Home HomeKsięga EFT Joanna Chełmicka, Instytut EFT, 2013Joanna Chwaszcz Małgorzata Pietruszka Dariusz Sikorski MediaWozniaczko Czeczott Joanna Macierzynstwo non fiction (2012Ross Adam Ciemna strona małżeństwa[JoannaC]Masters Priscilla Joanna Piercy 2 Małe krzywdyCiemno, prawie noc Joanna Batorjoanna bialecka czarny leksykon(1)Szarras Joanna Garet, fe !Japoński wachlarz Joanna BatorGallo Max Cezar[JoannaC]
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Noga może - skrytykowałam.- Myślisz chyba raczej górą.?- Odczep się.Nic nie widzę.Denerwuje mnie to wszystko.W ciemnościach wyczułam, że otarła sobie pot z czoła.Chwilę przedtem otarłam sobiepot identycznym gestem, mając w pamięci ilość kurzu, mogłam sobie teraz wyobrazić,jak wyglądamy.Rzecz jasna znów jednakowo, bo Marta z litości pożyczyła nam do tychposzukiwań swoje dwa fartuchy robocze, jeden stary, a drugi nowy, po którym nowościpo kwadransie nie było już widać.Do tego doszły nam smugi na twarzy.Znów milczałyśmy długą chwilę, macając po kieszeniach i szukając zapalniczek.- Niech to piorun strzeli, wychodzimy - zadecydowałam, bo też mnie nagle to wszystkozgniewało.- Mogą utrzymać to zaciemnienie dłużej, z uwagi na noc i bez względu nainkubatory i lodówki, włączą dopiero na dojenie krów.Czasem trzeba się przespać.Zapalniczki znalazłyśmy równocześnie.Podniosłyśmy się z kanapy.Przez ten momentciszy, kiedy obie sprawdzałyśmy w mroku, gdzie by tu postawić nogę, dobiegł nas jakiścichy dzwięk z zewnątrz.Zamarłyśmy w bezruchu, a dwa płomyki zgasły.- Heaston - zachichotała mi nagle Kryśka prosto w ucho.- Ucieszy się - tchnęłam ku niej wzajemnie.Czekałyśmy w milczeniu i w absolutnej czerni, bardzo zaciekawione, kogo teżzobaczymy, znajomego czy nie.W szparach drzwi pojawiło się słabe światełko, ktoś tamlazł, zapewne ze świecą w dłoni.Zaskrzypiało i drzwi powolutku zaczęły się uchylać.- Atak jest najlepszą formą obrony - zachichotała znów Krystyna najcichszym szeptem.-Razem, chcesz? No.!W otwartych już drzwiach ktoś stał, w uniesionej ręce rzeczywiście trzymał świeczkę.Równocześnie pstryknęły nasze zapalniczki i razem uczyniłyśmy krok do przodu, bo tomiejsce na nogę udało nam się wypatrzeć.Postać w progu jakby się zachłysnęła, namoment zamarła, po czym upuściła świecę i runęła w dół.Rzuciłam się ku drzwiom przez całe pomieszczenie.- Skurczybyk, dom podpali.!Materiałów łatwopalnych leżało tam zatrzęsienie, ale wszystkie były dostatecznieprzykurzone, żeby ogień nie imał się ich tak od razu.Udało mi się nabić sobie tylkojednego siniaka, chwyciłam z podłogi bezcenną świecę, która wcale nie zgasła iprzydeptałam początki pożaru.Krystyna obok przydeptała resztę.Towarzyszył namakompaniament, tajemnicza postać z ciężkim rumorem zleciała ze schodów.- Dobrze mu tak - powiedziałam mściwie.Krystyna postanowiła nagle zdobyć się na wspaniałomyślność.- Ale zostawił nam świecę.Miły złodziej.Nie widziałaś, był to Heaston czy nie?102 - Mam wrażenie, że nie.Coś mniejszego.- Idziemy go ratować czy niech go tam szlag trafi?- Chyba uszedł z życiem i już go nie ma - zaopiniowałam, nadsłuchując odgłosów z dołu.- Dosyć mam na dzisiaj, wracam do Kacperskich i idę spać, a ty rób, jak uważasz.***- Kretynka jesteś bezdenna i dosyć mam twoich idiotycznych wniosków - powiedziałanazajutrz rano z wielką energią Krystyna, wchodząc do mojego pokoju.- Oraz tej robotygłupiego.Nie był to Heaston, tak?Na szczęście nie wyrwała mnie ze snu, byłam już mniej więcej przytomna.- Nie był.Bo co?- Bo otóż intryguje mnie jedna myśl.Jeśli nie on we własnej osobie, to kto? Komu zaufałdo tego stopnia, że powiedział mu o największym diamencie świata i jeszcze pozwolił goznalezć? Syna ma? Nie, za młody.Krewnego w Polsce.? W jakiej Polsce, to był jubilerfrancuski!Gapiłam się na nią, z trudem zbierając myśli.- Może ożenił się w Ameryce z polskim pochodzeniem i miał tu rodzinę - powiedziałamniepewnie.- Bzdura.Może powiedziałby rodzonemu bratu, ale nikomu więcej.Diament ukrył, głowędaję.Czego zatem kazał mu szukać?Odpowiedz na to pytanie przyszła mi do głowy dokładnie w momencie, kiedy ona niestrzymała i wyjawiła swój pogląd.- Sakwojażyka, idiotko! - rzekła z triumfem.- Natchnienie na mnie spłynęło i głowę daję!Pradziadek mu to wmówił, w Noirmont nie znalazł, bo nie interesowały go kapelusze,przyjechał szukać tutaj i być może z nadzieją, że to ścierwo ciągle tam tkwi! Wierzył wuczucia Antosi!- Taki kretyn? - spytałam z powątpiewaniem.- Moja droga, obie dobrze wiemy, że głupota mężczyzny nie ma granic! - Zastanowiła sięprzez chwilę i dodała: - Głupota kobiety też.Opuściła mój pokój równie nagle, jak się do niego wdarła, pozostawiając mi szerokie poledo myślenia.Pół dnia minęło, kiedy życie udowodniło inteligencję mojej siostry.W czasie obiadu uzyskałyśmy sensacyjną informację.Po okolicy rozeszła się naglewieść, że w dawnym pałacu Przyleskich ostatnio zaczęło straszyć.Wiedzę w tej kwestii zdobyli, wspólnym wysiłkiem, Jędruś, Henio i Marta.Jeden taki,Antoś Bartczaków, życiowy chłopiec, popadł nagle w duży stres i zanim zdążył sięopanować, parę słów mu się wyrwało.Na własne oczy w przyleskim pałacu zobaczyłducha, jakby podwójnego.Gdyby zjawa była pojedyncza, uznałby w niej zwykłą i żywąjednostkę ludzką, ale nie ma siły, była podwójna, a trzezwy tam poszedł, jak świnia.Iruszała się, jakoś okropnie, prosto ku niemu.Zważywszy, iż Antoś Bartczaków metafizycznych skłonności w życiu nie przejawiał iprezentował raczej głęboką niewiarę w zjawiska nadprzyrodzone, wszyscy mu uwierzyli.W stresie trwał krótko, zaledwie jakieś dwie godziny, przeszło mu po półlitrze, ale przezte dwie godziny dość dużo zdążył powiedzieć.Henio, jako przyjmujący pacjentów lekarz,103 uzyskał tej wiedzy najwięcej, pracował bowiem, w razie potrzeby, nawet w weekendy idni świąteczne.Marta dowiedziała się od męża, któremu nie poskąpił zwierzeń kumpelAntosia, biorący mieszankę do motoru, a Jędruś, cieszący się w okolicy ogromnympoważaniem, przycisnął ofiarę ducha na końcu.Wrażenie ów duch uczynił na Antosiu takpotężne, że wyznał całą prawdę.Owszem, zgadzało się, był tu niedawno jeden taki, żaden obcy, nasz, który polecił muposzukać w przyleskim pałacu na strychu jakiejś pamiątkowej głupoty.Zapłacił niezle, aobiecał zapłacić znacznie więcej, jeśli to barachło dostanie.Barachło miało przedstawiaćtaką niedużą torbę, trochę jakby pederastkę współczesną, ale bardzo starą i niegdyś żół-tą.%7łółtość to ona dawno straciła, ale powinna być z prawdziwej skóry.Zakazał zaglądaćdo środka i uczciwie powiedział dlaczego.Otóż w owej starożytnej pederastce powinnasię znajdować niezmiernie straszna, średniowieczna trucizna i samo otwarcie mogłoczłowieka wykosić, jeśli nie na miejscu, to góra po dwóch tygodniach.Chce robić zasamobójcę, niech otwiera, nikt go za rękę chwytał nie będzie, ale otwarcie będzieznaczne i nie tylko zdechnie, ale żadnych pieniędzy nie dostanie, bo substancja w dużymstopniu uleci.O substancję zaś zleceniodawcy chodzi.Trucizny, zabytkowe i modernę, to Antoś miał w odwłoku, ale połaszczył się na zapłatę.Otwierać nie zamierzał, na wszelki wypadek nawet kupił rękawiczki, parę razy tamposzedł, przedmiotu nie znalazł i z całą pewnością więcej nie pójdzie.Dużo zniesie, alepodwójny duch to dla niego za wiele, a duch z trucizną doskonale się kojarzy.- No i proszę, sakwojażyk! - wykrzyknęła Krystyna z triumfem.- Widzisz, jaka jestemmądra? Przynajmniej tym się różnimy!- Po cholerę go tak szuka?- zastanowiłam się.- Te czerwone strzępki miały do niegoprzemówić?- Wydajesz mi się coraz głupsza [ Pobierz całość w formacie PDF ]