Home HomeKsięga EFT Joanna Chełmicka, Instytut EFT, 2013Joanna Chwaszcz Małgorzata Pietruszka Dariusz Sikorski MediaWozniaczko Czeczott Joanna Macierzynstwo non fiction (2012Ross Adam Ciemna strona małżeństwa[JoannaC]Masters Priscilla Joanna Piercy 2 Małe krzywdyCiemno, prawie noc Joanna Batorjoanna bialecka czarny leksykon(1)Szarras Joanna Garet, fe !Japoński wachlarz Joanna BatorGallo Max Cezar[JoannaC]
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tym razem zyskał poparcie pani Krystyny, która była zdania, że wszystkie ważne papiery powinien mieć zgromadzone w jednym miejscu.Bez cienia protestu Janeczka podniosła się od stołu i poszła do swego pokoju.Pawełek popędził za nią.— No? — powiedział niespokojnie.— Będzie polka czy nie? — Nic nie będzie — odparła stanowczo Janeczka, wyciągając spod szafy dużą, kartonową teczkę.— Nawet gdyby zaraz zaczął czytać, jednej litery nie zrozumie.Skołowali go do reszty.Nie wiem tylko, czy mu dać wszystko jak jest, czy może po jednej kopii? — Po jednej.W razie gdyby zgubił, będzie miał w domu zapasowe.Na widok dużej, szarej koperty pan Roman jakby się przecknął i nieco oprzytomniał.Wyrwał ją z niechętnych rąk swoich dzieci, otworzył chciwie, rozchylił złożony plik papierów i zaczął czytać: — Pierwsze, nie pić nie przegotowanej wody.Drugie, nie macać gołymi rękami świeżych skór baranich… Na litość boską, co to jest?! — To jest to, co babcia kazała, żebyś się nauczył na pamięć — wyjaśniła grzecznie Janeczka.— Tak jest! — przy świadczyła z mocą babcia.— Przed wyjazdem do tego okropnego kraju.Zacznij zaraz! — Nie dotykać i nie wąchać miejscowych przypraw i korzeni — przeczytał pan Roman słabnącym głosem i ręce mu opadły.— Kopie… To miały być kopie… — Są kopie, są — uspokoił go Pawełek.— Tam trochę dalej.Od początku podróży masz czytać tę kartkę z drzwi, będziesz ją miał na wierzchu.A potem to od babci.Zdjął z futryny zapisaną kartkę, złożył ją troskliwie i ulokował w szarej kopercie odebranej ojcu.Kopertę przekazał pani Krystynie, która od razu wepchnęła ją do bocznej kieszeni podręcznej torby.Pan Roman stracił zdolność do protestów.— Mamo, skąd ci przyszły do głowy świeże skóry baranie? — spytała ze zdziwieniem ciotka Monika.— Algieria, moje dziecko, to jest kraj baranów — odparła babcia z godnością.— Specjalnie się dowiadywałam.A na świeżych skórach baranich lubią siedzieć bakterie żółtaczki… Jako ostatnia, już po kolacji, przyszła pani Kawałkiewiczowa z listem tło męża i klockami hamulcowymi.Pani Kawałkiewiczowa była wielka, gruba, energiczna, pogodna i pełna optymizmu.— Co tam! — powiedziała beztrosko.— Nie takie jołopy dawały tam sobie radę! Kochany, to jest kraj dla mężczyzn.Chłop wszędzie wejdzie i wszystko może, a co by to było, gdybyś pan był kobietą? Dla kobiety nie ma tam życia, człowieku, jeszcze ci źle?! Podniesiony nieco na duchu faktem, iż nie jest kobietą, pan Chabrowicz odjechał nazajutrz, w zimny, mokry, zadeszczony, marcowy poranek.Dla Janeczki i Pawełka zaczęło się niecierpliwe oczekiwanie… *— No, no, no! — powiedział Pawełek, usiłując nie ujawniać całego podziwu.— Ale zgadłaś…! Janeczka nie podtrzymywała tematu.Dumna i pełna satysfakcji, tylko krótką chwilą milczenia uczciła własne osiągnięcie, które w całej pełni ujawnił już pierwszy list pana Chabrowicza.List przyszedł po dwóch tygodniach, był średnio gruby, zawierał nieco wstępnych informacji i kończył się szalenie dramatycznie.Pani Krystyna odczytywała go na głos całej, chciwie słuchającej rodzinie.„To istny cud, że te moje dokumenty przeczytałem dopiero tu, na miejscu, w dodatku po rozmowie z szefem” — pisał pan Roman, przy czym między wierszami można było dostrzec uczucie lekkiej grozy.— „Gdybym je przeczytał wcześniej, z całą pewnością zawróciłbym i uciekł bez względu na konsekwencje.Tu zaś okazało się od pierwszego słowa, że zaangażowano mnie na to stanowisko z uwagi na moje doświadczenie, pochodzące między innymi z Danii i z Anglii”… W tym miejscu zaskoczona pani Krystyna oderwała się od lektury.— Dzieci, co wyście tam napisali? — spytała podejrzliwie.— Okazuje się, że to, co trzeba — odparła Janeczka z zimną krwią, — Czytaj dalej, nie zwracaj uwagi na drobiazgi! — pogonił niecierpliwie Pawełek.Rodzina poparła go energicznie i pani Krystyna posłusznie wróciła do listu.„Z promu udało mi się wyjechać w pierwszej kolejności i z wielką łatwością, ponieważ spotkałem tu rodaka, znającego doskonale Algierię” — pisał dalej pan Roman.— „Dzięki niemu mogłem ruszyć do Tiaretu w pełni dnia.Przez miasto przepilotował mnie przedstawiciel Polservisu, który czekał z pieniędzmi.Nie wiem, jak wygląda Algier z bliska.Z promu wydał mi się szalenie malowniczy, a potem przestałem rozróżniać cokolwiek, bo okazał się malowniczy nie do opanowania.Trochę odetchnąłem na początku drogi, po czym zacząłem wjeżdżać pod górę i natychmiast zrozumiałem, dlaczego ostrzegano mnie przed jazdą w nocy.Nie mam na to słów, jak przyjedziecie, sami zobaczycie”… — No wiecie… !— wykrzyknął Rafał ze śmiertelnym oburzeniem.— Jeżeli o wszystkim będzie pisał w ten sposób, cała rodzina zażąda zaproszeń! — zagroziła ciotka Monika.„Do Tiaretu dojechałem o zmierzchu i trafiłem do właściwego domu, ponieważ przy wjeździe do miasta znów spotkałem rodaków” — czytała pani Krystyna.— „Poznałem ich po samochodzie.Dostałem czteropokojowy domek tuż obok Kawałkiewicza, który czekał na mnie z kluczami.Od razu pokazał mi drogę do źródełka, skąd się bierze wodę do picia, bo to, co cieknie z kranu, nie zawsze się nadaje.Usiłuję oswoić się możliwie szybko z tym francuskim językiem i dzisiaj udało mi się kupić butelkę wina bez pokazywania palcem.Inne zakupy mi nie wyszły, chciałem nabyć jajka i poprosiłem w sklepie o trzydzieści oczu”… Niezwykła informacja obudziła tak wielkie zainteresowanie, że pani Krystyna była zmuszona wyjaśnić różnicę pomiędzy les yeux i les oeils.Pan Roman opisywał następnie różne zabiegi administracyjne, których już zdążył dokonać i które go jeszcze czekają, z detalami rozwodził się nad straszliwym, gliniastym błotem, w którym udało mu się zgubić jeden but i zjadliwie naigrawał się z ogrodzenia osiedla, istniejącego wyłącznie w teorii.„Miało zostać wykonane wspólnymi siłami przez miasto i zakład pracy” — pisał.— „Zakład pracy spełnił swoje zadanie, miasto natomiast nawaliło i każdy domek ogrodzony jest do połowy.Druga połowa pozostała nietknięta.Tak jakby nie można było ogrodzić po prostu połowy domków! W dodatku…” Tu list urywał się nagle.Zakończenie zawierało następujące słowa: „Właśnie przed chwilą było trzęsienie ziemi.Nic się nie stało i rzeczywiście nie jest to takie straszne, niemniej jednak musiałem trochę podbudować swoje samopoczucie.Zaraz to zacznie działać, więc resztę listu napiszę w przyszłym tygodniu”.— Jezus Mario! — krzyknęła babcia drżącym głosem.— Co on zrobił? — zainteresował się Pawełek.— Co mu zacznie działać? — Trzasnął sobie… — zaczęła ciotka Monika i ugryzła się w język.— Zażył środek uspokajający.Mamo, nie przesadzaj, przecież koniec listu jest napisany już PO trzęsieniu ziemi! Widać, że mu się nic nie stało [ Pobierz całość w formacie PDF ]