Home HomeAndrea Cremer Cień Nocy #3 Bloodroose (tum. nieoficjalne Translate Dreams)Andrea Cremer Cień Nocy 03 Bloodrose tłum. nieofLerum May Grethe Puchar Boga Słońca 03 Cena łaskiLerum May Grethe Puchar Boga Słońca t.3 Cena łaskiJanusz Aleksandra Dom Wschodzacego Slonca 001 Miasto magowCien Endera CARD ORSON SCOTTCien Ryer Avenue Dorothy UhnakCIEN KROLOWEJ MROKU RAYMOND E. FEISTCiemna strona Dlugiego Slonca Gene WolfeChimamanda Ngozi Adichie Polowka zoltego slonca
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Bezładnie rozrzucone kończyny świadczyły o przyjemności, jaką czerpał z tego, że nie musi nimi poruszać.Błoto i krew na jego twarzy zastygły w obrzędowe ornamenty nałożonej przez szamana farby.Nie spuszczając wzroku z ojca, Anna zanosiła się płaczem, przez niego, przez Olivera, przez osobliwą naturę rzeczy, które do tej pory traktowała jako oczywiste.Hałas zwabił Karolinę, która szła korytarzem z naręczem prześcieradeł, i na odgłos dobiegający z pokoju Henryka bez namysłu wpadła do środka.- Henryk! - zawołała, kładąc prześcieradła na komodzie.Henryk otworzył oczy, próbując usiąść.- Nie, nie siadaj, nie bądź niemądry; jeszcze zrobisz sobie krzywdę.Coś ty wyprawiał? - Nie oczekiwała odpowiedzi; sytuacja znalazła się w jej rękach.Przeszła przez pokój i bacznie przyjrzała się mężowi.- Migrena?- zapytała, po czym przyniosła mu kodeinę oraz szklankę wody.- Czy coś ci dolega?Henryk przecząco pokręcił głową.- Nie zasługujesz na to, by się o ciebie troszczyć.Chyba lepiej będzie, jeśli się położysz.Rozbierz się.- Przysiadła obok i zaczęła delikatnie wycierać mu gąbką twarz.- Mój biedny Henryku - powiedziała łagodnie, prosząc, by pozwolił jej roztoczyć nad sobą opiekę.Henryk z uśmiechem nakrył ręką jej dłoń.Wciśnięta w kąt Anna znowu zaczęła płakać, wydając z siebie brzyd-Cień Słońca 123ki, zachrypnięty odgłos, zduszony i natarczywy.Uwaga Karoliny przeniosła się na nią.- Ach tak, to ty.Co się z tobą dzieje? Co tu robisz?Dlaczego nie powiedziałaś mi, że wrócił?- Jest zdenerwowana - wtrącił Henryk.- Coś wyprowadziło ją z równowagi.- Ostatnio dość często jej się to zdarza; zaczynam tracić cierpliwość.Mogłaś trochę pomyśleć, Anno, zanim tu przyszłaś zawracać ojcu głowę, kiedy źle się czuje i potrzebuje odpoczynku.Czy ty kiedykolwiek myślisz o innych?Nie ruszając się z miejsca, Anna bezradnie machnęła ręką.Łzy ciekły jej strumieniami po policzkach i nosie i kapały na szyję.- Wszystko przez to słońce - dorzuciła łagodniejszym tonem Karolina.- Żadne z was nie zna umiaru.Lepiej też się połóż, Anno.Weź tabletkę, masz tu wodę, i marsz do łóżka.Później przyniosę wam kolację.- Zaciągnęła roletę i w pokoju Henryka zapadł mleczno-kawowy półmrok.- Tak jest lepiej.- Myśl o wieczorze bez Anny poprawiła jej nastrój; widząc, że córka nie rusza się z miejsca, powtórzyła: - No idź, mówię do ciebie.Do łóżka.Henryk milczał.Anna rzuciła mu desperackie spojrzenie, po czym opuściła pokój i powlokła się korytarzem w stronę swojej sypialni.Karolina wycisnęła gąbkę i z niezwykłą ostrożnością zaczęła wycierać mężowi twarz.- Cieszę się, że zawsze wracasz - powiedziała.- To śmieszne, ale wciąż boję się, że tego nie zrobisz.- Dlaczego? - zapytał.- Och, czasem myślę, że istnieje tyle ciekawszych niż to miejsce, do których mógłbyś się udać.- Bo ja wiem - odparł.Dłoń Karoliny znieruchomiała.Podniósłszy wzrok, zobaczył wyraz troski malujący się na twarzy żony.- Nie mam zamiaru odchodzić, nie wolno ci tak myśleć - zapewnił.- Gdybym tego pragnął, powiedziałbym ci.To znaczy.nigdy nie odszedłbym bez ciebie.Rozumiesz, co mam na myśli, prawda?- Tak - odrzekła Karolina i znów zaczęła go myć, jak ktoś, kto usuwa mech z nagrobków cmentarnych.124 A.S.ByattZgodnie z obawą Anny, przed drzwiami czekał na nią Oliver.Wiedziała, że twarz jej poczerwieniała i napuchła od łez i że Oliver znajdzie na to własne, nie do końca chybione wytłumaczenie.Z wahaniem cofnęła się w stronę pokoju Henryka, po czym zebrawszy się w sobie, ruszyła na spotkanie intruza.- Anno, proszę, wysłuchaj mnie - zaczął.- Chcę, żebyś zrozumiała.Chyba nie jesteś sprawiedliwa.Anna zlizała łzę z kącika ust.- Zostałam odesłana do łóżka - odparła.- Przynajmniej pozwól mi tam dotrzeć.A nie mówiłem, powiedziała jej mina Olivera, który na szczęście powstrzymał się od komentarza.ZastąpiłAnnie drogę; aby sięgnąć klamki, musiałaby go odepchnąć.Roztrzęsiona i przejęta paraliżującym lękiem, czuła, że konieczność dotknięcia go załamałaby ją doszczętnie.Stała więc i spoglądała na niego w poczuciu kompletnego osamotnienia.- Chcę powiedzieć, że nie chciałem cię urazić.Przepraszam, jeśli sądzisz, że wtykam nos w cudze sprawy.Pragnę jedynie pomóc.Przykro mi z powodu tej sprzeczki.Jesteś ostatnią osobą, którą umyślnie bym zranił.- Nieważne, wiem, że nie miałeś nic złego na myśli.Chyba zbytnio to wyolbrzymiasz.- Mam wrażenie, że wcale tak nie myślisz.Anna ponownie zalała się łzami [ Pobierz całość w formacie PDF ]