Home Homeprogram%252Bzaj%2525C4%252599%2525C4%252587%25252C%252Bbibliografia%25252C%252Bwyk%2525C5%252582ad%252B01 03Martin Kat Serce 03 Mężne serceŁajkowska Anna Wrzosowisko 03 Cienie na wrzosowiskuMarlowe Mia Dotyk 03 Dotyk oszustaS303Coulter Catherine Gwiazda 03 Gwiazda z nefrytuKagawa Julie Iron Fey 03 Iron QueenVinge Joan D Królowe 03 Królowa Lata PowrótRobbins Harold Handlarze snów 03 Spadkobiercy Krainy SnówWeis Margaret, Hickman Tracy Kroniki Smoczej Lancy 03 Smoki wiosennego œwituTinsley Nina Zapomniana miłoÂść
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Allegra Doucet musiała być mistrzyniąw swoim fachu.Zastanawiałam się tylko, czy pienią-dze pochodziły z opłat klientów czy też z opartychna jej wróżbiarskich mocach decyzji inwestycyjnychna giełdzie, loteriach i wyścigach konnych.- Według lekarza sądowego zginęła wczoraj wieczorem, ugodzona wielokrotnie w piersi i brzuchszpikulcem do kruszenia lodu lub nożem do otwierania do listów - relacjonowała Chow, stając ostrożnie70 za monitorem komputera.- Dzisiaj rano przyszedłjeden z klientów, zajrzał przez okno i zobaczył zwłoki.Monk spostrzegł obraz na ekranie monitora.- Co to jest? - zapytał.Chow wyjęła z kieszeni lusterko.Wyciągnęła jeponad monitorem i ustawiła przed nim w taki spo-sób, żeby dojrzeć widniejącą na ekranie grafikę.-Dlaczego nie spojrzy pani po prostu w monitor?- zapytałam.-Nie chcę, żeby monitor również na mnie spoj-rzał  odpowiedziała z powagą.Nie miałam bladego pojęcia, o czym mówi.Jasperzdawał się wyczuwać moje zdziwienie.-Chow się obawia, że komputery dają władzomsposobność do inwigilowania obywateli -wyjaśnił mi szeptem.- Uważa, że automatyczniezapisują sekwencje przyciskanych klawiszy ipodglądają nas przez ukryte w monitorachkamery.-To generowany przez komputer indywidualnyhoroskop astrologiczny, opracowany napodstawie układu planet i gwiazd na niebie wczasie i miejscu urodzenia danej osoby -wyjaśniła Monkowi Chow.- Symboleprzedstawiają znaki Zodiaku, planety oraz czteryżywioły; ogień, ziemię, powietrze i wodę.Kołopodzielone jest na części zwane domami, zktórych każdy reprezentuje rozmaite aspektyfizycznego, umysłowego, duchowego iemocjonalnego stanu człowieka.Doucetwystarczyło spojrzeć na grafikę, wpisać aktualnyukład planet i już mogła metodą arytmetycznąprzepowiedzieć, czy to dobry tydzień, by prosićszefa o podwyżkę.-Posiada pani imponującą wiedzę o horoskopach- zauważył Monk.- Wierzy pani we wróż-biarstwo?71 -Ależ skąd! - żachnęła się Chow.- Ale oni wie-rzą.-Jacy oni?-Ci oni.-A.- przytaknął Monk.-Na twardym dysku znajdują się prawdopo-dobnie setki takich horoskopów - mówiła dalejChow.- Każdy z klientów ma własną kartę.-Bardzo chciałbym wiedzieć, kim są ci klienci -powiedział Monk.- Mogłaby się pani tego do-wiedzieć?Monk był geniuszem dedukcji i miał niepraw-dopodobne oko do najdrobniejszych szczegółów, alenigdy nie widziałam, by zajmował się gromadzeniemfaktów.Czarną robotę z chęcią zostawiał innym.-Mogę panu powiedzieć, kim są, z kim sypiają,na kogo głosowali w ostatnich wyborach, anawet czy dłubią w nosie, gdy prowadząsamochód.-Ludzie oczyszczają sobie nozdrza, operującciężkim sprzętem mechanicznym? - zapytałMonk z niedowierzaniem. Akurat w touwierzę.Monk strzelił we mnie spojrzeniem i podniósłoczy do nieba.Z jego punktu widzenia były to naj-bardziej kretyńskie słowa, które wypowiedziała dotej pory Cynthia Chow.Tak kretyńskie, że zapo-mniał nawet, iż jeszcze niedawno bał się na mniespojrzeć.-Uważam, że to morderstwo może być częściąwiększego planu - stwierdziła Chow.-Zaczyna się - rzucił cicho Jasper.-Dzięki uważnej obserwacji układu gwiazd i planetAllegra Doucet odkryła przez przypadek w horo-skopie któregoś z klientów dzień, godzinę imiejsce lądowania kosmitów - wyłuszczałaChow. A oni72 przysłali tajnego agenta, żeby ją natychmiast zli-kwidował.-Jacy oni? - zapytałam.-Ci oni.Ale Monk już nie słuchał.Coś odwróciło jegouwagę.Wyszedł na środek pokoju, przekrzywił nabok głowę i wyciągnął ręce przed siebie.-Słyszycie? - zapytał.-Co takiego?-Ciche kwilenie - odparł Monk.- Nie, właściwieświst.Zwiszczące kwilenie.-Ja nic nie słyszę - powiedziała Chow.-Może usłyszałabyś, gdybyś ściszyła radio - za-uważył Jasper.-Jasne! Tylko na to czekacie, co? - rzuciła Chowoskarżycielskim tonem.- Nie możecie siędoczekać, by znowu się dostać do mojej głowy.-Ciii.- szepnął Monk.Zapadła grobowa cisza.Słyszałam miarowy szumkomputera, głosy z radia Cynthii Chow i jeszczejeden odgłos, który natychmiast rozpoznałam.- W ubikacji leci woda - powiedziałam.Monk rzucił mi karcące spojrzenie.Dla niegowypowiedzenie głośno słowa  ubikacja" było tymsamym co wyartykułowanie szczególnie obrzydli-wego blużnierstwa.- Bardzo przepraszam - powiedziałam.- Chciałam powiedzieć, że ten głos brzmi tak, jakby w łazience nie było sprawne urządzenie wodno-kana-lizacyjne.Monk ruszył korytarzem, kierując się brzmie-niem głosu, a my posłusznie podążyliśmy jego śla-dem.Aazienka znajdowała się w tylnym narożniku73 parteru, tuż za schodami prowadzącymi na piętro, wpomieszczeniu, które po wybudowaniu domuprawdopodobnie służyło jako garderoba.Była wąskai ciasna i zapewne budziłaby lęki klaustrofobiczne,gdyby nie małe okno otwarte na całą szerokość.Przed sedesem leżał na podłodze wyłamany ze ścia-ny wieszak na ręczniki.W łazience mogła się pomieścić tylko jedna oso-ba, więc Monk pierwszy wszedł do środka, a mystaliśmy na korytarzu, zaglądając do wnętrza.Monk uważnie obejrzał dziury w ścianie, doktórej wieszak był wcześniej przymocowanyśrubami.-Ktoś stanął na wieszaku i wyrwał go ze ściany -orzekł po chwili.-Wygląda na to, że odkrył pan, jak zabójcadostał się do domu - powiedziała Chow.-1 jakstąd nawiał, kiedy się odsikał.Monk skrzywił się ze wstrętem i odszedł od se-desu, jakby w każdej chwili groził on wybuchem.-To nie ma sensu - powiedział.-Jak człowieka ciśnie, to ciśnie - stwierdziłafilozoficznie Chow.-Być może nerwy, przemoc, krwawe zabójstwosprawiły, że poczuł się zle i po prostuzwymiotował - myślał głośno Jasper.- Totypowa reakcja na stres.-Zbadam ślady DNA na muszli - powiedziałaChow i wyjęła jeden ze swoich patyczków doczyszczenia uszu.Monk stanął przed nią, blokując wejście do ła-zienki.- Czyś ty oszalała?! - powiedział, a właściwiekrzyknął.- Jeśli otworzysz klapę, wystawisz naswszystkich na ogromne ryzyko.74 -Jakie ryzyko? - zapytała.-Bóg jeden wie  stwierdził.- Najpierw ewaku-ujemy ludzi, a potem wezwiemy specjalistów.-Chce pan ewakuować dom przed uniesieniemklapy od sedesu? - zapytała Chow.-Nie czas zgrywać bohaterów - odpowiedziałkrótko Monk.Kciuki Jaspera zatańcowały na klawiaturze palm-topa [ Pobierz całość w formacie PDF ]