Home HomeSW. AUGUSTYN, SW. TOMASZ Z AKWISW. AUGUSTYN, SW. TOMASZ Z AKWI (3)SW. AUGUSTYN, SW. TOMASZ Z AKWI (2)Œw. Tomasz z Akwinu 33. Suma Teologiczna Tom XXXIIISw. Tomasz z Akwinu 12. Suma Tom XIIPiatek Tomasz Ukochani Poddani Cesarza 1. Zmije I KretyTOMASZ BIAŁKOWSKI Trylogia kainicka 02.KłamcaPatricia C. Wrede Enchanted Forest 02 Searching for DragonsSteven Brust Cykl Vald Taltos (1) JheregSpencer, Wen Tinker 2 Wolf Who Rules
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Proszę nam jednak wie-rzyć na słowo, że jego antagoniście również nie zbrakło odwagi i że nie został mudłużny odpowiedzi: odpowiedz ta była znakomita, ale na nią też otrzymał nie naj-gorszą, i trwało to tak jeszcze przez pewien czas, aż rozmowa dotarła do poprzedniojuż zaznaczonych tematów.Ale Hans Castorp już dłużej nie słuchał, gdyż Joachimprzyznał się, że na pewno ma gorączkę z przeziębienia i nie wie, jak ma się terazzachować, ponieważ zaziębienia nie są tu przecież  przyjęte.Szermierze przeszlinad tym do porządku, ale Hans Castorp zatroskanym okiem spoglądał na kuzynai wreszcie podczas jednej z replik pożegnał się i odszedł z nim, pozostawiając jużdalszemu biegowi wypadków, czy publiczność złożona z Fergego i Wehsala będziejeszcze dostatecznym bodzcem pedagogicznym do kontynuowania sporu.Po drodze uzgodnił z Joachimem, że w sprawie jego przeziębienia i dolegliwościgardlanych najlepiej iść drogą służbową, to znaczy polecić kąpielowemu, abyzawiadomił starszą siostrę, na skutek czego coś może dla chorego zrobią.Tak teżpostąpił.Jeszcze tego samego wieczoru po kolacji Adriatica zastukała do pokojuJoachima, gdy właśnie Hans Castorp był u niego, i skrzeczącym głosem zapytała,czego młody oficer chce i na co się skarży. Ból gardła? chrypka?  powtarzała.- 178 -  Młody człowieku, co pan wyrabia?  i podjęła próbę przenikliwego spojrzeniamu w oczy, która nie z winy Joachima się nie udała; jej to bowiem oczy umykaływ bok.%7łe też tego zawsze próbowała, choć doświadczenie uczyło, iż nigdy tegozrobić nie umie.Za pomocą pewnego rodzaju metalowej łyżki do obuwia, którąwyciągnęła z kieszeni, zajrzała pacjentowi do gardła, podczas gdy Hans Castorpświecił lampką nocną.Stojąc na czubkach palców i oglądając języczek w gardleJoachima, powiedziała: Niech mi pan powie, moje dziecko, czy pan się już kiedy zachłysnął?Cóż można było na to odpowiedzieć! Na razie, dopóki mu oglądała gardło, niemiał w ogóle możności mówienia, ale i potem, gdy skończyła, trudno było coś roz-sądnego odrzec.No, naturalnie, że się raz czy drugi w życiu zachłysnął przy jedze-niu i piciu; ale to się każdemu zdarza i nie o to zapewne chodziło w jej pytaniu.Odrzekł: O co chodzi? Nie może sobie przypomnieć, kiedy się ostatni raz zachły-snął.No, dobrze; tylko tak się pyta.A zatem się zaziębił, powiedziała ku zdumieniukuzynów, bo słowo zaziębienie było w zakładzie zakazane.W razie czego, dodokładniejszego zbadania gardła potrzebne jest laryngologiczne lusterko radcy.Odchodząc zostawiła formamint oraz bandaż i ceratkę, do wilgotnych okładów nanoc, i Joachim, skorzystawszy z jednego i drugiego, uważał, że doznaje po tychzabiegach wyraznej ulgi; stosował je też dalej, zwłaszcza że chrypka nie chciałaustąpić, a nawet wzmogła się w najbliższych dniach, choć ból gardła chwilami zni-kał prawie zupełnie.Zresztą jego gorączka z przeziębienia była czystym przywidzeniem.Obiektywnystan rzeczy był ten sam co poprzednio, ten właśnie, który wraz z wynikami badańradcy zatrzymywał tu zacnego Joachima na małej kuracji dodatkowej, zanimpowróci pod sztandar.Termin pazdziernikowy minął, przez nikogo nie wspo-mniany: nikt o nim nie powiedział słowa; ani radca, ani kuzyni w rozmowachz sobą; milcząc i ze spuszczonymi oczami przeszli nad nim do porządku.Z tego, coBehrens przy badaniu miesięcznym podyktował swemu tak kompetentnemu w dzie-dzinie psychologii pomocnikowi i co pokazała klisza fotograficzna, wynikało jasno,że jeśli mogła być mowa o odjezdzie, to jedynie o dzikim, a tymczasem chodziłoo to, by wytrwać karnie w tej służbie sanatoryjnej i uzyskać dzięki niej całkowitąodporność na warunki klimatyczne, niezbędną przy służbie w nizinach i spełnianiuprzysięgi żołnierskiej.Hasło to obowiązywało, i obaj się na nie milcząco godzili.Jednakże prawdawyglądała tak, że żaden z nich nie był pewien, czy drugi w to hasło wierzy, i wsku-- 179 - tek tej wątpliwości jeden przed drugim spuszczał oczy, ilekroć oczy ich się s p o -t y k a ł y.Zdarzało się to niejednokrotnie od owej rozmowy o literaturze, w czasiektórej Hans Castorp w głębi oczu Joachima zauważył jakiś nowy blask i szczególny, grozny wyraz.W szczególności zdarzyło się to raz przy stole, gdy zachrypniętyJoachim niechcący zachłysnął się wyjątkowo mocno i nie mógł złapać oddechu.Wówczas to, podczas gdy Joachim krztusił się za swą serwetą, a pani Magnus, jegosąsiadka, starym zwyczajem uderzała go po karku, oczy ich spotkały się w sposób,który Hansa Castorpa przeraził bardziej niż sam wypadek, mogący oczywiście przy-trafić się każdemu; Joachim zamknął wtedy oczy i zasłonięty serwetą wstał od stołui wyszedł z jadalni, aby się wykaszleć.Uśmiechnięty, choć jeszcze nieco blady, wrócił po dziesięciu minutach, przepra-szając za spowodowane zamieszanie, i spożywał dalej swój obfity posiłek; potemzaś nie pamiętano o trywialnym wydarzeniu i nikt nie zrobił o nim najmniejszejnawet uwagi.Ale gdy się ono parę dni pózniej powtórzyło, tym razem nie przyobiedzie, lecz przy obfitym drugim śniadaniu, oczy kuzynów się nie spotkały, boHans Castorp schylony nad swym talerzem, na pozór nic nie zauważywszy, jadłdalej; musiano natomiast po wstaniu od stołu poświęcić jednak wydarzeniu temuparę słów i Joachim przeklinał tę przeklętą babę, tę Mylendonk, która swymi niepo-trzebnymi pytaniami zaniepokoiła go, coś weń wmówiła, zauroczyła go, niech jądiabli wezmą.Tak, to najwyrazniej sugestia, powiedział Hans Castorp  zabawnarzecz, choć nieprzyjemna.A Joachim, odkąd sprawa została nazwana po imieniu,skutecznie bronił się przed czarodziejskimi sztuczkami, uważał przy jedzeniui krztusił się ostatecznie nie częściej niż ludzie nie zaczarowani; ponownie zdarzyłosię to dopiero po dziewięciu czy dziesięciu dniach, i tak, że nie było o czym mówić [ Pobierz całość w formacie PDF ]