Home HomeTom Clancy Net Force 01 Net ForceBradford Taylor Barbara Emma Hart 01 Kariera Emmy Harte tom 02Alexandra.Ivy. .Straznicy.Wiecznosci.Tom.7. .Zachlanna.ciemnosc.(P2PNet.pl)Clancy Tom Jack Ryan 04 Polowanie na Czerwony PaŸdziernikŒw. Tomasz z Akwinu 33. Suma Teologiczna Tom XXXIIIMAURYCY MOCHNACKI Powstanie Narodu Polskiego w 1830 i 1831 tom IIClancy Tom Jack Ryan 03 Polowanie na Czerwony PaŸdziernikAnna Brzezińska Zbój Twardokęsek Tom 4 Letni Deszcz. SztyletMacLean Sarah Zasady łajdaków 01 Przyjaciel z dzieciństwa (2)Ann Rule Serce pełne kłamstw
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Nasze nowe miasto - powtórzył z uśmiechem Corabb.- Będziemy go bronićchoćby za cenę \ycia.Leoman obrzucił go dziwnym spojrzeniem, ale nic nie powiedział. Corabb zastanowił się nad tym.Dowódco, mam coraz więcej złych przeczuć. Rozdział piątyPierwsze pęknięcia pojawiły się wkrótce po egzekucji sha ik.Nikt niewiedział, co myśli przyboczna Tavore.Ani oficerowie z jej najbli\szego otoczenia,ani prości \ołnierze, którymi dowodziła.Trzeba jednak przyznać, \e to były jedyniepierwsze oznaki, łatwiej dostrzegalne z perspektywy czasu.Twierdzenie, \eprzyboczna nie zdawała sobie sprawy z narastających trudności, nie tylko w jej armii,lecz równie\ w samym sercu Imperium Malazańskiego, świadczyłoby ozarozumiałości, a nawet lekcewa\eniu.W takiej sytuacji wydarzenia w Y Ghataniemogły się okazać śmiertelną raną.Gdyby dowództwo sprawował ktoś inny, ktoś omniej twardym, mniej zimnym sercu.To właśnie, w większym stopniu ni\ jakiekolwiek wcześniejsze wypadki,stało się brutalnym potwierdzeniem przekonania, \e przyboczna Tavore była zimnym\elazem, wepchniętym w samo serce roz\arzonej kuzni.Nikt nie był świadkiem(Zaginiona historia Aowców Kości)Duiker z Darud\ystanu- Odłó\ to - poprosiła ze znu\eniem w głosie siedząca przy oknie Samar Dev.- Myślałem, \e śpisz - rzekł Karsa Orlong.Postawił przedmiot z powrotem na stole.-Co to jest?- Ma dwie funkcje.Górny zbiornik zawiera filtry, usuwające z wody wszelkiezanieczyszczenia.W dolnym znajdują się miedziane blaszki, które dodają \yciawodzie za pomocą skomplikowanego, tajemniczego procesu.Uwalnia się przy nimpewien eteryczny gaz, co zmienia ciśnienie powietrza powy\ej powierzchni wody, ato z kolei.- Ale do czego tego u\ywasz?Samar przymru\yła powieki.- Właściwie do niczego.Oddalił się od du\ego stołu, podchodząc do półek i stołów warsztatowych.Samar patrzyła, jak ogląda rozmaite wynalezione przez nią mechanizmy orazdługofalowe doświadczenia, w których często nie nastąpiły jeszcze \adnedostrzegalne zmiany.Wsadzał palce do środka, wąchał, a w jednym przypadku nawetskosztował galaretowatego płynu wypełniającego talerz.Z początku chciała go przedtym powstrzymać, ale postanowiła zachować milczenie.Rany wojownika zagoiły sięprzera\ająco szybko, nie wykazując \adnych oznak zaka\enia.Gęsty płyn, któryzlizywał z palca, nie był szczególnie zdrowy, ale nie był te\ śmiertelnie trujący.Zreguły.Karsa skrzywił się.- Smakuje okropnie.- Nie dziwię się.- Do czego tego u\ywasz?- A jak sądzisz?- Do wcierania w siodła.W skórę.- W siodła? Pośrednio pewnie tak.To maść na ropiejące rany, które czasamitworzą się w nabłonku odbytu.Chrząknął głośno.- Nic dziwnego, \e jest taka paskudna - stwierdził i wrócił do oględzinzawartości pokoju.Przyjrzała się mu z zamyśloną miną. - Falah d wysłał do twierdzy swoich \ołnierzy - oznajmiła.- Znalezli śladyrzezi.Jak mówiłeś, \aden Malazańczyk nie pozostał przy \yciu.Znalezli równie\demona.Czy raczej trupa niedawno zabitego demona.Poprosili mnie, bym gozbadała, posiadam bowiem wiedzę z zakresu anatomii i innych pokrewnychdyscyplin.Nie odpowiedział, zajęty spoglądaniem w niewłaściwy koniec lunety.- Gdybyś podszedł do okna i spojrzał przez drugi koniec, zobaczyłbyś, \eodległe przedmioty znacznie się zbli\yły.Skrzywił się i odstawił przyrząd.- Jeśli coś jest daleko, po prostu podje\d\am bli\ej.- A jeśli to jest na szczycie urwiska? Albo to odległy obóz nieprzyjaciela ichcesz zobaczyć, gdzie wystawiono stra\e?Wziął lunetę i podszedł do okna.Samar przesunęła się z krzesłem, \ebyzrobić mu miejsce.- Na parapecie tej krytej miedzią wie\y jest gniazdo sokoła.Uniósł lunetę i poruszał nią przez chwilę, a\ wreszcie znalazł gniazdo.- To nie jest sokół.- Masz rację.To bhok aral, któremu spodobało się opuszczone gniazdo.Znosi na górę naręcza zgniłych owoców i całymi rankami obrzuca nimi ludzi na dole.- Wygląda, jakby warczał.- To jego śmiech.Wiecznie coś go rozśmiesza.- Ach.nie, to nie był owoc, tylko cegła.- To bardzo niefortunne.Teraz rozka\ą komuś go zabić.W końcu tylkoludziom wolno rzucać cegłami w innych ludzi.Opuścił lunetę i przyjrzał się Samar.- To obłęd.Jak wasze prawa mogą pozwalać na coś takiego?- Na co? Na kamienowanie ludzi czy na zabijanie bhok arala?- Jesteś dziwną kobietą, Samar Dev.No, ale przecie\ jesteś czarownicą izajmujesz się wyrobem bezu\ytecznych przedmiotów.- Czy ta luneta jest bezu\yteczna?- Nie, teraz doceniam jej wartość.Ale le\ała sobie na półce.Samar oparła się wygodnie.- Wynalazłam niezliczone rzeczy, które mogłyby okazać się bardzou\yteczne dla wielu ludzi.Niestety, ów fakt stawia mnie przed dylematem.Przyka\dym wynalazku muszę zadawać sobie pytanie: czy mo\na go wykorzystać, bykomuś zaszkodzić? W większości przypadków dochodzę do wniosku, \e stratywynikające z niewłaściwego zastosowania przewy\szają korzyści.Nazywam toPierwszym Prawem Wynalazczości Dev.- Masz obsesję na punkcie praw.- Być mo\e.Tak czy inaczej, to prawo nie jest skomplikowane.Wszystkieprawdziwe prawa powinny być proste.- Na ten temat te\ masz jakieś prawo?- To raczej ogólne zało\enie ni\ prawo.Tak czy inaczej, etyczne dylematymuszą być pierwszymi, jakie uwzględnia twórca pracujący nad danym wynalazkiem.- Uwa\asz, \e to proste?- Teza jest prosta, jej implikacje nie.- O, to brzmi jak prawdziwe prawo.Po chwili wstała, podeszła do biurka i usiadła za nim, biorąc w ręce rylec itabliczkę woskową.- Nie ufam filozofii - wyznała, pisząc.- Mimo to nie odwrócę się odproblemu.który bije mnie po oczach.Nie jestem te\ szczególnie elokwentną pisarką. Lepiej sobie radzę z manipulowaniem przedmiotami ni\ słowami.Ty za to posiadaszniespodziewany talent do.hmm.zwięzłej rzeczowości.- Za du\o gadasz.- Z pewnością.Skończyła notować swe niespodziewanie głębokie słowa; choć były onegłębokie tylko dlatego, \e Karsa wykrył w nich sens znacznie szerszy, ni\ było to jejzamiarem.Zatrzymała się na chwilę, pragnąc zlekcewa\yć ten przebłysk geniuszujako ślepy traf albo nawet zarozumiałą fałszywą mądrość barbarzyńskiejszlachetności.Coś jej jednak podszepnęło, \e byli ju\ tacy, którzy nie doceniali KarsyOrlonga.Poprzysięgła sobie, \e nie wpadnie w tę samą pułapkę.Odło\yła rylec iwstała.- Idę obejrzeć tego demona, którego zabiłeś.Pójdziesz ze mną?- Nie.Dość ju\ się na niego napatrzyłem.Wzięła skórzany tornister z chirurgicznymi narzędziami.- Proszę cię, nigdzie nie wychodz i postaraj się niczego nie zniszczyć.- Jak mo\esz się zwać wynalazcą, jeśli nie lubisz niczego niszczyć?Zatrzymała się w wyjściu i obejrzała na niego.Nawet w tym pokoju,najwy\szym w jej wie\y, dotykał głową sufitu.Miał w oczach coś takiego.- Postaraj się nie zniszczyć niczego, co nale\y do mnie.- Zgoda.Ale jestem głodny.Przynieś więcej jedzenia.***Trup gada le\ał na podłodze jednej z izb tortur w pałacowych kryptach [ Pobierz całość w formacie PDF ]