Home HomeLee Goldberg Detektyw Monk 03 Detektyw Monk i strajk policjiBrown Sandra Mieli tylko siebie (Skazani na siebie)TOM 39 Linda Francis Lee Zakazana milosc08 Detektyw Monk i brudny glina Goldberg LeeLee Tanith Krwawa opera 02 Mroczne duszeLaura Pulido Black, Brown, Yellow, and Left, Radical Activism in Los Angeles (2006)Child Lee Jack Reacher Ostatnia sprawaDom przy Parku Ksiazat Maureen LeeSmith Deborah Sobie przeznaczeni(1)Dav
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jak mógł kiedykolwiek wątpić w jej szczerą miłość? Jęknął głucho ijeszcze mocniej przygarnął ją do siebie.Oprzytomniał dopiero wtedy, gdy karosz zarżał głośno i stanąłdęba.Trwała zażarta walka.Dzwięczały miecze, a zapach potu i krwiunosił się nad łąką, przytłumiając woń kwiatów.Iain postawił Alenę na nogi, chwycił wodze karosza i wcisnął jew jej rękę.- Schowaj się w lesie - rozkazał.- Natychmiast.- Ale.Uniósł ją jak piórko i posadził w siodle.- Jedz! - krzyknął i klepnął ogiera po zadzie.Koń pogalopował wstronę drzew.Iain popatrzył chwilę za nim, aby się upewnić, żewszystko w porządku, po czym skoczył na swego konia, dobył mieczai rzucił się w wir walki.Bitwa szybko dobiegła końcaAlena obserwowała ją z bezpiecznego schronienia w młodniaku.Zbrojni z oddziału Iaina i Hamisha bez trudu rozprawili się z o połowęmniej licznym oddziałem wroga.Sami przy tym nie ponieśli strat.Chciała, żeby Iain ich zabił. Ich", to znaczy członków jejwłasnego klanu.Jej żołnierzy, a może też i krewniaków.Zawstydziłasię.Pragnęła śmierci tych ludzi, a przecież wielu z nich znała oddzieciństwa.Azy pociekły jej po policzkach.Wzięła głęboki oddech,żeby chociaż trochę uspokoić skołatane nerwy.Widziała, jak Iain zeskoczył z konia i stanął nad skurczonymtrupem Perkinsa.Kopnął go, potem pochylił się i wyrwał strzałę zmartwej piersi.Złamał ją na pół i rzucił na ziemię.Chwilę pózniej oddalił się od oddziału i wjechał między drzewa.Szukał Aleny.Podjechał do niej, wyciągnął ręce i przeniósł ją nawłasne siodło.Otoczyła go ramionami.Pocałowali się.Chłonęła moc bijącą zjego ciała.Po pewnym czasie odchyliła głowę i przyjrzała mu się uważnie.Twarz miał pokrytą brudem i potem.Na jego czole widniały trzy czerwone pręgi, pozostawione przez czyjąś zakrwawioną rękę.Wytarła je wierzchem dłoni i delikatnie pogładziła go po policzku.- Wszyscy zginęli? - zapytała.- Tak.Wzdrygnęła się mimo woli.- To byli ludzie z mojego klanu.Ujął ją pod brodę.Alena spojrzała w jego czyste, głębokie iniebieskie oczy.- Zabiliby cię, ukochana.Niemalże im się to udało.Przytaknęła.Zdawała sobie sprawę, że stała się grozna dlaReynolda i jego niepohamowanej żądzy władzy i bogactwa.Cóż ztego, że nie ze swojej winy? Chciał ją zabić, skoro nie mógł jej mieć iwykorzystać do własnych celów.Z płaczem przytuliła się do Iaina.Musiała wyrzucić z siebie całąnagromadzoną rozpacz.Jej smukłym ciałem raz po raz wstrząsałysilne dreszcze.Iain delikatnie pogładził ją po włosach.Zmęczony koń chwiał sięlekko pod podwójnym ciężarem.Iain szeptał do ucha Alenienajsłodsze słowa miłości.Całował łzy spływające jej po policzkach.- Musiałam cię ostrzec - powiedziała roztrzęsionym głosem.Uśmiechnął się na te słowa.- Moja dzielna, kochana dziewczyna.Uścisnął ją z całego serca.Po trochu odzyskiwała siły.- Reynold wysłał czterystu ludzi do zamku Findhorn.To pułapka.Zamierzają.Położył palec na jej ustach, zmuszając ją do milczenia.- Cicho.Wszystko w porządku, moja ukochana.- Pocałował ją wczoło.- Znam jego plany.Natrafiliśmy na ślady oddziału.Nie musiszsię niczym martwić.- Ale.- Dwa dni temu Alistair na czele stu zbrojnych pociągnął dozamku Findhorn.W tym samym czasie Gilchrist pojechał z misją doMacgillivrayów i MacBainów.Alena zamarła ze zgrozy.Serce podeszło jej do gardła.- Do Macgillivrayów? - Zakręciło się jej w głowie.- A zatem.ją.poślubiłeś.- wyjąkała.Iain zmarszczył czoło.- Kogo? - Elizabeth Macgillivray.Roześmiał się na całe gardło, szczerze i wesoło.- Nie.Odesłałem ją do domu, w towarzystwie Gilchrista.Z piersiAleny mimo woli wyrwało się westchnienie ulgi.W jej oczach zamigotały iskierki radości.Próbowała jednakpanować nad sobą.- Pewnie była rozczarowana - powiedziała cicho.Iain znów sięroześmiał.- Nie zauważyłem.- Pochylił się, żeby ją pocałować.Alena lekkorozchyliła usta w oczekiwaniu, ale nagle się odsunęła.- Muszę ci jeszcze coś powiedzieć! Reynold.Iain natychmiast spoważniał na dzwięk imienia rywala.Chwyciłją za ramiona.- Skrzywdził cię? - Przyjrzał się jej z napięciem, jakby szukającśladów przemocy.Stanowczo pokręciła głową.- Nie, nie.Mimo to nadał wpatrywał się w nią podejrzliwie.Wreszcie rysyjego twarzy złagodniały.Ponownie ją pocałował.- Przyjechałeś po mnie - szepnęła.- A myślałaś, że będzie inaczej?- Ja.Głośny trzask łamanych gałęzi i szelest liści oznajmił przybycieHamisha.Olbrzym przedarł się konno przez krzewy.Uśmiechnął sięszeroko na widok Aleny.Twarz miał pokrytą pyłem i zakrzepłą krwią.Skinął głową Iainowi, minął ich bez jednego słowa i pociągnął dalej wgłąb lasu.- Jedzmy, kochana - powiedział Iain i chwycił wodze.- Lepiejstąd odejść.Nie jesteśmy tu całkiem bezpieczni.Położyła mu rękę na dłoni.- Iainie.Nic nie zdradziłam Reynoldowi.Chciałam.chciałam,żebyś tak pomyślał, ale.Puścił wodze, na powrót pochwycił ją w ramiona i uciszyłkolejnym pocałunkiem.- Cicho.Od samego początku wiedziałem, że nie jesteś do tegozdolna.- Nigdy.Przycisnął usta do jej ucha. - Pózniej o tym porozmawiamy - szepnął.Wziął do ręki wodze.Alena poprawiła się w siodle i pojechali.Z tyłu wychynął Will.Wziął ze sobą puszczonego samopaskarosza.Uśmiechnął się do Aleny i pogonił w ślad za Hamishem.Ogier radośnie pokłusował za nim.Wyraznie odzyskał siły po krótkimodpoczynku.- Wspaniałe zwierzę - rzekł Iain.- Destiny?- Destiny - przytaknął cicho.Przygarnął ukochaną i pokłusowałw głąb lasu.Po zmierzchu zatrzymali się w niewielkiej chacie, głęboko ukrytejw gęstym lesie, ciągnącym się wzdłuż granicy ziem Grantów iMackintoshów.Szałas był pusty, lecz Alena, rozejrzawszy się poschludnym wnętrzu i dobrze zaopatrzonej spiżarni, doszła do wniosku,że mieszkańcy muszą być całkiem niedaleko.- Ktoś tu mieszka - zauważyła.Kucnęła przy palenisku i rozpaliłaogień.Suche gałązki w jednej chwili strzeliły jasnym płomieniem.- Tak - potwierdził Iain.- Jeden z członków mojego klanu, -Zamknął za sobą drzwi [ Pobierz całość w formacie PDF ]