Home HomeLee Goldberg Detektyw Monk 03 Detektyw Monk i strajk policjiprogram%252Bzaj%2525C4%252599%2525C4%252587%25252C%252Bbibliografia%25252C%252Bwyk%2525C5%252582ad%252B01 03Łajkowska Anna Wrzosowisko 03 Cienie na wrzosowiskuMarlowe Mia Dotyk 03 Dotyk oszustaS303Coulter Catherine Gwiazda 03 Gwiazda z nefrytuKagawa Julie Iron Fey 03 Iron QueenVinge Joan D Królowe 03 Królowa Lata PowrótRobbins Harold Handlarze snów 03 Spadkobiercy Krainy SnówWeis Margaret, Hickman Tracy Kroniki Smoczej Lancy 03 Smoki wiosennego œwituDav
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Choć serce dudniło jej w piersi jak oszalałe,Lindsey ignorowała ciekawskie spojrzenia oraz stłumione szepty i starała sięwyglądać nonszalancko.Teraz nie było już odwrotu.Gdyby próbowała się wycofać,zwróciłaby na siebie jeszcze większą uwagę.Nawet na moment nie podnosząc wzroku, wytrząsnęła z sakiewki kilka moneti wcisnęła ją z powrotem do kieszeni marynarki.Przeklęła się pod nosem, kiedyuświadomiła sobie, że właśnie pokazała wszystkim, iż ma pieniądze.65SR Spojrzała na blat stołu.W domu grywała czasami z Rudym, choć wiedziała, żenie było to odpowiednie zajęcie dla młodej panny.Teraz jednak bardzo się z tegocieszyła.Obstawiła liczbę, rzuciła, przegrała i jęknęła, jakby strata niewielkiej sumyogromnie ją ubodła.Rzuciła ponownie, znów przegrała i odeszła od stołu.Po lokalu kręciła się kelnerka ze skandalicznie głębokim dekoltem,pozwalając mężczyznom na nieprzyzwoite uwagi i poufałości, które wzbudzały natwarzy Lindsey rumieniec.Po raz pierwszy przyszło jej do głowy, że Srebrny Globbył czymś więcej, niż tylko domem gry.Prawdopodobnie pracowały tu równieżkobiety lekkich obyczajów.Kelnerka zbliżyła się do niej i Lindsey zamówiła kufel piwa.Eliasz wlepiłwzrok w wystające znad dekoltu piersi pracownicy, które wyglądały tak, jakbymiały zaraz uwolnić się z uwięzi skąpego przyodziewku.- Chcesz ich dotknąć, kochaniutki? - rzuciła dziewka i mrugnęła pożądliwie doEliasza.Chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha.Lindsey dała mu kuksańca w bok i Eliasz pośpiesznie pokiwał głową.- Nie, dziękuję.- Przynieś mu piwo - zacharczała Lindsey.- Chcielibyśmy też porozmawiać z kierownikiem.Gdzie możemy go znalezć?- Pan Pinkard jest w swoim gabinecie.Powiem mu, że są tu tacy dwaj, co chcąz nim rozmawiać.- Dziękuję.Kilka minut pózniej podszedł do nich Pinkard - wychudły mężczyzna ogłęboko osadzonych oczach i czarnych włosach.- Chcieliście ze mną rozmawiać?- Jesteśmy znajomymi Phoebe Carter.kobiety, którą zamordowanopraktycznie za rogiem.Zastanawialiśmy się, czy pan albo któryś z gości widzieli jątutaj tamtej nocy?66SR - Może tu była.Skąd miałbym to wiedzieć? Nie widziałem jej i nikt inny teżjej nie widział.- Tamtej nocy odbywało się przyjęcie na piętrze.Istniejeprawdopodobieństwo, że w nim uczestniczyła.Może któryś z pańskichpracowników.Chwycił ją za klapy.- Nie wiem, kim jesteś, ale zadajesz za dużo pytań.- Skinął głową w stronędwóch mężczyzn, którzy nagle wyłonili się z cienia.Jeden wyglądał jak chodzący dąb.Drugi, choć nie tak masywny, był równiewysoki i łysy niczym kula bilardowa.Aysy chwycił ją za ramię, a dąb złapał Eliasza.Chłopak próbował się uwolnić.- Hej! Co pan wyprawia?Mężczyzna zaśmiał się tylko, wzmocnił jeszcze uścisk i popchnął Eliaszaprzed siebie.- Już sobie idziemy, dobrze? - powiedziała Lindsey, szamocząc się.Mężczyzninie zatrzymali się jednak.Zaciągnęli swoje ofiary przez boczne wyjście na ciasnąuliczkę.Na zewnątrz panowała ciemność.Mrok rozświetlało jedynie blade, migo-tliwe światło latarni zawieszonej nad drzwiami.- Oddawaj sakwę - polecił łysy typ.Lindsey poczuła ucisk w żołądku.A więc widzieli, że ma pieniądze.Nieprotestowała.Drżącą dłonią sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła skórzany woreczek zmonetami.Serce dudniło jej w piersi tak zapalczywie, jakby próbowało wydostaćsię na zewnątrz.Eliasz miał oczy okrągłe z przerażenia.Oddała sakiewkę, ale kiedy chciała się odsunąć, mężczyzna chwycił ją zadłoń.W świetle latarni jej palce były długie i blade - i niczym nie przypominałypalców mężczyzny.Lindsey zesztywniała, gdy opryszek ściągnął jej z głowy czapkęi burza długich włosów opadła jej na ramiona.67SR - Popatrz, Jocko, to chyba nasza szczęśliwa noc.Dodatkowy zarobek ismakowita samiczka.Cała krew odpłynęła jej z twarzy.Zaczęła się wyrywać.Eliasz zaczął rzucaćsię szaleńczo.- Puszczaj ją! - krzyknął, wijąc się w uścisku potężnych ramion.- Wezcie pieniądze i pozwólcie nam odejść! - zawołała Lindsey błagalnie.W odpowiedzi łysy typ wykrzywił usta w szyderczym uśmiechu, a człowiekdąb roześmiał się w głos.Eliasz szarpnął się gwałtowniej i zdołał uwolnić jedno ramię.Zamachnął się zcałej siły i wymierzył zbirowi dość porządny cios.Gigant zacharczał z bólu, okręciłchłopaka i zaczął go okładać po twarzy.Lindsey krzyknęła z przerażenia, gdy Eliaszpadł na ziemię.Mężczyzna podciągnął go do góry i uderzył znowu.I jeszcze raz.Ijeszcze raz.W końcu powieki chłopaka opadły, a on sam runął na ziemięnieprzytomny [ Pobierz całość w formacie PDF ]