Home HomeKornew Paweł Przygranicze 01 Sopel 01 FortPollak Paweł Czarna Seria 22 Kanaliade Segur Filip Paweł Pamiętniki adjutanta Napoleona(1)Filip Paweł de Segura Pamiętniki adiutanta NapoleonaPaweł Œlšski Hieny, modliszki, czarne wdowy(1)Pollak Paweł Gdzie mól i rdza(#)praca+magisterska+pawe%C5%82+bia%C5%82y+resocjalizacjaSiedlar Paweł Czekajšc w ciemnoœciachWariat na pogorzelisku Paweł SychSzczesliwe zakonczenie Vera Falski
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zostawszy księciem przyszły Chrobry nie robił zbytnich ceremonii z pozorami czeskiegozwierzchnictwa nad Wawelem.W każdym bądz razie wczesne dzieje Małopolski były urozmaicone i barwne.Zwłaszczadla tych, co nie zapominają o ludziach, którzy, gdy upadało przed 1500 laty CesarstwoRzymskie, zakładali na lewym brzegu górnej Wisty ośrodki przemysłowe i umielizorganizować życie wokół nich.Wracając do Wiślan - o ile to możliwe, rzuciliśmy okiem na jedno z prapolskich państwplemiennych.Był to stopień polityczny niższy niż państwo w dzisiejszym tego słowaznaczeniu, czyli narodowe.Szczebel niższy, lecz do przebycia konieczny.Potoczne pojęcie państwa plemiennego myli.Bo w gruncie rzeczy wcale nie chodzi o takitwór polityczny, w którym mieszkają członkowie jednego plemienia.Mogło tak bywać wczasach dawniejszych jeszcze.Ale państwo Wiślan w wieku IX, a pewnie i wcześniej,obejmowało terytorium znacznie szersze od właściwej wiślańskiej ojcowizny, która leżymiędzy Bytomiem, Oświęcimiem, Nidą a Dunajcem.Niektórzy historycy nazywają Wiślan poprostu plemieniem krakowskim.Tymczasem stworzone przez nich państwo obejmowałoniektóre obszary śląskie, Trenczyn i część ziem mazowieckich.A więc w tej fazie rozwojowej państwo plemienne oznacza tylko: terytorialnie mniejsze odpózniej utworzonego organizmu narodowego.Niewątpliwie istniało także plemienne państwo Polan, szczuplejsze od przyszłej dziedziny134 Mieszków i Bolesławów.Mamy jednak jeśli nie formalne, to na pewno moralne prawo i wewcześniejszej dobie rozwoju uważać je za Polskę.Nie potrzebujemy czekać z nadaniemtytułu, aż Mieszko I zdobędzie Kraków, Szczecin i Wrocław.Bo już i poprzednicy jegorządzili Polską, która, początkowo niewielka, stopniowo jednoczyła plemiona pokrewnePolanom znad Warty.Co się tyczy Wiślan, to dzięki żywotopisarzowi św.Metodego, królowi AlfredowiWielkiemu,  Geografowi bawarskiemu (o którym pózniej), Karolowi Potkańskiemu iJózefowi Widajewiczowi wiemy o nich sporo.Jednego tylko niepodobna odgadnąć.Nikt niewie, gdzie była ich stolica.Archeologia spróbowała przyjść historii w sukurs.Ale jesienią 1951 roku najwięksimistrzowie kopania bezradnie rozłożyli ręce (i rozkładają je aż po dzień dzisiejszy).Nie ma!Na tropy księcia Wiślan nie udało się natrafić.Szukano w Wiślicy.Sama nazwa kazała bowiem podejrzewać, że to tam właśnie podążyliposłowie św.Metodego.Podczas mej pierwszej wędrówki po wykopaliskach do Wiślicy nie zajrzałem.W tamtestrony nie tak łatwo było wtedy zajechać.Kolej z Kielc do Buska dopiero się budowała, napodróż autobusem trzeba wiele czasu i szczęścia (by się w ogóle do środka dostać).Zanim codo czego doszło, profesor Włodzimierz Antoniewicz zakończył przewidziane na ów rokprace, które dały dużo wiedzy, ale stolicy księcia Wiślan nad Nidą jednak nie wykryły.Wykopaliska wiślickie obejrzałem dopiero w dziesięć lat pózniej.Opowiem o nich dalej.Zawiódł również i Wawel.Wejście na dziedziniec arkadowy oraz on sam wyglądały niezwykle.Drewniana barierapowstrzymywała ciekawych.Wywieszone na specjalnej tablicy trójjęzyczne komunikatyzawiadamiały o treści znalezisk.Gdzież się podziała idealnie gładka, wyżwirowanapowierzchnia podwórca? Nierówna, łysa, pofałdowana w obłe wzgórki, żółta jak czaszkakościotrupa skała Wawelu nachylała się gdzieś w głąb, w wykop, który zajmował niemalpołowę dziedzińca.Na lewo widać było jakąś kwadratową wnękę, na wprost, pod samymiarkadami, prostopadła ściana odkrywki świeciła różnymi odcieniami brązu i czerwieni.Kolory biegły poziomymi równoległymi pasmami.Ruszyliśmy w wykop we dwóch, razem z doktorem Emilem Hachulskim, tym samym,który wkrótce miał się osiedlić w Nowej Hucie i wyrobić archeologom moralne prawa135 obywatelskie w tym mieście.Dziś, po upływie lat dziesięciu, kiedy podwórzec Wawelu znowu jest równy i gładki,trudno mi sobie uprzytomnić, że to ja sam oglądałem jego podziemne tajemnice.A mimo to -nie mogę się zdobyć na przerobienie relacji, na zwykłe zastąpienie czasu terazniejszegoprzeszłym.Bo i cóż stąd, że skała ponownie znikła pod żwirem Przecież ona tam w głębi niezmieniła przez to wyglądu.Jest właściwie obojętne, że nikt jej w tej chwili oglądać nie może.Więc niech zostanie czas terazniejszy.Powierzchnia skały sprawia wrażenie niesamowite.Gęsto w niej czernieją uchodzące wdół otwory, podobne do lejków.Brzegi ich obtoczone, gładkie, przypominają wyglądemzbielałe na słońcu czerepy ludzkie.Są to tak zwane leje krasowe, skutki działania wódatmosferycznych.W nich, wśród piasku i zwietrzeliny skalnej, wykryto przedmioty zestarszej epoki kamiennej.A więc licząc okrągło - sprzed stu tysięcy lat.Były to rozmaitenarzędzia, jak ostrza kamienne i zgrzebła.Badaniem ich zajął się dyrektor Ludwik Sawicki zWarszawy, specjalista od archeologii czwartorzędu.Najwięcej lejków w najwyższej części skały, tuż obok kwadratowej niemal wnęki po lewejstronie.Na pierwszy rzut oka łatwo w niej rozpoznać dzieło ręki ludzkiej.Kształt regularny,ścianki pionowe, po pięć przeszło metrów długości każda.Od środka dziedzińca wiedzie w tomiejsce coś w rodzaju otwartego korytarzyka, chodnika raczej [ Pobierz całość w formacie PDF ]