Home HomeWarren Adler Wojna państwa Rose 02 Dzieci państwa RoseWells Rebecca Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia ya ya Ya Ya 02Lensman 02 Smith, E E 'Doc' First LensmanBelmont Leo Messalina 02 Œmierc MessalinyBenzonnni Juliette Fiora 02 Fiora i zuchwały(1)§ Łajkowska Anna Wrzosowisko 02 Miłoœć na wrzosowiskuBenzonnni Juliette Fiora 02 Fiora i zuchwałyFeehan Christine Seria Mrok Mroczna Magia 4Dobyns Stephen ÂŚwiątynia martwych dziewczątLeslie Butler Critical Americans, Victorian Intellectuals and Transatlantic Liberal Reform (2007)
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Bo ja pisałem:Zuzano, czy wyjdziesz ze mną coś zjeść.A co myślałaś?Naciągnęła koszulkę na plecy i stoczyła się z łóżka.- Nic.Mik złapał ją w talii i pociągnął z powrotem.- Nie myślałaś chyba, że.O nie, jaki wstyd!Twarz jej płonęła.Znowu to zrobił.Chryste.Najwyrazniej jednakbyła laską, która marzy o ślubnej sukni.- Puść mnie - zażądała. Ale nie puścił.Trzymał ją.- O to nie mogę cię jeszcze zapytać - szepnął jej do ucha.-Mamjeszcze dwa zadania.- Bardzo śmieszne.- Ja nie żartuję.- Brzmiał poważnie, a kiedy spojrzała na niego, jegosłodka, szczera twarz była poważna.- A ty żartowałaś?Tak, żartowała w sprawie trzech zadań.Naprawdę.Nie byłaksiężniczką z bajki.Tyle że w tej chwili tak właśnie się czuła i nie byłoto najgorsze, co jej się w życiu przydarzyło.- Nie - oznajmiła i przestała się wyrywać.- Nie żartowałam i ototwoje drugie zadanie: Napraw klimę i wylecz mnie z marazmu.Było blisko i miało skrzydłaKarou siedziała w swoim pokoju.Była noc.Znowu.Od wydarzeńprzy dole minął cały dzień.Jakimś cudem.Drzwi były zamknięte, ale deski zrobione przez Mika zniknęły, niebyło też haczyków w okiennicach, ale jak się okazało, przecież jejbezpieczeństwo nie było nigdy niczym więcej niż tylko ułudą.Obserwowała gonitwę Księżyca wokół Ziemi i trasę Ziemi wokółSłońca oraz błyski gwiazd, ale.nie.To też było złudzenie, tak samojak wschód i zachód słońca.To Ziemia się ruszała, nie gwiazdy, nieSłońce.Niebo się ruszało, toczyło się poprzez bezkresną przestrzeńkosmosu, wyznaczało koniec za końcem, i to wyznaczanie trzymało jątutaj.Jako jedną z miliardów.Nie ma znaczenia co się ze mną stanie, powiedziała sobie.Jestemjedną z miliardów.Jestem gwiezdnym pyłem chwilowo zorga-nizowanym w kształt.Ale zostanę zdezorganizowana.Gwiezdny pyłktóregoś dnia rozproszy się, żeby przybrać inne kształty, a ja będęwolna.Tak jak Brimstone.Gwiezdny pył.To były fakty, słyszała o tym i czytała, że wszystkopowstało w wyniku wybuchów gwiazd, ale brzmiało to jak ludzkawersja mitów z Eretz.No, może trochę mniej fantastyczna, nie byłosłońca gwałciciela ani płaczącego księżyca.Ani księżyca wbi- jającego nóż.To historia Kirinów: słońce chciało wziąć Ellai siłą, aona dzgnęła je, tak jak Karou dzgnęła Thiaga.Nitid płakała, a z jej łezpowstały chimery.Dzieci żalu.Karou zastanawiała się: czy Ellai naprawdę płakała? Czy wykąpałasię w morzu, żeby poczuć się znów czysta? To mogłaby być częśćhistorii, że jej łzy dały morzu jego słoność, a wszystko na świeciewzięło się z przemocy, zdrady i rozpaczy.Karou wykąpała się w rzece.Jej łzy nie dotrą do morza, nawodniąpalmy daktylowe w jakiejś oazie, zmienią się w owoce i ktoś je zje, amoże nawet znów wypłacze, innymi oczami.To nie tak działa.Tak, właśnie, że tak.Nic nie znika.Nawet łzy.A nadzieja?Była tak czysta, jak to było możliwe bez gorącej wody i mydła.Zanurzała się w wodzie aż po ramiona; nogi miała całkiem omdlałe, aposiniaczona, poraniona skóra została oskrobana z krwi, jej krwi i.nietylko jej.Nawet przeważnie z nie jej.I nawet nie tylko z krwi Thiaga.Słyszała dzwięk, był blisko, i to były skrzydła.Otrząsnęła się z tego wspomnienia, jakby było twarzą, którą możnaspoliczkować.Myśl o czymś innym.O bólu.Przyda się.Ale który ból? Było ich tyle, a ona zostałakoneserką bólu i nie potrafiła już wrzucić wszystkich do jednegoworka.Każde zadrapanie, każde stłuczenie było oddzielnym bytem,jak gwiazda w konstelacji.Konstelacji o jakiej niby nazwie? Ofiara?Wyglądała jak ofiara.Udręczona.Zmasakrowana.Prawą stronątwarzy przejechała po kamieniach.Miała rozciętą wargę, a policzekfioletowy, poobijany i pokryty strupkami.Na dłoniach pulsowałyotwarte pęcherze po trzonku łopaty.Aopata.Nie myśl.Płatek ucha.Postanowiła się skupić na tym bólu, z tym mogła coś zrobić.Byłorozdarte i opuchnięte w miejscu, gdzie Wilk ją ugryzł.Pewnie mogła jenaprawić tak, jak dłonie Ziriego i wycięty uśmiech, ale nie sądziła,żeby udało jej się dostatecznie skoncentrować, poza tym nie mogłaznieść myśli o imadłach.Całe jej ciało było bólem i krzykiem.Thiago powiedział jej, że robi piękne siniaki.A ty nie, pomyślała,patrząc na wstrętne cętki na ramionach, odciśnięte ślady palców, któreopowiadały, co jej zrobił. Próbował zrobić, upomniała się.Czy Ellai dzgnęła słońce nożem na czas? - zastanawiała się, czysłońce dostało to, czego chciało? Historia nie była jednoznaczna.Karou postanowiła wierzyć, że Ellai dała radę się obronić, tak jak ona.Trzymała igłę do szycia materiałów nad płomieniem świecy, żeby jąodkazić.Ręczne lusterko postawiła przed sobą na stole, ale kiedy w niepatrzyła koncentrowała się tylko na uchu, unikając patrzenia na twarz.Nie chciała widzieć swojej twarzy.Tyle lat treningu sztuk walki, myślała, kiedy igła zbielała.Człowieksądzi, że walka będzie wyglądała tak, jak w filmach: mnóstwoprzestrzeni na zaprezentowanie eleganckiej choreografii, nieskazi-telnych kopniaków i piorunowania wzrokiem.Ha! Tutaj nie byłoprzestrzeni, tylko szamotanina i panika, a siła Thiaga liczyła sięznacznie bardziej niż cały jej repertuar wyćwiczonych kopniaków.Oczywiście, w końcu go zabiła.Może wyglądała jak ofiara, ale niąnie była.Powstrzymała go.Gdyby to tylko mogło oznaczać koniec.Dzwięk był blisko, i to były skrzydła.Odbijał się jej echem w głowie, łopot skrzydeł i huk, odgłos, jakiwydawała ziemia, kiedy uderza się w nią łopatą.I muchy.Jak tomożliwe, że muchy tak szybko znalazły trupa?Poczuła się, jakby wróciła na krawędz dołu, tej cuchnącejciemności, która groziła, że ją wciągnie.Mocno przebiła igłą płatekucha.Wystarczyło, żeby znów odpędzić wspomnienie, ale wiedziała,że wspomnienia są jak muchy, można je odganiać, ale nic ich niepowstrzyma przed powrotem, a przekłuwanie bolało.Jej ciche, krótkiestęknięcie wystarczyło, żeby obudzić Issę.Issa.To było jedyne błogosławieństwo tej nocy.Miała Issę.- Co robisz, moja słodka? - Kobieta wąż podniosła się ze swojegomiejsca przy drzwiach i syknęła z rozdrażnieniem, kiedy zobaczyłaigłę sterczącą na wylot z ucha Karou jak haczyk wędkarski.- Daj, ja tozrobię! Karou pozwoliła jej wziąć igłę.Co by było, gdyby nie miałaIssy? Gdyby, po tym wszystkim, odebrali jej jeszcze Issę?- Nie mogłam spać - szepnęła.- Nie? - Głos Issy był równie delikatny jak jej dłonie.Uwolniła igłę zciała Karou i dokończyła pierwszy ciasny szew.- Nic dziwnego, mojebiedactwo.Chciałabym móc ci dać herbatę na sny. - Albo na wieczny sen.- dodała Karou.Teraz już Issa nie mówiłałagodnie:- Nawet tak nie mów! %7łyjesz.A dopóki ty żyjesz, a on.-Przerwała.Jaki on? Cokolwiek miała powiedzieć dalej, rozmyśliła się.- Dopóki tyżyjesz, jest nadzieja.- Wzięła głęboki wdech, uspokoiła dłoń i spytała:- Gotowa? - A dopiero potem ponownie przebiła ciało.Karou zamrugała.Czekała, aż igła przejdzie na wylot.- Przepraszam - zaczęła.- Czy.Czy w ten sposób ty i Yasri.?- Tak - odparła Issa.- Było spokojnie, dziecko, nie smuć się.-Westchnęła.- Ale chciałabym, żeby ona tu była.Wiedziałaby, co cipodać.Znała dziesiątki trików, które pomagały Brimstone'owi zasnąć.- Sprowadzimy ją - zapewniła ją Karou i zamyśliła się nad tym kiedyto zrobią i jak teraz wygląda to miejsce.Thiago podpalił świątynię nawzgórzu i cały gaj drzew mroku [ Pobierz całość w formacie PDF ]