Home HomeNiffenegger Audrey Żona podróżnika w czasie (Miłoœć ponad czasem)Laura Pulido Black, Brown, Yellow, and Left, Radical Activism in Los Angeles (2006)Richard Brent Turner Jazz Religion, the Second Line, and Black New Orleans (2009)Saga historyczna Masterton Graham Dziewicza podróżSaga historyczna Dziewicza podróż Masterton GrahamSowa Izabela Brzytwa 02 Podróż poœlubnaLP. IV VI. Swift Jonathan Podróże GulliweraRosenberg Nancy Taylor Sprawiedliwosc Sullivan (2)Fulvio Di Luca Drabina DionizosaKarol May 02 W Kordylierach
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Złapałem się za głowę. Człowieku, czy grzyb może się tak nazywać? Spróbuj powiedzieć komuś:  tysromotniku bezwstydny , a zobaczysz, jakie wstawi ci bańki. Przepraszam cię bardzo  zawstydził się Duduś za sromotnika bezwstydne-go. To bardzo oryginalny grzyb.Występuje w cienistych i wilgotnych lasach liścia-stych, a jako gatunek bardzo rzadki zasługuje na ochronę. Niech zasługuje  zezłościłem się. Ale ja nie chcę mieć z nim nic wspólne-go. I na szczęście nie miałem, bo nie spotkałem ani jednego sromotnika bezwstyd-nego.170 W leśniczówce dali nam łubianki, noże do ścinania grzybów i życzyli szczęśliwegogrzybobrania.Podzieliliśmy się na kilka grup, wyznaczyliśmy sobie godzinę powrotui z okrzykiem  drżyjcie, grzyby! wyruszyliśmy w las.3W lesie  daję słowo  było zupełnie jak w lesie, a może jeszcze ładniej.Przysad-kowate dęby, strzeliste jodły, wesołe, koronkowe modrzewie, smukłe wiązy.Pnie szare,brunatne, gołębiosine, gładkie i popękane.A nad pniami zbity dach z liści i igliwia,pełen tajemnych szmerów i wesołych pogwizdywań.Dołem cień wilgotny, przetykanyzłotymi plamami słońca; jafery jagód i pióropusze paproci.I mchy, miękkie, soczyste,uginające się pod stopami.Grzybów chwilowo nie było widać.Może się pochowały.Zobaczyłem jedynie wiel-kiego muchomora z białą kryzą i wspaniałym czerwonym parasolem.Wyglądał jak dom171 dla krasnoludków z bajki.Zachwycał i denerwował, bo to przecież nie borowik, za któ-rego płacą.Rudzielec przydzielił mnie do studentki w przeciwsłonecznych okularach.Począt-kowo byłem onieśmielony i czułem się trochę jak przedszkolak, a trochę jak młodszybrat.Ale wnet okazało się, że to bardzo miła studentka, bo oprócz tego, że malowaław Akademii Sztuk Pięknych, grała w siatkówkę w pierwszoligowej drużynie AWF-ui dobrze znała Franka Szajbę.Gdy się tylko dowiedziała, że Szajba jest narzeczonymmojej cioci, zaraz spojrzała na mnie zupełnie inaczej, jakbym nagle urósł i wydoroślał. On ma fantastyczną  jawę  powiedziałem. Na prostej wyciąga sto dwa-dzieścia na godzinę.A pruje jak brzytwa. To ciocia pewno chodzi na mecze?  zapytała. Jeszcze jak.Na mecze i na treningi.Nic, tylko chodzi na te mecze i puszcza  Gdymi ciebie zabraknie.Roześmiała się, nie wiedzieć z czego.Bo to wcale nie było wesołe, gdy ciocia pusz-czała płytę i wzdychała.A potem zapytała ni stąd, ni zowąd: Ciocia pewno się martwi, że was nie ma w domu?172  Ale skąd  odparłem. Ciocia jest zadowolona, bo nie musi po mnie sprzątaćani rano chodzić po bułki. Myślę jednak, że twój wuj zawiadomił mamę o waszym zniknięciu. Ja też tak myślę, ale wcześniej wysłaliśmy list, w którym wszystko było dyplo-matycznie.Szkoda, że pani go nie czytała. Ej, ty, ty!  pogroziła mi żartobliwie palcem. Zawsze znajdziesz usprawie-dliwienie. Jak mamę kocham, napisałem nawet, żeby się nie martwili. To zawsze tak się pisze.Nie masz serca. To się pani myli  rzekłem urażony. Właśnie że mam i dlatego, jak zgubi-liśmy te pięćset złotych, od razu zdecydowałem się jechać autostopem, a nie narażaćmamę na nowe wydatki.Miałem jeszcze coś powiedzieć, coś dorzucić, ale nie dorzuciłem, gdyż w tej samejchwili pod paprocią, tuż przy pniu wielkiej jodły, zobaczyłem wspaniałego borowika.Był przysadzisty, pękaty, miał wspaniały brunatny kapelusz i wstydliwie ukrywał opa-sły biały brzuch w pierzynie z mchów.Z radosnym okrzykiem rzuciłem się ku niemu.173 To, co zobaczyłem, przechodziło granice prawdopodobieństwa.W sąsiedztwie, pod pa-prociami, ukrywała się cała rodzina fantastycznych borowików: dwa olbrzymy  nibyrodzice  i pięcioro mniejszych wyrostków.Aż żal było zrywać. Masz szczęście  powiedziała studentka. Piękne okazy. To tak, jakbym na jednej lekcji dostał dwie piątki i pięć czwórek.Wolno ucinałem grzyby przy samej nasadzie, z rozkoszą ważyłem je w dłoniachi ostrożnie układałem na dnie łubianki.Nie można opisać mojego szczęścia, a to, czegonie można opisać, wydaje się najpiękniejsze.Teraz z płonącymi oczyma, z rozpalonymi policzkami rzuciłem się na dalsze poszu-kiwania, I trzeba przyznać, oboje mieliśmy szczęście.Natrafiliśmy na grzybny las.Nicwięc dziwnego, że przerwaliśmy nieco przykrą dla mnie rozmowę i nie myśleliśmy jużo niczym, tylko o borowikach i kurkach.Kurki to najuprzejmiejsze z grzybów.Nie trzeba ich nawet szukać, same rzucają sięw oczy jaskrawożółtą barwą.Z daleka, wśród mchów i traw, wyglądają jak kwiaty mle-czu albo kaczeńce.I mają tę zaletę, że są bardzo towarzyskie, rosną całymi koloniami.174 Gdy się natrafi na taką kolonię, w mig można nazbierać z pół łubianki, a nawet całą.Wtedy trzeba wracać do bazy i zmieniać koszyk.Podczas jednego takiego rejsu natknąłem się na coś, co mnie ogromnie rozśmieszy-ło.Początkowo myślałem, że to może borsuk lub odyniec.Ale to nie był ani borsuk,ani odyniec, tylko mój cioteczny brat we własnej osobie.Klęczał pod wyniosłą jodłą,przypatrując się czemuś z olbrzymim zaciekawieniem.W ręku trzymał atlas grzybów,a nos miał w pachnących rosą paprociach. Co ty tu robisz?  zapytałem. Cicho, nie przeszkadzaj.Kiedy zbliżyłem się, pośród paproci i traw ujrzałem, maleńki grzybek na cieniutkiejrachitycznej nóżce, z kapelusikiem tak mikroskopijnym, że na jego widok litość brała. Cóż to!  wydałem okrzyk zdumienia.Duduś spojrzał na mnie jak na profana. Nie rozróżniasz?175 Niestety, nie rozróżniałem, gdyż właściwie nie było czego rozróżniać.Duduś nato-miast z takim zachwytem przypatrywał się grzybkowi, jakby to był pierścień zgubionyprzez królewnę z baśni. Twardzioszek czosnaczek  wyszeptał z namaszczeniem. M a r a s m i u ss c o r o d o n i u s. Co ty, człowieku, bredzisz? To jego łacińska nazwa.Z rodziny bedłkowatych.Owocniki twardzioszka mająbardzo silny zapach czosnku.Czujesz?Nie czułem ani nie miałem ochoty czuć.Roześmiałem się, bo twardzioszek z Dudu-siem wydał mi się bardzo zabawny. Jeżeli znajdziesz sromotnika bezwstydnego, na pewno poczuję  powiedziałemwesoło, a potem zapytałem:  Dużo nazbierałeś?Duduś wzruszył ramionami. Dopiero zaczynam rozróżniać gatunki.Wyobraz sobie, że znalazłem równieżzwiędlaka tańcówkę i zmarszcza.176 Próbowałem wyobrazić sobie, ale to przechodziło moją wyobraznię [ Pobierz całość w formacie PDF ]