Home HomeWord Studies in the New Testament Vol 3 & 4 (Marvin R Vincent)PS16 Nienacki Zbigniew Pan Samochodzik i Testament Rycerza JedrzejaZbigniew Nienacki Pan Samochodzik i testament rycerza JędrzejaStarowieyski Marek ks Apokryfy Nowego TestamentuApokryfy Nowego Testamentu, Ew. FilipaLeszek Jańczuk Wstęp do Nowego TestamentuWołoszański Bogusław Testament OdessyPopławska Halina Tryptyk rewolucyjny 02 Szkaplerz wandejskiMroczny anioł 1.1 Eden Maguire Mroczny aniołSrokowski Stanislaw Ukrainski kochanek
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Miała nadzieję, że sprawimu radość tym gustownym prezentem.Ponieważ jednak w międzyczasie straciłamajątek, wręczyła mu podarunek z wyrazem nieśmiałości na twarzy. Pod wpływem tego, co się stało, chciałam oddać ten pejcz, gdyż zapłaciłamza niego pana pieniędzmi, kuzynie.Nie chcieli jednak tego przyjąć, gdyż projek-towałam go sama  powiedziała z pokorą w głosie.Długo przyglądał się uchwytowi.Był w formie kuli wysadzanej szlachetnymikamieniami, na której wygrawerowane zostały złotem liście akantu.W listkiwkomponowany był napis pochodzący z herbu Retzbachów:  Pewnie i wytrwale".Po długiej chwili milczenia powiedział, całując jej rękę: Nie wiedziałem, że jest pani artystką, Anno Różo.Szybko podniosła rękę. Niech pan nie myśli, że uczestniczyłam w wykonaniu projektu.Poddałamtylko pewien pomysł, resztę wykonał jubiler. Uważam pani pomysł za wspaniały, a fakt, że pomyślała pani o mnie,sprawia mi głęboka radość.Teraz ja chciałbym wręczyć pani mój mały prezent.Jest bardzo skromny i prosty, ale jest to najbardziej kosztowna rzecz, jaką mogłempani ofiarować.Wręczył jej małą szkatułkę na biżuterię.Otworzyła ją.W środku leżała pięknie zdobiona, złota bransoletka.LRT  Należała do mojej matki, Anno Różo.Mój ojciec podarował ją, gdy mnieurodziła.Była jej ulubioną ozdobą.Nie chciałbym, by nosił ją ktokolwiek innypoza panią.Włożył bransoletkę na jej szczupłą rękę.Poczuł, jak jej dłoń drży.Rozmyślnieprzedłużał tę chwilę.Twarz Anny Róży płonęła.Ciocia Henia na chwilę odwróciła się ku młodym.Obie siostry spojrzały nasiebie znacząco.Tego wieczora, układając się do snu, panna Inka powiedziała do siostry: Ach, Binko, teraz jestem już całkiem pewna, że Lothar ożeni się z AnnąRóżą, w przeciwnym razie nie podarowałby jej bransoletki swojej matki.Nie są-dzisz?Binka potwierdziła, kończąc swą wypowiedz słowami: To było takie wzruszające, Inko, gdy zakładał jej tę bransoletkę.Jej ręcedrżały, możesz mi wierzyć, widziałam dokładnie. Anna Róża była cała czerwona.Tak, to całkiem pewne, że oni się kochają zapewniła Inka.Potem pogrążyły się w ponownym oglądaniu licznych prezentów.Zanimzasnęły, jeszcze raz wymieniły słowa błogosławieństwa dla Lothara i Anny Róży.Obie siostry pozostały w Retzbach aż do początku lutego, spędzając, jaktwierdziły, najpiękniejsze dni swego życia.Gdy wyjeżdżały, Lothar zawiózł jesaniami na stację.Ciocia Henia i Anna Róża okryły je kocami aż po czubki głów.Wszystkie ich skarby zostały zapakowane w praktyczną torbę podróżną i wysłanewcześniej, by nie musiały się już martwić o bagaż.Gdy Lothar ulokował je już w przedziale, patrząc z uśmiechem na pokrytezmarszczkami twarze sióstr, powiedział: Do zobaczenia w lecie, w Retzbach!Zdumione wydały z siebie jednocześnie cichy okrzyk radości. Naprawdę możemy przyjechać w lecie do Retzbach?!LRT  Oczywiście, już się cieszymy na wasze następne odwiedziny.Po chwili pociąg ruszył.Obie siostry machały chusteczkami, dopókicałkowicie nie straciły z oczu stacji.Lothar z uśmiechem pojechał do domu.%7łycie w Retzbach potoczyło się zwykłym torem.Zmiany spadkowe zostałyjuż całkowicie uregulowane.Lothar został pełnoprawnym właścicielem Retzbach,Anna Róża została małą, zdetronizowaną królową.Szybciej niż myślała pod wpływem pierwszego szoku, pogodziła się z tą sy-tuacją.Wydawała się spokojna i opanowana.Nie można było tego natomiast powiedzieć o Lotharze.Jego zachowaniewahało się między zuchwałym szczęściem a dziwną niecierpliwością, którasprawiała, że uciekał od Anny Róży, by zaraz wracać w jej pobliże.Uczucia dziewczyny oscylowały między nieśmiałą nadzieją, a głębokimzwątpieniem.Nie potrafiła zrozumieć jego postępowania.Wydawał jej się pełenzagadek.Czasami miała wrażenie, że traci grunt pod nogami.Tak nadeszła wiosna.Lothar me miał teraz tyle czasu dla pań, có w zimie.Większość dnia spędzałna koniu, objeżdżając pola należące do majątku.W pierwszy piękny i ciepły, prawdziwie wiosenny poranek, Lothar zapytałprzy śniadaniu: Anno Różo, nie ma pani ochoty pojechać ze mną?Z rozmarzeniem zapatrzyła się na zalany promieniami słońca dziedziniec.Pokręciła jednak głową odmownie. Nie, kuzynie, muszę zrezygnować z tej przyjemności.Teraz mi już niewypada.Chciałam pana już dawno prosić, by sprzedał pan Damę, a pieniądzeodliczył od mojego długu.Ciemny rumieniec pokrył jego twarz.LRT  Jeżeli chce mnie pani zdenerwować, Anno Różo, wystarczy, że zaczniemówić pani o swoim długu.Nie jest mi pani nic winna, ani jednego feniga.Wszystko, co pani wydała jako właścicielka Retzbach, zostało przewidziane wkosztorysie.Musiała pani tyle wydać, tego wymagał bowiem wzgląd na naszenazwisko.Rozmawiałem zresztą z doktorem Haffnerem.Przypadające panitrzydzieści tysięcy marek zostało zdeponowane w papierach wartościowych.Iteraz nie chcę słyszeć ani jednego słowa na ten temat, chyba że chce pani, bym siępoczuł dotknięty.I jeżeli nie chce pani uważać Damy za swoją własność, niechpani zadba przynajmniej o to, by codziennie była wybiegana.W jego głosie brzmiał gniew.Po raz pierwszy od dłuższego czasu znów musię pojawiła głęboka zmarszczka wokół ust.Patrzyła na niego przerażona. Nie chciałam pana dotknąć, Lotharze, na miłość boską, naprawdę niechciałam.Nie mogę jednak pozwalać na taką wspaniałomyślność z pana strony.LRT  Wspaniałomyślność! Nie mogę już słuchać tego słowa, Anno Różo! Po-wtarza je pani przy każdej okazji.Działa ono na mnie jak czerwona płachta nabyka.Niech pani nie nadaje takiego rozgłosu zwykłym rzeczom.Nie chcę już tegowięcej słyszeć.Szybko wyciągnęła ku niemu rękę. Proszę, niech się pan na mnie nie gniewa, postaram się opanować mojądumę i.i nie działać na pana jak czerwona płachta.Głęboka zmarszczka zniknęła pod wpływem jej słów.Z czułością spojrzał jejw oczy.Delikatnie pocałował dłoń, którą mu podała. Zwietnie, a teraz niech pani idzie na górę i przebierze się szybko w strój dokonnej jazdy.Będę tu na panią czekał.Mam ochotę na miłą przejażdżkę w panitowarzystwie.Nie widzę powodu, dla którego miałbym sam jezdzić w tak pięknąpogodę.Skłoniła się z uśmiechem.Jej oczy błyszczały figlarnie. Według rozkazu, kuzynie  powiedziała i szybko skierowała się ' dowyjścia.Wyminęła go.Gdy zamknęły się za nią drzwi, Lothar rzucił się na fotel ispojrzał ku cioci Heni, która nadał siedziała przy stole jedząc śniadanie. Ciociu Heniu, ten rok żałoby chyba nigdy się nie skończy!  wybuchnąłwzburzony.Starsza pani roześmiała się. Już tylko trzy miesiące, Lotharze.Czyżby oczekiwanie było aż takstraszne?Westchnął głęboko. Niech pani spojrzy tylko na Annę Różę, ciociu Heniu.Z każdym dniemstaje się coraz piękniejsza i bardziej urocza [ Pobierz całość w formacie PDF ]