Home HomeFreethy Barbara Zatoka Aniołów 04 Ukryte wodospadyFreeman Kimberley Zatoka latarniiNora Roberts Klucze (3) Klucz odwagiLaimo Michael Głębia ciemnoÂści[PL][ ](1)McInerney Jay Szybko, dużo, mocnoLangan Ruth 01 Cudowne ocalenieJo Clayton Shadow of the Warmaster (v1.0)rozne [sob., 11 mar 2017] calibreBorys Pasternak Doktor ŻywagoUnravel Me Tori St. Claire
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zwyciężyła awanturnicza strona jej natury.- Przejadę się, ale ja prowadzę - uparła się z szerokimuśmiechem.Jay nie protestował.Nigdy się nie spierał; był zbytwielkim luzakiem, żeby dbać o to, czy zostanie kierowcą, czypasażerem.Na nabrzeżu Violet z pewnym skrępowaniemzdjęła szorty, ukazując kolana i strój kąpielowy.Rozejrzała siędokoła, by sprawdzić, czy ktoś się gapi, ale nikt nie zwracał nanią uwagi.Wzięła kapok, zapięła go i wsiadła na skuter.Jayzajął miejsce tuż za nią i swobodnie objął jej biodra, kiedyuruchamiała silnik i przypinała do kapoka kluczykumocowany na spiralnie skręconej lince - środekbezpieczeństwa gwarantujący, że motor zgaśnie, jeślikierowca spadnie do wody.Pochyliła się i wolno wypłynęła na jezioro, wypatrującinnych maszyn i pływaków, którzy zapuścili się zbyt dalekood brzegu.Kiedy jednak dotarła do końca zatoki i minęła bojewyznaczające granicę strefy ograniczenia prędkości,przekręciła dzwignię przepustnicy i rozpędziła skuter.Schyliłasię mocniej, pozwalając, by wiatr chłodził jej twarz.Pierwszyraz od wielu tygodni, od czasów na długo przed rozpoczęciemszkoły, zapomniała, że Jay siedzi tuż za nią.Był jak każdyinny pasażer na tylnym siedzeniu, kiedy skoncentrowała się naraptownych zrywach maszyny na krótkich, wzburzonychfalach.Sunęli, odbijając się od powierzchni, niekiedypodskakując wyżej, rozkoszując się chwilami, kiedy skutertrafiał na większą falę i podrywał się, wyskakiwał nad wodę ichwilę unosił się w powietrzu.Violet czuła się wolna.Słyszała, jak Jay śmieje się za jejplecami.Skręciła ostro najpierw w prawo, a potem w lewo. Wiedział, że dziewczyna próbuje go zrzucić i manewrującminiaturową motorówką, sprawdza, jak długo pasażer zdołasię utrzymać, zanim wpadnie w lodowatą toń.Był jednak terazsilniejszy niż dawniej i szybciej reagował.Zdawało się, żeodgadywał, w którą stronę skręci Violet, zanim jeszcze samapodjęła decyzję.Po chwili zwolniła obok pływającego pomostu na jeziorzei przycumowała skuter.- Chcesz się wykąpać? - zapytała i wyjęła kluczyk zestacyjki, nie czekając na odpowiedz; było to bardziejstwierdzenie niż pytanie.Jay zeskoczył na pomost.Violet przyłączyła się do niego,lecz zamiast zanurkować, przycupnęła na skraju i zanurzyłastopy.- Spokojnie tu - zauważył w roztargnieniu chłopak.Usiadł obok.- Mhm - westchnęła, machając nogami i rozpryskującwodę.- Jak kolana? - Musnął palcami wilgotne bandaże.Wzruszyła ramionami.- W porządku.- i dodała z ironicznym uwielbieniem: -Dzięki tobie, oczywiście.A żeby okazać wdzięczność, chlapnęła w jego stronę.Szturchnął ją ramieniem, ale nic nie powiedział.Siedzielichwilę, rozkoszując się samotnością oraz obecnościąprzyjaciela.Czuli się przyjemnie i swobodnie.Violetwestchnęła, wiedząc, że czas zaczyna ich gonić.- Trzeba wracać.Na pewno ktoś już czeka naprzejażdżkę.Jay wstał, w milczeniu przyznając jej rację; z ociąganiemposzła za jego przykładem.Nie pytając, czy chłopak chciałbysię zamienić miejscami, znowu usiadła z przodu. Nie śpieszyli się z powrotem, leniwie meandrując wzdłużbrzegu i omijając z dala szybsze łodzie.Długo trwało, nimViolet uświadomiła sobie, że jej trasa bynajmniej nie jestprzypadkowa, że coś ją przyciąga.wzywa.Coś ją wołało.Coś martwego.Nie powiedziała nic Jayowi - przede wszystkim dlatego,że na razie nie było o czym.Zamiast tego skoncentrowała sięna tym, skąd może dochodzić sygnał.Wydawał się silny,zaskakująco silny jak na otwartą wodę.Zastanawiała się, czyto oznacza, że śmierć nastąpiła niedawno.Może nawet tegodnia? Poddała się wrażeniu przyciągania, lekkim, niemalnieuświadomionym szarpnięciom.Przepatrywała wodę wposzukiwaniu jakiegoś znaku, zmysłowego kierunkowskazu,który by ją poprowadził.Nie czuła żadnego niezwykłegosmaku ani zapachu.Nie dobiegał jej żaden niewyjaśnionydzwięk.przynajmniej taki, który przedarłby się przez hałassilnika skutera.Odniosła wrażenie, że zauważyła coś przedsobą, obok gęstej kępy traw i trzcin wyrastających z wodyniedaleko brzegu.Wyglądało jak spora plama ropy napowierzchni jeziora.Ropa nie byłaby tu całkiem nie namiejscu, mogła wyciec z jakiejś łodzi - lecz mimo to Violetchciała się lepiej przyjrzeć.Jay nie spytał, co dziewczynazamierza; jak zwykle po prostu cieszył się przejażdżką.Im bliżej podpływała do tajemniczej plamy, tym mniejprzypominała ona ropę.Miała taki sam tłusty połysk, rzucałatęczę barw na marszczącą się lekko powierzchnię wody.Różniła się jednak od ropy w sposób, którego Violet niepotrafiła dokładnie określić.Póki nie znalazła się tuż obok [ Pobierz całość w formacie PDF ]