Home HomeLaini Taylor Córka dymu i koœci 02 Dni krwi i œwiatła gwiazd§ Eriksson Kjell Komisarz Ann Lindell 06 Okrutne gwiazdy nocyAntologia Gwiazdkowe prezenty (Penny Jordan, Carolyn Greene)Peter Hamilton Saga Wspólnoty Gwiazda Pandory Ekspedycja01Roberts Nora Niebieski diament 03 Tajemnicza gwiazdaAyoko Rebecca Czarna gwiazda Yves Saint Laurenta134. Marshall Paula Urodzona pod szczęœliwš gwiazdšChristie Agata Tajemnica gwiazdkowego puddinguBinchy Maeve Noce deszczu i gwiazdKornew Paweł Przygranicze 01 Sopel 01 Fort
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.* * *Zofia Bogucka przy szła do szkoły dwie godziny wcześniej, niż zwy kła to robić od lat.Biła sięz my ślami, czy aby na pewno powinna się tam pojawić.Wy powiedzenie dostała nieoczekiwanie,spadło na nią jak grom z jasnego nieba.Tamtego dnia weszła do gabinetu dy rektora, niespodziewając się niczego.Przy witał ją chłodno, właściwie nie powiedział ani słowa, ty lko wskazałręką krzesło.Na biurku leżało pismo.Nie widziała dobrze, ale rzut oka wy starczy ł, żeby zobaczy ćkilka linijek.Na końcu znajdowała się aktualna data.I miejsce na dwa podpisy.Jeden by ł jużzłożony.Nieczy telny bazgroł dy rektora i pieczątką ze stanowiskiem, które by ło napisane duży m,czerwony m, rozstrzelony m drukiem.Mówił z twarzą zwróconą do okna.Dłonie miał splecione na plecach, a właściwie napośladkach.Jego tłuste palce z nierówno opiłowany mi paznokciami poruszały się nerwowo.Zaczął od:  Mając na uwadze dobro szkoły .Potem by ły frazesy, że zajmuje się ty m, czy m nie powinna, że skargi od rodziców i niedopilnowanie uczniów.%7ładny ch konkretów.Ty siące słówwy pły wało z jego ust jak wulkaniczna lawa.Trzy miesięczna odprawa bez obowiązku świadczeniapracy.Najlepiej, gdy by zniknęła od razu, zanim zaczną się domy sły.Na emery turę by ło zawcześnie.Ale pomy słów miał dużo, łącznie z nagły m pogorszeniem się jej stanu zdrowia.Cokolwiek, by le ty lko nie gadano na kory tarzach.Jeśli nie podpisze, o świadectwie pracy możezapomnieć.Bez tego świstka papieru nie dostanie nigdzie pracy, chy ba że u jakiegoś pry waciarza,ale tam przy jmują ty lko młode.Podpisała.Na początku trzęsła się jej ręka, ale gdy odłoży ła pióro, poczuła ulgę.Uzgodnili, żebędzie mogła przy jść, aby zabrać swoje rzeczy.Potem już się nie pojawi.I jeszcze jedno.Najważniejsze.Klauzula poufności.Czy tała ty ch kilka zdań, jakby po raz pierwszy widziała litery.Nic nikomu, ani słowa.Może uda się wcisnąć ją do państwowej podstawówki na pół etatu naszkolnego magazy niera.Bez konkretów, ale może& Przemy śli to, o ile nie będzie uwag ze stronykadry nauczy cielskiej.Szkolny dozorca zamiatał naniesione wiatrem liście.Na widok Boguckiej przerwał pracę.Oparłmiotłę o mur budy nku.Zrozumieli się bez słowa.Miał poważną minę.Brakowało ty lko, żeby zdjąłz głowy swój wy służony beret, jak to się robi, widząc przechodzący ulicą kondukt żałobny.Kiwnęła z wdzięcznością głową i westchnąwszy głęboko, otworzy ła drzwi szkoły.Rozglądała siędługo, chciała po raz ostatni nasy cić oczy widokiem stary ch murów.Jeszcze kilka dni temu nieprzeszłoby jej przez my śl, że dostanie świstek papieru z pieczątką i zakończy swoją karieręw fabry ce talentów.Lubiła te dzieciaki i ten wieczny gwar.Nawet przestały jej przeszkadzaćgumy do żucia poprzy klejane w każdy m możliwy m miejscu.Zeskroby wała je bez mrugnięciaokiem, nie bacząc na to, że ma w szufladzie dy plom wy ższej uczelni.Szkoła by ła dla niej wszy stkim, niemalże domem wy pełniony m po brzegi dziecięcą wrzawą.Ludzkie narzekania na wrzaski zby wała machnięciem ręki.Co z tego, że inni nie lubili hałasu.Dzięki niemu wiedziała, że ży cie nadal się toczy, a ciszy i odpoczy nku jeszcze się doczeka.Drzwi do wszy stkich klas by ły zamknięte.Mogła poprosić dozorcę o klucze od świetlicy, alemusiałaby go oderwać od pracy.Może poczekać kilka minut i pokręcić się po budy nku.Wy jrzała przez okno.Dozorca zagarniał liście na blaszaną szuflę.Zebrała się niemała sterta,którą pózniej spali w starej, uży wanej już ty lko do tego celu kotłowni.Bogucka pomy ślała, żewłaściwie nigdy tam nie by ła.Po pierwsze, dlatego że błądzenie po dawny m esbeckim więzieniunie należało do przy jemności, a po drugie, nikogo tam nie wpuszczano.Wstęp do piwnicy by łzakazany.Mogli tam jedy nie wchodzić dy rektor i dozorca.Metalowe drzwi miały małe, podłużneokienko służące w zły ch czasach za wizjer, przez który obserwowano więzniów.Teraz by łyuchy lone.Dozorca pewnie celowo zostawił je otwarte, aby nie robić tego, kiedy będzie dzwigałliście do spalenia. Zawahała się.Ciemny kory tarz kusił, żeby zajrzeć choć na chwilę.By ć może to ostatnia takaokazja.Wejść tam, gdzie mordowano ludzi.Poczuła nieprzy jemny dreszcz na plecach [ Pobierz całość w formacie PDF ]