Home HomeRoberto Why Great Leaders Don't Take Yes for an Answer Managing for Conflict and Consensus011. Robert Jordan Koło Czasu t6 cz1 Triumf Chaosu012. Robert Jordan Koło Czasu t6 cz2 Czarna Wieża03. Robert Jordan Koło Czasu t2 cz1 Wielkie Polowanie10. Robert Jordan Koło Czasu t5 cz2 Spustoszone Ziemie010. Robert Jordan Koło Czasu t5 cz2 Spustoszone ZiemieRoberts John Maddox Nova Roma 01 Operacja Marka Scypiona (2)Crais Robert Elvis Cole i Joe Pike 09 Ostatnie dochodzenieWarren Murphy Destroyer 067 Look Into My EyesKubilus Karolina Serce nie slucha
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Chciała zdą\yć do domu, zanim mamawstanie i zejdzie na dół, aby zrobić śniadanie.Godzinę pózniej Shawn obudził się niezadowolony.Czy nie mogła się z nimpo\egnać? To musi się zmienić, Prawdę mówiąc, wszystko między nimi miało się zmienić, ito wcześniej ni\ się spodziewała.Chciał, aby znalazła stałe miejsce w jego \yciu.Krótkie, kradzione chwile w łó\ku ju\mu nie wystarczały.Wstał szybko, aby mieć jeszcze czas na obejrzenie tej ziemi, która, jakmu doniesiono, była na sprzeda\. 19Cena okazała się równie wysoka jak wzgórza, wśród których działka była poło\ona,ale Shawnowi się tutaj podobało.Stał, nie przejmując się drobną m\awką, i patrzył naspokojniejsze ju\ teraz morze, w którym odbijało się szare niebo.Sztorm ustał w nocy.Pla\ę zaśmiecały muszle, wodorosty i rozmaite szczątki, którepiaszczysty brzeg zabrał wodzie.Shawn wyobra\ał sobie, \e dom stanąłby frontem właśnie w tę stronę.Mielibyprzynajmniej jedno du\e okno, przez które mo\na by było obserwować zmienne nastrojemorza.W oddali dostrzegał szczyty gór, cieniste wyniosłości stykające się z zachmurzonymniebem.Na prawo i lewo ciągnęły się wzgórza i łąki.Soczysta zieleń prześwitywała przezwstęgi mgieł wijących się tu\ przy ziemi.Nie potrafił zbudować w myślach domu, naszkicować go na papierze, a potemprzygotować narzędzia i materiały, aby zamienić projekt w rzeczywistość.Nie miał do tegotalentu, jak Brenna.Umiał tylko, gdy tego pragnął, wyczarować w myślach jego cień,wyobrazić sobie kształt.Chciał, aby w ich domu znalazł się pokój muzyczny - nie tylko do komponowania.Widział go w wyobrazni przemierzając ten fragment działki, gdzie mógł stanąć dom.Pokójmiał być wygodny i przyjemny, tak by inni czuli się tam swobodnie i chętnie w nimprzebywali.Pragnął przestrzeni; nie klitki zatłoczonej sprzętami, ale miejsca, w którymznalazłyby miejsce jego pianino i skrzypce.Ustawiłby tam szafę - mogła ją zrobić Brenna -która pomieściłaby całą jego muzykę, i szafkę na dobry sprzęt do nagrywania.Zawsze chciał nagrywać swoją muzykę i czuł, \e zbli\a się odpowiednia chwila.Skoro zamierzał zrobić następny krok - a zawsze wiedział, \e nastąpi to we właściwym czasie- miał zamiar dopracować kilka swoich piosenek i nagrać je.Dlatego magnetofon był takiwa\ny.Dopiero potem chciał wybrać jeden utwór i spróbować sprzedać go jakiejś wytwórni.Te myśli sprawiły, \e poczuł napięcie.Pokręcił głową.Oczywiście nie wszystko naraz.To musi potrwać.Najpierw czekało go sporo pracy, a czas przecie\ go nie gonił.On i Brenna muszą najpierw się pobrać i zbudować dom.Potem potrzeba będzietrochę czasu, aby się przyzwyczaili do miejsca i do siebie.Muzyką mógł się zająć pózniej.Droga prowadząca do działki była w gorszym stanie ni\ ta, która wiodła z Ardmore naWzgórze Elfów i dalej do domu O'Toole'ów.Nie przeszkadzało mu to, a jeśli Brenna zechce, mo\na będzie wszystko wyrównać, poszerzyć i w ogóle zrobić, co trzeba.Zamierzał jejpozostawić decyzję.Działka nie była du\a, ale wystarczyłaby na porządny dom i ogród.Miejsca było dośćnawet na altankę albo mały warsztat, gdzie Brenna mogłaby trzymać swoje narzędzia.Potrzebowała tego, tak jak jemu potrzebny był pokój muzyczny.To nic, \e mieli tak ró\nezainteresowania, na pewno świetnie by im się tutaj układało.Cieszył się, \e \adne z nich nienale\ało do ludzi, którzy musieli stale wszystko robić razem.Wiele ich łączyło i trochę dzieliło.Uwa\ał to za fascynujące połączenie.Na tyłach działki płynął niewielki strumyk i rosły trzy solidne drzewa, któreprzypominały mu trzy krzy\e stojące nieopodal studni świętego Declana.Mę\czyzna, który sprzedawał ziemię, powiedział, \e dalej są torfowiska, ale nikt odlat nie zbierał na nich torfu.On sam nie trudnił się tym od czasów, gdy razem z dziadkiem,ojcem matki, wycinali go na opał tak jak wszyscy Fitzgeraldowie, których uwa\ano za ludziziemi.Gallagherowie byli z miasta.Shawn pomyślał, \e takie zajęcie mogłoby być przyjemne, gdyby nie trzeba byłozarabiać w ten sposób na \ycie.Wrócił ście\ką, którą szumnie nazywano drogą.Wzdłu\ niej rosły wysokie\ywopłoty, okryte teraz wiosenną mgiełką.Nagle spośród gałęzi wypadły trzy sroki, niczymkule wystrzelone jedna po drugiej.Trzy ptaki wró\ą ślub, pomyślał.Uznał to za wyrazny znak.Wracając do miasteczka był ju\ właścicielem działki, bo umowę przypieczętowałuściskiem dłoni [ Pobierz całość w formacie PDF ]