Home Homejan strelau psychologia tom iClarke Susanna Jonathan Strange i pan Norrell101. Trylogia Mroczne Gniazdo 1 Troy DenningApplebaum Anne GułagGraham Heather Suspense 06 Portret zabójcyTomasz Piątek Szczury i rekinySamantha Cruise Devils Pacte§ Posteguillo Santiago Scoprion Afrykański 02 Africanus. Wojna w ItaliiPETER BENCHLY WyspaBrooklyn Sinners 2 Sinner, Savior Avril Ashton
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Ale ja jestempsychiatrą.Doskonale wiem, że ty nie możesz do mnie mówić.Jesteś wśpiączce, w komatozie.To nie ty.Głos, który słyszę, emituje mój chorymózg.To halucynacja.- Halucynacja - powtórzyła dziewczynka, uśmiechając się.To przykurcz mięśni twarzy, wyłącznie przykurcz powylewowy,pomyślała Iza, w tym nie ma niczego upiornego.Niczego upiornego,pomyślała, czując, jak jeżą się jej włosy na karku.- Halucynacja, mówisz - ciągnęła Ela Gruber.- Czyli coś, czego wistocie nie ma.Fałszywy obraz.Czy tak?- Tak.- Można to słyszeć.Można to widzieć.Ale tego nie ma.Czy tak?- Tak.- Jak my bardzo się różnimy, ty i ja.Podobno mój mózg jest mniejrozwinięty od twojego, ale ja, dla przykładu, wiem, że to, co widzę i cosłyszę, jest.Istnieje.Gdyby nie istniało, jak można by to zobaczyć? Ajeżeli istnieje i ma szpony, kły, żądło, to trzeba przed tym uciekać, bomoże cię okaleczyć, zmiażdżyć, rozszarpać.Dlatego właśnie musisz uciekać,jasnowłosa.Przez przedartą Zasłonę przejdą halucynacje.To dobreokreślenie na coś, co nie ma własnej postaci, ale zyskuje ją w mózgu tego,kto na to patrzy.O ile ten mózg wytrzyma taką próbę.A mało którywytrzyma.Ostatni raz mówię: żegnaj, jasnowłosa.Głowa Eli Gruber obróciła się bezwładnie w bok, spoglądając na Izęmartwym, szklanym okiem.K o t- Dobra, już.Teraz - szepnął Chęclewski.Nejman spojrzał na zegarek.Była dziewiąta dwadzieścia trzy.Gdypatrzył, ostatnia cyferka zatańczyła jak kościotrup w animowanym filmie,stając się czwórką.Po torach, za ogródkiem, w głębokim, obrośniętymjarzębiną wykopie łoskotał i dudnił pociąg.- Na co czekamy, cholera? - denerwował się adwokat.Nejman wyciągnął z plastikowego worka gruby tłumok okręcony kilkomaręcznikami i jutowym sznurkiem.Z zawiniątka wystawał biało-czarny kociłeb, z drugiej strony - ogon i tylne łapki zwierzątka.Nejman wydobył z kieszeni kurtki kombinerki izolowane pomarańczowymplastikiem.Dalej, za altankami, Zdyb, przyczajony obok Wendy, ciężko bulgocącegoprzez zakatarzony nos, wzdrygnął się na odgłos, który dobiegł go od stronyogródków.- Jezu - smarknął Wenda.- Ale to go musi boleć.Na Dołach koty przypadły do ziemi, szczerząc białe kły, płasko kładącuszy.Muzykanci, cała czwórka, byli gotowi.Z d y bDudnienie pociągu ścichło, echem toczyło się jeszcze po betonowychścianach bloków.I wtedy potworny wrzask od strony ogródków powtórzyłsię, eksplodował jak granat, wzbił się nieprawdopodobnie wysoko, falujący,rozedrgany, straszny.- Matko Boska! - krzyknął Wenda.- Tolek! To nie kot!Zdyb zerwał się, rozpinając kurtkę, wyszarpnął pistolet z kabury.Ryk - bo to był już ryk, nie wrzask, urwał się, pękł, wibrując jakprzecięty nożycami stalowy drut.Zdyb biegł.Przeskoczył żywopłot,przedarł się przez krzaki agrestu.W tym momencie noc rozszarpał drugiwrzask, jeszcze potworniejszy od poprzedniego, krótki, urwany.- Andrzeeeeej!!! - ryknął aspirant.Rwąc przez pomidorowe tyczki, zderzył się z pełną wody beczką, odbiłsię od niej jak od muru, potknął się, upadł, zerwał się, poślizgnął, upadłponownie, podpierając się odruchowo, wtłoczył lufę P-83 w mokrą ziemię.Zasobą słyszał przekleństwa Wendy, który utknął na elastycznej przegrodziedrucianej siatki.- Andrzeeeej!!!Potknął się znowu.Zobaczył, o co.I wtedy zaczął krzyczeć.Nejman nie miał głowy.Coś uderzyło go w pierś.Zdyb, klęcząc, zadławił się i wrzasnął,wrzasnął do bólu, tak że własny wrzask zakołatał mu w uszach [ Pobierz całość w formacie PDF ]