Home HomeHearn Lian Opowiećci rodu Otori 00 Sieć NiebiosTolkien J.R.R. Niedokończone opowieœci t. 3Makuszyński List z tamtego œwiataEssaka Joshua The romantics and the May Day tradition (2007)Makuszyński Kornel Wielka bramawyspa skarbow 3Cinq a sexe Janet EvanovichWitkiewicz Magdalena Milaczek 01Ewangelia krwiJohansen Iris Ostateczny cel
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nic strasznego& %7łonaod pana odeszła& Orłowski się wstrząsnął nerwowo.- Może damy temu pokój&- Niech mi pan powie dlaczego? Samotność nauczyła pana drażliwości, wypielęgnowałpan chore miejsce i nie można tam pana dotknąć.To bardzo zle, panie Orłowski, to bardzo zle.Trzeba się leczyć, a ja pana chcę uleczyć właśnie.Bezinteresownie, z czystej przyjazni&Słowo panu daję! Pana nie można zostawić dłużej w takim stanie, bo jeszcze miesiąc może pan wytrzyma, a potem zrobi pan głupstwo.Melancholia to jest kiepski patron, niczego nie da nakredyt, a za fałszywy spokój każe sobie zapłacić - czy ja wiem czym? - może śmiercią, a możeszpitalem wariatów.O, jej! Po co panu tego?Orłowski męczył się.Nie mógł pojąć, w jakim celu to indywiduum bredzi od godziny ikrętymi drogami chce wpełznąć w jego myśli.Kto mu tak kazał? Dla kogo to robi? Za jakąnagrodę, bo przecież nie traci tu czasu bezinteresownie?- Panie Leonie - rzekł wreszcie - czemu wciąż mówimy tylko o mnie? Są przecieżtematy bardziej zajmujące.- Przeciwnie! nie ma tematu bardziej zajmującego nad pana.Czemu nie mamy mówić opanu, tym bardziej że potrzeba mówić.Słowo daję, że potrzeba& Niech pan pozwoli&Mówmy o panu i o pańskiej żonie&Orłowski miał w oczach wyraz dotkliwego bólu.Zaczął szeptać:- Nie mam żony& niech mi pan da wreszcie spokój& nie mam żony& zapomniałem inie chcę przypominać.Pan Leon podszedł bliżej i szepnął tonem porozumiewawczym:- Ale ona pamięta!Orłowski spojrzał na niego jak ogłuszony.Patrzył długo, bardzo długo; miał w oczachnagłe przerażenie.- Pan od niej przychodzi? - zapytał cicho z jakimś niezmiernym rozpłakanym żalem wgłosie.- Czemu pan mnie oszukuje i czemu pan mi tego nie powiedział przed godziną?Pan Leon udał, że się wstydzi.W głosie Orłowskiego był szczery, dotkliwy wyrzut;Orłowski zresztą nie umiał mówić nieszczerze.- Myślałem - rzekł gość - że panu będzie zbyt przykro, jeśli powiem od razu, z czymprzyszedłem.Pan jest czuły człowiek, zupełnie nie zachodni, pan jeszcze lubi tragedie.Myślałem więc, że dobrze będzie przygotować pana.Zresztą to jest delikatna sprawa& Bardzonawet delikatna.Pan mnie mógł wyrzucić za drzwi& O, jej, czemu nie! Więc dlatego chciałempana przekonać, że pan zle robi, żyjąc tak, jak pan żyje&- Pan mnie nie przekona, więc niech pan już niczego nie mówi.Jeśli pan zechce gadać,niech pan gada, bo ja i tak słuchać nie będę.Panie kochany! com ja panu złego zrobił? Czegopan chce ode mnie?Orłowski dyszał niespokojnie; przeszedł kilka razy przez pokój, wreszcie zwalił się nałóżko.Siedział oparty o ścianę i patrzył przed siebie szklanym, nieruchomym wzrokiem. Pan Leon milczał również i zdaje się, układał w myśli plan postępowania.Trwało tonadmiernie długo.Patrzył spod oka na Orłowskiego, któremu pot wystąpił na czoło; siedział nałóżku nieruchomy i widocznie się dręczył, bo po szkliwie jego oczu zaczął się rozlewać mglistyból, który mu spływać począł w serce, bo się w jednej chwili wstrząsnął jak by w nagłymfebrycznym ataku.Pan Leon spojrzał na niego niespokojnie.- Co panu jest? - zapytał troskliwie.Orłowski nie odpowiadał, tylko szybko zakrył powiekami oczy, aby temu lichemuindywiduum nie pokazać łez, które zjawiły się nagle w kątkach oczu, czujne, ciche, pomieszanez krwią.Pan Leon poczuł w tejże chwili, że jest panem położenia; sam zwyciężył się człowiek,który łzy, choćby najcichsze, przyzwał sobie na pomoc.Pan Leon, wpatrzony bystro wOrłowskiego, zaczął mówić, gotów przerwać potok słów każdej chwili, kiedy by Orłowskitylko podniósł powieki.Pan Leon mówił cicho, jak by dla nadania wagi swoim słowom i jak bysię trwożył, że głośniejsze słowo gotowe obudzić Orłowskiego, uśpionego w bolesnej,męczącej, strasznej zadumie.Przysunął cichutko krzesło w pobliże Orłowskiego, usiadł na jegobrzeżku i z miną kuszącego Mefistofelesa, takiego z głupszych - mówił:- Pan się strasznie męczy, panie Orłowski& Niech mi pan nie mówi, że nie, bo ja pańskiból czuję w powietrzu& Ból można wyczuć nozdrzami, a ja jestem człowiek na ból czuły [ Pobierz całość w formacie PDF ]