Home HomeLustbader Eric Van Trylogia Bourne'a 05 Zdrada Bourne'a98. Trylogia Heretyk Mocy 3 Sean Williams & Shane Dix Spotkanie Po Latach upload by herbatniqJENS LAPIDUS Czarna Trylogia Sztokholmska 01 Szybki cash. Głód, nienawiœć, pogońGwiezdne Wojny 118 Trylogia MROCZNE GNIAZDO Wojna Rojów Denning TroyDeveraux Jude Trylogia Panien Młodych z Nantucket 01 Prawdziwa miłoœćGwiezdne Wojny 058 Trylogia THRAWNA Ostatni rozkaz Timothy ZahnKevin J. Anderson Trylogia Akademii Jedi III Władcy mocyStroud Jonathan Trylogia Bartimaeusa 01 Amulet z Samarkandy (z okładkš)King Stephen Mroczna Wieza III[15] Feist Raymond E 02 Skrytobojcy W Krondorze
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Cały tłum liczył co prawda zaledwie sześć osób, lecz hałasu robili za tuzin lubwięcej.Weszli do ogrodu i od razu skierowali się do gorącego zródła, zatrzymującsię tylko po to, żeby pozdrowić gospodarza.Gdyby An desha wówczas się odwró-cił i uciekł do ekele, Zpiew Ognia obwiniłby go o grubiaństwo.Został więc, poto, by stwierdzić, iż został wyłączony z rozmowy  po prostu nie miał pojęcia,co się dzieje i o czym goście rozmawiają.Po prawej stronie siedzieli Elspeth i Mroczny Wiatr  przynajmniej tychdwoje znał.Elspeth to córka władczyni tego kraju i jednocześnie herold  mia-ła ducha opiekuńczego zwanego Towarzyszem, wyglądającego jak koń i mówią-cego prosto do umysłu.Energiczna i pełna wdzięku kobieta o włosach niegdyściemnobrązowych, teraz w większości białych, a oczach koloru nieba  rezultatoperowania energią ogniska spod pałacu jej matki.Była jednocześnie silna i pięk-na, a przy tym pewna siebie  rzadka kombinacja.Mroczny Wiatr należał doBraci Sokołów i osiągnął status adepta, chociaż nie mógł się równać ze ZpiewemOgnia, miał ostre rysy Tayledrasów i białe włosy wskutek ciągłego przebywaniaw pobliżu kamienia-serca.I Elspeth, i Mroczny Wiatr znali Zpiew Ognia na dłu-74 go przedtem, zanim spotkał ich An desha, Zpiew Ognia chyba nawet kiedyś ichuczył.Niedaleko nich, zanurzeni po szyję w wodzie, leżeli: kobieta o jasnych wło-sach zwana Kero i mężczyzna, którego imienia An desha nie zrozumiał.Byli naj-starsi z całego towarzystwa, ale nie chciałby ich wyzwać do walki  ich mięśniei sposób poruszania się świadczyły, że potrafią się bronić.Mężczyzna nosił białeubranie, a kobieta skóry, lecz chyba każde z nich miało swojego Towarzysza, jakElspeth  przynajmniej tak wyglądali.Za nimi Zpiew Ognia czynił honory domu, a jeszcze dalej usadowili się posełShin a in oraz mag, znajomy Kero, który wyglądał, jakby płynęła w nim krewShin a in.Młodszy od Kero, ciemnowłosy i o złotawej karnacji mieszkańcówRównin, różnił się od nich zielonymi oczami.Poza tym z pewnością był magiem,a An desha z własnego doświadczenia wiedział, że u Shin a in można zostać ma-giem tylko wtedy, gdy wybierze się powołanie szamana.Zdawało się, że obcyczuł się całkiem pewnie w tym zgromadzeniu, o wiele lepiej niż sam An desha.Mimo wszystko nie przyszło ich wielu  sześcioro, nie licząc gospodarzy,lecz każde z nich miało tak silną osobowość, iż An desha poczuł się przytłoczonyi zlekceważony.Gawędzili jak starzy przyjaciele  prawdopodobnie nimi byli i chyba zapomnieli, że An desha ich w ogóle nie zna.Ten najazd na jedyne schronienie, jakie mu zostało, zwłaszcza po tak mę-czącym dniu, wprawił go we wściekłość.Chciał zostać sam ze Zpiewem Ognia,niezależnie od tego, jak skomplikowane uczucia budził w nim mag, przynajmniejon jeden go rozumiał, pomagał znalezć odpowiedzi i przyczyny tego, co się dzia-ło.An desha potrzebował teraz muzyki spadającej wody, a nie wdzierającego sięw uszy gwaru rozmowy.Jeżeli musiałby rozmawiać, to wolałby pogawędkę zeZpiewem Ognia o tym, jak poradzić sobie z obcymi, natrętnymi mieszkańcamiValdemaru.Owszem, byli dość sympatyczni, ale.wścibscy.Powiedziałby, że chce wrócić do domu  lecz nie miał domu poza tą Doliną.Odwiedziny tych ludzi dowiodły, jak mało to miejsce ma wspólnego z prawdzi-wym domem.An desha nie chciał się dzielić Zpiewem Ognia ani swym ogrodem z grupąroześmianych, hałaśliwych intruzów.Gadali jak najęci w trzech językach, z któ-rych tylko dwa rozumiał: ojczysty Shin a in i tayledraski.Zresztą i tak mówilio ludziach i wydarzeniach zupełnie mu nie znanych.Irytowało go jeszcze coś innego: nie potrafił sprecyzować, co, lecz wyraznieczuł niepokój nie związany z pojawieniem się gości.Również w ich rozmowiewyczuwał podskórny prąd, którego nie umiał nazwać  jakby starali się odpędzićwesołością wiszącą grozbę.Do tego coraz wyrazniej widział, iż Zpiew Ognia flirtuje z Mrocznym Wia-trem.Na oczach wszystkich! Czy chce go upokorzyć?W ataku nagłej furii wyjął nogi z wody, złapał ręcznik i zaczął się szybko75 wycierać.Nikt nie zwrócił na niego uwagi, nawet Zpiew Ognia, zajęty zalotami.O bogowie, jak mógł się nie domyślić? Przecież to musiało się zdarzyć prędzejczy pózniej! Czyż Sokolich Braci nie uważano za równie niestałych w uczuciach,jak ich pierzastych przyjaciół?Ale czy Zpiew Ognia musi to robić przy ludziach i na jego oczach? I dlaczegoMroczny Wiatr? Cóż, obaj są adeptami Tayledrasów [ Pobierz całość w formacie PDF ]