Home HomeClay Griffith, Susan Griffith Imperium Wampirów 01 Imperium WampirówLachlan M D Synowie boga 01 Synowie boga (2)Władcy Ciemnoœci 01 Władcy Ciemnoœci Frank E. PerettiTom Clancy Net Force 01 Net ForceMarlowe Mia Dotyk złodziejki 01 Dotyk złodziejkiMarjorie.M.Liu. .Pocalunek.lowcy.01. .Pocalunek.lowcyPeretti Frank E. Władcy Ciemnoœci 01 Władcy CiemnoœciSchröder Patricia Morza szept 01 Morza szept(1)Bloom's Period Studies Harold Bloom The Harlem Renaissance (2003)0521832101.Cambridge.University
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W końcuzostał wpuszczony, wilgotny, lecz znacznie czyściejszy, na teren centralny.Przebywający tam ludzie i roboty zajmowali się ustawianiemskrzynek i Jason zapytał jednego z nich o Krannona.Ten obejrzałJasona od stóp do głowy i splunął mu na czubki butów z pogardą, zanimodpowiedział.Krannon pracował samotnie w wielkiej wnęce magarynu.Był krępymmężczyzną w połatanym kombinezonie, a na jego twarzy malował sięjedynie wyraz niezmiernego przygnębienia.Gdy Jason podszedł doniego, Krannon przestał dzwigać bele i siadł na jednej z nich.Liniezgryzoty żłobiły jego twarz i zdały się jeszcze głębsze, gdy Jasonwyjaśniał, o co mu chodzi.Nudziła Pyrrusanina sprawa dziejówosadnictwa na planecie, czego dawał wyraz, otwarcie ziewając.GdyJason skończył, Krannon ziewnął jeszcze raz i ani myślał odpowiedziećna jego pytania.Jason odczekał chwilę, a potem ponowił zadane uprzednio pytania.- Masz jakieś stare księgi, papiery, notatki albo coś w tym rodzaju?- Nie ma co, wybrałeś sobie odpowiedniego człowieka do rozmowy,przybyszu z obcej planety - było jedyną odpowiedzią.- Po rozmowie zemną będziesz miał same kłopoty.- A to czemu? - spytał Jason. - Czemu? - po raz pierwszy na twarzy Krannona odmalowało się cośinnego niż smutek.- Powiem ci czemu! Popełniłem kiedyś jeden błąd,jeden jedyny, i jestem potępiony do końca życia.Do końca życia.jakci się to podoba? Skazany na samotność, wieczną samotność.A nawetna słuchanie rozkazów karczowników.Jason opanował podniecenie, starając się nie zdradzić go głosem.- Karczowników? A kto to są karczownicy?Potworność tego pytania odjęła głos Krannonowi.Nie wierzył, abyistniał ktoś, kto nigdy w życiu nie słyszał o karczownikach.Radośćrozjaśniła nieco jego twarz, gdy zdał sobie sprawę, że oto ma przed sobąpilnego słuchacza, który wysłucha jego trosk.- Karczownicy to zdrajcy.Zdrajcy rodzaju ludzkiego i powinni byćstarci z powierzchni ziemi.Mieszkają w dżungli.A jakie rzeczywyprawiają ze zwierzętami.- Chcesz powiedzieć, że to ludzie.Pyrrusanie tak jak ty?- Nie, człowieku, nie jak ja.I nigdy więcej tak nie mów, jeśli chceszżyć.Zasnąłem kiedyś na warcie i dlatego muszę wykonywać tę robotę.A nie myśl, że ją lubię albo że lubię karczowników.Oni cuchną, naprawdę cuchną, i gdybyśmy nie musieli zaopatrywać się u nich wżywność, już jutro wszyscy by leżeli martwi.Z największą rozkosząsam bym ich przeniósł na tamten świat.- Jeżeli zaopatrują was w żywność, musicie dawać im coś w zamian.- Różne artykuły, paciorki, noże, no i to, co niezbędne.Zaopatrzenieprzesyła je w pudłach, a ja zajmuję się dostawą.- Jak ona się odbywa? - spytał Jason.- Samochodem pancernym na umówione miejsce.Pózniej wracam nato miejsce i zabieram pozostawioną przez nich żywność.- Mogę pojechać z tobą następnym razem? Krannon chwilę myślałkrzywiąc się.- Jak ktoś jest taki głupi, że chce, to chyba nikomu to nie zaszkodzi.Pomożesz mi ładować.U nich jeszcze się nie zaczęły żniwa, więcnastępna dostawa będzie dopiero za osiem dni.- Ale to będzie po odlocie statku.za pózno dla mnie.Nie możeszpojechać wcześniej?- Co mnie obchodzą twoje kłopoty, człowieku - mruknął Krannon, wstając.- Jadę za osiem dni i dla nikogo nie będę zmieniał terminu.Jason zdał sobie sprawę, że jak na jedno posiedzenie wyciągnął z tegoczłowieka wszystko, co można.Skierował się ku drzwiom, ale jeszczewrócił.- Jedno pytanie - rzekł.- Jak te dzikusy.karczownicy.wyglądają?- Skąd mam wiedzieć! - oburzył się Krannon.- Ja z nimi handluję, anie kocham się.Gdybym któregoś z nich zobaczył, zabiłbym go namiejscu.- Zgiął palce i gdy wypowiedział te słowa, pistolet wskoczyłmu do ręki, po czym znów wrócił do pochwy.Jason spokojnie wyszedł.Odpoczywając na łóżku, zastanawiał się, jak skłonić Krannona dozmiany terminu dostawy.Jego miliony kredytów były bezwartościowena tej planecie, na której nie uznawano pieniędzy.Jeżeli kogoś niemożna przekonać, należy go przekupić.Ale czym? Wzrok Jasonaspoczął na szafce, w której wisiało jego stare ubranie.W tym momenciewpadł mu do głowy pewien pomysł.Do składu żywności mógł pójść dopiero nazajutrz - o jeden dzieńbliżej ostatecznego terminu odlotu z planety.Krannon nawet nieoderwał wzroku od pracy, kiedy wszedł Jason.- Chcesz to? - spytał Jason, wręczając wyrzutkowi płaskie złote puzderko z wprawionym weń wielkim brylantem.Krannon chrząknął izaczął obracać w dłoniach puzderko.- Zabawka - rzekł.- Na co to się może przydać?- Jak naciśniesz ten guziczek, to zapali się ogieniek.- W otworzeukazał się płomyczek.Krannon zwrócił puzderko Jasonowi.- A po co mi ten ogieniek? Masz, zabierz to sobie.- Zaczekaj chwilę - powiedział Jason.- To jeszcze nie wszystko.Jeślinaciśniesz ten brylant w środku, wtedy wypada coś takiego.- Zpuzderka wypadła mu na dłoń czarna kulka wielkości paznokcia.- Tobomba zrobiona z czystego ultraniku.Wystarczy ścisnąć ją mocno irzucić.Po trzech sekundach eksploduje z siłą zdolną rozwalić tenbudynek._Tym razem Krannon niemal się uśmiechnął i wyciągnął rękę popuzderko.Wszystko, co niesie śmierć i zniszczenie, działa naPyrrusanina jak łakocie.Gdy Krannon przyglądał się puzderku, Jasonzaproponował mu ugodę.- Dam ci to puzderko i bomby, jeśli przesuniesz termin następnejdostawy na jutro.i wezmiesz mnie ze sobą. - Bądz punktualnie o piątej - przykazał Krannon.- Wyjeżdżamywczesnym rankiem.następny Harry Harrison Planeta Zmierci 1.15.Samochód pancerny zajechał z łoskotem pod bramę obwodu i stanął.Krannon pomachał ręką strażnikom zza przedniej szyby, potem zasunąłna nią metalową pokrywę.Gdy brama się otworzyła, samochód - awłaściwie ogromny opancerzony czołg ruszył ze zgrzytem.Za tą bramąznajdowała się następna, którą otwierano dopiero po zamknięciuwewnętrznej.Przez drugi peryskop w kabinie kierowcy Jason patrzył,jak się unosi zewnętrzna brama.Automatyczne miotacze płomienibuchnęły ogniem w powiększającą się szczelinę, wyłączając się dopiero, gdy samochód się zbliżył.Wokół bramy był wypalony teren, a tuż zanim zaczynała się dżungla.Patrząc na nią Jason bezwiednie skulił się.Wszystkie rośliny i zwierzęta, które znał dotąd z pojedynczychobrazów, występowały tu w ogromnej obfitości.Cierniste gałęzie ipnącza splatały się wzajem, tworząc gąszcz nie do przebycia.Roiło sięod dzikich zwierząt.Otoczyła ich wściekła kakofonia, coś łomotało izgrzytało o pancerz samochodu.Krannon roześmiał się i włączył prąddo kraty osłaniającej z zewnątrz samochód.Zgrzyty ustały, gdy zwierzęzamknęło swym ciałem obwód między kratą pod napięciem auziemionym kadłubem samochodu.Jechali wolno, na najniższym biegu, przedzierając się przez dżunglę.Krannon, z twarzą schowaną w maskę peryskopu, w milczeniu operowałdzwigniami.Z każdym kilometrem jechało się coraz lepiej [ Pobierz całość w formacie PDF ]