Home Home§ Łajkowska Anna Wrzosowisko 02 Miłoœć na wrzosowiskuKraszewski Józef Ignacy Żywot i sprawy JMPana Medarda z Gołczwi Pełki wytrwała miłoœćWakacyjna miłoœć (1996) Ann Major, Laura Parker, Mary Lynn BaxterNiffenegger Audrey Żona podróżnika w czasie (Miłoœć ponad czasem)Sivec Tara Pokusy i łakocie. Niezbyt grzeczna rzecz o miłoœci 181 Byron Katie i Michael Katz Kłamstwa o miłoœciJennifer Echols Miłoœć, flirt i inne zdarzenia losoweFaith Barbara Intryga i Miłoœć 11 Cisza snówSantos Marisa de los I weszła miłoÂść(1)Karol May 06 Szut
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wybuchła z tego wielka awantura i wrezultacie Kiraly wyruszył sam, wyposażony w kule, które muzrobiłem.Tego wieczoru poderwały mnie z łóżka krzyki na ulicy.Kiedy wyjrzałem przez okno, zobaczyłem dwie podejrzane postaci bijące się w mroku.Potem usłyszałem donośny krzyk Kiraly ego.Chwyciłem siekierę i zbiegłem po schodach.Właściciel starał siępochwycić mnie w korytarzu. Niech pan nie wychodzi, to niebezpieczne  błagał.Odepchnąłem go na bok i wypadłem przez drzwi.Kiralyleżał na ziemi, machając rękami jak cepem.Nad nim stał jakiśżołnierz z nożem w dłoni.Kiedy ostrze zabłysło w świetleksiężyca, zobaczyłem, że już ocieka krwią.Uniosłem siekierę nadgłową i ruszyłem na napastnika.Ten jednak usłyszał mniewcześniej i odwrócił się w moją stronę.Machnąłem siekierą wjego głowę, ale zdołał się uchylić i ostrze ześliznęło się na ramię.Zawył, odwrócił się na pięcie, podniósł coś z ulicy i pobiegł w noc.Kiraly zdołał się podnieść i celując w niego kulą, puścił za nimwiązankę węgierskich przekleństw.Następnie sprawdził kieszenie,zebrał garść portfeli porozrzucanych na ziemi i powiedział. Ten kutas ukradł mi torebkę.Och, uważasz, że to zabawne, Fischel? Cóż, chyba jestzabawne.ha, ha.Auć.Znów mnie rozśmieszasz, a to mi niesłuży.Wtedy nie uważałem, że to zabawne, byłem wściekły, żewplątał się w bijatykę. Aha, to on jest kutas, tak?!  krzyczałem. A ty skąd nibywziąłeś tę torebkę? Znalazłem  uśmiechnął się przebiegle. Gdzie? Nigdy nie uwierzysz, ale wisiała na ramieniu pewnej pani.Wisiała tam zupełnie pozbawiona opieki.Ale nie martw się.Teportfele też znalazłem, będzie dobrze.A teraz pomóż mi wejść dośrodka.Nie widzisz, że mnie boli?Pomogłem mu wejść przez drzwi i w świetle lampy gazowejzobaczyłem, że został zraniony w brzuch. Tym się nie przejmuj  skrzywił się. To tylko zadrapanie.To stopa mnie wykańcza.Znów zaczęła krwawić.Właściciel pensjonatu szybkopobiegł po ręcznik  nie chciał mieć poplamionych krwiądywanów, bo nie doczyściłby tych plam.  Musimy wezwać lekarza.Zna pan jakiegoś w okolicy? zapytałem.Właściciel podrapał się po łysej czaszce i wtedy właśniepowiedział nam, że nikt przy zdrowych zmysłach nie chodzi tymiulicami po zmroku, a nawet za dnia lepiej ich unikać.W mieścienie było ani jednego lekarza, który nawet zbliżyłby się do tegomiejsca.Zobaczyłem i usłyszałem dość.Postanowiłem, żenieodwołalnie wyprowadzamy się na drugi dzień. Mógł nas pan wcześniej ostrzec  powiedziałem ze złością. Nie chcę tutaj dłużej mieszkać.Właściciel pokiwał smutno głową, następnie popatrzył nastopę Kiraly ego i jakaś myśl przemknęła mu przez głowę  niebyło szans, żeby z taką raną wyprowadzać się nazajutrz rano. Jeśli zgodzi się zostać tu, aż będzie mógł chodzić, tozabiorę go rano do lekarza.Dobrego człowieka, który nie będziezadawał niepotrzebnych pytań  zaproponował. O czym wy, do diabła, gadacie?  zapytał zdenerwowanyKiraly. Bóg jeden wie, jak on by przetrwał beze mnie.Tej nocy rozegraliśmy naszą ostatnią partię szachów.Wciążmu nie powiedziałem, że wyjeżdżam.Czułem się winny i niewiedziałem, jak mam mu to przekazać.Po jakiejś godziniezapędziłem się na własne życzenie w kozi róg.Obserwowałemuważnie Frantza, żeby się upewnić, czy wie, że wygrał.Na jegorumianej twarzy pojawił się szczerbaty uśmiech  był miernymszachistą, ale nawet idiota wiedziałby, że może dać mi mata wdwóch ruchach.Przewróciłem króla i patrzyłem, jak toczy się popodłodze.Frantz wydał z siebie wrzask rozkoszy, który musiał zpewnością zaniepokoić złodziei na zewnątrz, i chwila triumfu nachwilę przyćmiła ból w nodze: podskoczył i skakał radośnie popokoju.Wtedy nagle jakaś myśl przemknęła mu przez głowę inagle stanął w miejscu. Czy specjalnie pozwoliłeś mi wygrać, ty skurwysynie? Wpatrywał się we mnie z niepokojem. Nie, oczywiście że nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]