Home HomeeBooks.PL.Izrael.Szahak. Zydowskie.Dzieje.i.Religia. Polityka.Ĺťydzi.Izrael.Kultura.Cywilizacja.Historia.Państwo.Polska.Ojczyzna.Honor.Europa.Kresy.Rosja.Niemcy.Władza.Spisek.doda.Książka.KsiążkiMartin Folly Historical Dictionary of U.S. Diplomacy from World War I through World War II (2010)1505 1864, HistoriaPolski 1764 1864 3Masterton Graham, Masterton Vicki Saga historyczna Smak rajuFrom Satan's Crown to the Holy Grail Emeralds in Myth Magic and History by Diane Morgan (2007)Raymond F. Betts, Lyz Bly A History of Popular Culture; More of Everything, Faster and Brighter (2004)Carpet Monsters and Killer Spores A Natural History of Toxic Mold by Nicholas P Money (2004)Kiley Deborah Scaling Albatros. Historia kobiety, która przetrwała na otwartym morzuJohn Coleman We Fight For Oil, A History of US Petroleum Wars (2008)Stephen King Regulatorzy
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pocisk trafił w zapasy amunicji do mozdzierzy 6.plutonu.Wwyniku eksplozji zginął starszy sierżant i kilku innych żołnierzy.Pierwszym żołnierzem 3.oddziału komandosów, który stanął nabrzegu francuskim, był nasz oficer administracyjny,  Slinger Martin,który służył we Francji podczas I wojny.Sidney Dann z 6.oddziału komandosów opowiada o swoich przeży-ciach w dniu  D :Podróż była bardzo ciężka, zmogła mnie choroba morska.Wziąłemkoc na pokład, wpełzłem pod szalupę ratunkową i popadłem wodrętwienie.Obudził mnie głośny huk wybuchającego pocisku.Niedaleko nas stanął w ogniu niszczyciel, a wkrótce mieliśmy wy-chodzić na plażę.Oddziały szykowały się na pokładzie barki do lą-dowania.Mój ekwipunek ciągle był na dole, ale zdążyłem na czas.Byliśmy na rampie przy prawej burcie, a pułkownik Mills-Robertsi połowa drużyny dowodzenia na rampie przy lewej burcie.Nad plażąunosił się gęsty dym, wybuchały pociski z mozdzierzy i dział kalibru88 mm.Z betonowego bunkra strzelał karabin maszynowy, wszędzieświstały kule.Cała plaża usłana była płonącymi czołgami i najroz-maitszego typu wozami bojowymi.Pułk East Yorks z 8.BrygadyPiechoty ciągle pozostawał na samym brzegu i okopał się tam za osłoną z porzuconych pojazdów.Większość z nas nigdy przedtem nie widziała martwego czło-wieka, dlatego przeżyliśmy szok, widząc pływające w wodzie i leżącena plaży zwłoki bez głów, rąk, nóg itd.Ruszyliśmy w głąb lądu wszyku marszowym, prowadzeni przez 3.pluton, aby połączyć się nadOrne z 6 Dywizją Powietrznodesantową, a następnie na wzniesieniagórujące nad rejonem desantu w Brville i Amfreville.Ken Phillot należał w dniu  D do sekcji wywiadu 4.oddziału ko-mandosów:Przeszliśmy przez plażę, a następnie przez rów pełen zielonej, cuch-nącej, mulistej wody.Oddział komandosów piechoty morskiej przedemną wspinał się na przeciwległy brzeg, inni koledzy byli w połowierowu, ja zsuwałem się właśnie do wody, gdy wpadł pomiędzy naspocisk z mozdzierza.Jeden z marines miał w ładownicy amunicję,odniósł jednak tylko lekkie obrażenia.Mnie nic się nie stało, leczkolega pośrodku rowu został trafiony odłamkiem i cały zalał siękrwią.Musieliśmy zostawić go pod opieką lekarzy w przekonaniu, żez nim już koniec.Ku naszemu zdziwieniu kilka miesięcy pózniejdowiedzieliśmy się, że przeżył i jest w szpitalu w Anglii.Ponownie wspomina Sidney Dann z 6.oddziału komandosów:Pierwszego kolegę straciliśmy jakieś dwieście jardów w głębi lądu.Nazywał się Adams i dołączył do nas zaledwie dzień przed wyru-szeniem na akcję; został trafiony w głowę przez snajpera.Znajdowa-liśmy się pod ogniem baterii sześciu mozdzierzy, strzelających po-ciskami z ładunkami zapalającymi.Potem trafiliśmy na trzy bronionebunkry.Moja drużyna szybko oczyściła jeden z nich.Osłaniał nasJimmy Templeton z miotaczem ognia; puścił kilka szybkich strumieniognia w otwór strzelniczy i było po Niemcach.Major Coade, zastępca dowódcy, wziął udział w ataku na pozo-stałe dwa bunkry.Został raniony w twarz, a ordynans dowódcy, ka- pral Smith, dostał postrzał w ramię.To on zabrał majora z powrotemna plażę.Oczyściliśmy bunkry i wzięliśmy dwóch jeńców - wtedy poraz pierwszy widzieliśmy Niemców z bliska.Mówi Peter Young:Wydawało się, że Niemcy będą bronić Ouistreham, a naszym zada-niem było przejść przez kanał Caen i Orne na wzgórza wokół Ranville- niedaleko tego miejsca jest teraz cmentarz.Dotarliśmy do mostówspóznieni zaledwie o kilka minut i zostaliśmy ciepło przyjęci przezspadochroniarzy z 6.Dywizji Powietrznodesantowej, bardzo zado-wolonych z naszego przybycia.Miałem rozkaz iść do Cabourga, leczLovat wysiał nas do Bas de Ranville z poleceniem obrony tegomiejsca, ponieważ miały tam nadejść niemieckie dywizje pancerne.Bytem niezbyt zadowolony, nie miałem odpowiedniej broni, by za-trzymać czołgi, a co gorsze, w Ranville nie było zwartej zabudowy, cobardzo utrudniało obronę tego terenu przez piechotę.Sidney Dann:Dotarliśmy do Benouville, lecz trwała tam właśnie potyczka zNiemcami, którzy ukryli się w kościele.Nie włączyliśmy się do niej,ponieważ w południe powinniśmy być na moście.Gdy wyszliśmy nadrogę i znalezliśmy się około 200 jardów od mostu, zobaczyliśmymałą grupkę ludzi.Przez krótką chwilę próbowaliśmy zgadnąć, poktórej są stronie, a potem usłyszeliśmy przeciągły okrzyk radości izobaczyliśmy brytyjskie flagi - umówiony sygnał.Nasz dowódca,kapitan Pyman, przeprosił generała Poetta (5.Brygada Spadochro-nowa) i podpułkownika Pine-Coffina (7.Brygada Spadochronowa) zadwuipółminutowe spóznienie.To historyczne spotkanie opisywano wróżny sposób, lecz 3.pluton był tam pierwszy; potem niezwłocznieruszyliśmy na mosty i na wzgórza Ranville.Gdy przekroczyliśmy w rozwiniętym szyku most nad kanałem,zostaliśmy ostrzelani z dachu szpitala, pochyliliśmy więc głowy i pognaliśmy jak szaleni.Minęliśmy Ranville, skąd dochodziły odgłosyciężkiej bitwy między 6.Dywizją a Niemcami, weszliśmy na wznie-sienie i dotarliśmy przez Le Plein do naszej pozycji, która znajdowałasię w dużym domu na skrzyżowaniu dróg do Benouville i Bavent.Naodprawie mówiono nam, że w Benouville nie będzie Niemców.Niebyła to zupełna prawda.Około 200 jardów od naszych pozycji znaj-dowały się cztery niemieckie haubice kalibru 105 mm i podwójnesprzężone działko kalibru 20 mm.Byliśmy ostrzeliwani przez trzygodziny, straciliśmy 22 z 65 ludzi, a nasz dowódca, kapitan Pyman,został zabity przez snajpera podczas próby natarcia na stanowiskodziała.Ponieważ wszystkie plutony 6.oddziału komandosów ponio-sły straty, zamiast utrzymywać całe wzniesienie, jak pierwotnie pla-nowano, cofnęliśmy się i okopaliśmy w farmie Saulnier w Le Plein.Zabraliśmy rannych, którzy mogli się poruszać, ciężej rannych odda-liśmy pod opiekę chłopom, a poległych zostawiliśmy.Następnegodnia dokonaliśmy dwóch szturmów, zniszczyliśmy cztery haubice idziałko, zabraliśmy także pozostawionych wcześniej zabitych i ran-nych [ Pobierz całość w formacie PDF ]