Home HomeLee Goldberg Detektyw Monk 03 Detektyw Monk i strajk policjiprogram%252Bzaj%2525C4%252599%2525C4%252587%25252C%252Bbibliografia%25252C%252Bwyk%2525C5%252582ad%252B01 03Martin Kat Serce 03 Mężne serceŁajkowska Anna Wrzosowisko 03 Cienie na wrzosowiskuMarlowe Mia Dotyk 03 Dotyk oszustaS303Coulter Catherine Gwiazda 03 Gwiazda z nefrytuKagawa Julie Iron Fey 03 Iron QueenVinge Joan D Królowe 03 Królowa Lata PowrótRobbins Harold Handlarze snów 03 Spadkobiercy Krainy SnówWeis Margaret, Hickman Tracy Kroniki Smoczej Lancy 03 Smoki wiosennego œwitu
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ryan przymknął za sobą drzwi i ruszył na prawo.Zwiatło dochodziło gdzieś z górnego pokładu, zza wyrzutni poło\onej najdalejprzy prawej burcie.Ryan zatrzymał się, nasłuchując.Coś się tam działo.Słychać byłocichy szelest, a światło poruszało się tak, jakby ktoś trzymał w ręku lampę.Gładkiewewnętrzne ściany kadłuba wzmacniały ka\dy dzwięk. - Dlaczego zawsze wypada na mnie? - wyszeptał cicho sam do siebie.śeby dotrzeć do zródła światła, musi pokonać ponad pięćdziesiąt metrówotwartej przestrzeni, wymijając trzynaście grubych szybów wyrzutni.Z pistoletem trzymanym w prawej dłoni na wysokości pasa, dotykając lewązimnego metalu wyrzutni, obszedł pierwszy szyb.Ju\ teraz pot zwil\ał mu dłońściskającą nacięte okładziny kolby.To dlatego, pomyślał, są tak ponacinane.Znalazłsię między pierwszą i drugą rakietą.Nie było tu nikogo.Przygotował się donastępnego skoku.Jeszcze dwanaście rakiet.Kratownica pokładu wykonana była z cienkich prętów stalowych, którewrzynały mu się w stopy.Skradał się ostro\nie i powoli wzdłu\ następnej okrągłejwyrzutni.Poczuł się jak astronauta na orbicie wokół Księ\yca, którego statek goniuciekającą linię horyzontu.Tylko \e na Księ\ycu nikt nie czekał z bronią gotową dostrzału.Na ramieniu nagle poczuł dotknięcie czyjejś dłoni.Obrócił się gwałtownie.Ramius.Chciał coś powiedzieć, ale Ryan poło\ył palec na ustach i pokręcił głową.Serce biło mu tak mocno, \e mógłby nim wysyłać depesze alfabetem Morse a.Słyszałwłasny oddech.Ale dlaczego, do cholery, nie usłyszał Ramiusa?Gestem pokazał kapitanowi, \e zamierza obchodzić od zewnątrz kolejne szybywyrzutni, ale Ramius wskazał, \e lepiej iść po wewnętrznej stronie.Ryan skinąłgłową.Najpierw jednak zapiął mundur i podniósł kołnierz, zasłaniając biały trójkątkoszuli pod szyją.Trudniej będzie go trafić.Kolejna wyrzutnia.Ryan zwrócił uwagę, \e były na nich namalowane cyrylicą jakieś słowa.Inneoznaczenia wyryto bezpośrednio w metalu.Prawdopodobnie  palenie wzbronione albo  Lenin wiecznie \ywy lub cośrównie bezsensownego.Słyszał i widział wszystko bardzo ostro, tak jakby ktośwypucował papierem ściernym wszystkie jego zmysły.Prześliznął się wzdłu\ kolejnejrakiety, zaciskając nerwowo palce na kolbie pistoletu.Nie mógł nawet otrzećzalewającego mu oczy potu.Pusto.Posuwanie się po wewnętrznej stronie byłobezpieczniejsze.Następna rakieta.Dotarcie do połowy pomieszczenia, między szóstą i siódmą wyrzutnię, zajęłomu pięć minut.Dzwięki z czoła pomieszczenia były teraz głośniejsze.Wyrazniewidział, \e światło się porusza.Cień rakiety numer jeden lekko drgał.Prawdopodobnie lampa roboczawłączona do kontaktu w ścianie, czy jak się to nazywa na okrętach.Co robi ten człowiek? Grzebie w rakiecie? Czy tylko jeden, czy jest ich więcej? Dlaczego Ramiusnie przeliczył ewakuowanych marynarzy?A dlaczego ja tego nie zrobiłem? Ryan zaklął w myśli.Jeszcze sześć wyrzutni.Gdy obchodził następną, pokazał Ramiusowi, \e mają przed sobąprawdopodobnie tylko jednego człowieka.Kapitan lekko skinął głową.Ju\ wcześniejsam doszedł do podobnego wniosku.Dopiero teraz zwrócił uwagę, \e Ryan jest boso ipostanowił pójść w jego ślady.Chcąc zdjąć but, podniósł do góry lewą stopę, alepalce miał zdrętwiałe i zimne.But głośno uderzył o kratownicę.Ryan był akurat naotwartej przestrzeni.Zastygł w miejscu.Zwiatło na końcu przedziału drgnęło izamarło.Ryan rzucił się na lewo i wyjrzał zza szybu rakiety.Jeszcze pięć.Zobaczyłzarys twarzy i błysk.Usłyszał strzał i skulił się, gdy kula uderzyła głośno w grodz za nim.Cofnąłsię za osłonę.- Przejdę na drugą stronę - szepnął Ramius.- Powiem ci, kiedy.- Ryan chwycił Ramiusa za rękę i przeszedł na drugąstronę szybu, wysuwając przed siebie broń.Znów zobaczył twarz, ale tym razem zdą\ył strzelić pierwszy, wiedząc, \e itak nie trafi.W tej samej chwili pchnął Ramiusa na lewo.Kapitan przebiegł przezśrodek pokładu i skrył się po drugiej stronie za wyrzutnią.- Mamy cię - powiedział Ryan głośno.- Nikogo nie macie.- Głos był młody i bardzo wystraszony.- Co robisz? - zapytał Ramius.- A jak myślisz, jankesie? - Tym razem sarkazm był bardziej przekonujący.Prawdopodobnie próbuje wysadzić głowicę, uznał Ryan.Wesoła myśl.- W takim razie zginiesz z nami - powiedział.Policja te\ próbuje rozmawiać z zabarykadowanymi przestępcami.Jakiśnowojorski policjant powiedział nawet kiedyś w telewizji:  Próbujemy zanudzić ichna śmierć.Ale tak postępuje się z kryminalistami.A kogo mają teraz przed sobą?Marynarza, który nie zdą\ył zabrać się z pozostałymi? Jednego ze starszych oficerówRamiusa, który zmienił zdanie? Agenta KGB? Agenta GRU, udającego członkazałogi?- No to zginę - zgodził się głos.Zwiatło znów poruszyło się.Próbował wrócić do przerwanej roboty.Obiegając kolejną rakietę, Ryan wystrzelił dwa razy.Jeszcze cztery wyrzutnie. Kule uderzyły w przednią grodz, nie czyniąc nikomu krzywdy.A mo\e rykoszet.Nie.Spojrzał na lewo i zobaczył, \e Ramius cały czas mu towarzyszy, chroniąc się wcieniu po zewnętrznej stronie szybów wyrzutni.Nie miał broni.Dlaczego nie zabrałpistoletu?Ryan nabrał powietrza w płuca i skoczył za kolejną rakietę.Tamten strzelił,ale niecelnie.- Kim jesteś? - zapytał Ryan.Podniósł się na kolana i oparł o wyrzutnię dlanabrania oddechu.- Radzieckim patriotą! Jesteś wrogiem mojej ojczyzny i nie dostaniesz tegookrętu!Zbyt wiele mówi, uznał Ryan.To dobrze.- Masz jakieś nazwisko?- Moje nazwisko nie ma znaczenia.- A rodzinę?- Moi rodzice będą ze mnie dumni.Agent GRU.Ryan był ju\ tego pewien.Nie oficer polityczny.Zbyt dobraangielszczyzna.Prawdopodobnie był kimś w rodzaju zapasowego oficerapolitycznego [ Pobierz całość w formacie PDF ]