkar na śmiertelnym łożu.Nie pragnąłem tronu i bez waszej zgody na nim nie zasiądę [ Pobierz całość w formacie PDF ]