Home HomeFaulkner William Absalomie,AbsalomieNicole Williams Crash 1 CrashBlatty William Peter Egzorcysta 01 Egzorcysta(1)Roderick Gordon & Brian Williams Tunele 01 TuneleRoderick Gordon & Brian Williams Tunele 02 Tunele Głębiej097. Heretyk Mocy II UchodĹşca ( Sean Williams & Shane Dix) 28 lat po Nowa Era Jedi98. Trylogia Heretyk Mocy 3 Sean Williams & Shane Dix Spotkanie Po Latach upload by herbatniqCinda Williams Chima [Seven R The Exiled Queen (com v4.0) (epPiekara Jacek Nekrosis PrzebudzenieJohn Jakes Kents 4 The Furies
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Historycy stworzyli zeń ikonę, alebył to człowiek pełen sprzeczności.Błyskawiczna kariera, jakąrobił za czasów rewolucji, była równie zawrotna jakzaskakująca i wielu starszych od niego polityków liczyło na to,że upadnie tak szybko, jak poszybował ku wysokościom.Alesam Bonaparte był tak pewny siebie, że graniczyło to zpróżnością.I czemuż miałoby być inaczej? Nie gdzie indziej jak właśnietu, w Tulonie, ze skromnego kapitana artylerii awansował nagenerała brygady, po rozmieszczeniu dział w taki sposób, żezmusiły rojalistów i Anglików do opuszczenia miasta.Przeżyłdni Terroru i krótki pobyt w więzieniu, a poślubiając lwicęówczesnych salonów, Józefinę,97której nieszczęsnego męża zgilotynowano, postawił stopę napierwszym szczeblu drabiny awansów.Potem na stopniachkościoła Świętego Rocha, używszy kartaczy, utopił we krwiparyskibuntrojalistówipoprowadziłfrancuskichobszarpancow z Armii Włoch do serii oszałamiającychzwycięstw w Italii.Jego żołnierze wielbili go, jak weteranilegionu X kochali Cezara, a członkowie Dyrektoriatu roz-koszowali się zdobyczami, które posyłał do ich pustego jużskarbca.Napoleon zamierzał iść w ślady AleksandraWielkiego, a jego cywilni przełożeni woleli się go pozbyć zEuropy.Egipt był idealnym rozwiązaniem dla obu stron.A jednak już wtedy, dużo wcześniej, zanim zamieszkał wpałacach i zaczął opływać w dostatki, wyglądał jak bohater!Miał czarne, krótko przycięte nad czołem włosy, rzymski nos,usta lekko zaciśnięte, jakby pozował do klasycznej rzeźby,ostro zarysowany podbródek i ciemne, patrzące z ciekawościąoczy.Potrafił z niezwykłym ogniem zwracać się do swoichżołnierzy, doskonale rozumiał ludzką potrzebę chwały iprzygód, a trzymał się zawsze tak, jak wedle powszechnychwyobrażeń powinni się trzymać bohaterowie: chodziłwyprostowany, z lekko uniesioną głową, a oczy miał utkwionegdzieś w tajemniczej dali na horyzoncie.Jego maniery i słowaświadczyły o tym, że doskonale wie, co robi.Mnie najbardziej zaimponował tym, że wyniesieniezawdzięczał sobie i swojemu charakterowi, nie zaś urodzeniu,co odpowiadało amerykańskim ideałom.Nie był w końcuurodzonym Francuzem, lecz -jak my sami - emigrantem, którywprost z Korsyki zjawił się w koszarach szkoły wojskowej.Wmłodości nie pragnął niczego bardziej jak niepodległości dlaojczystej wyspy.Mówiono, że był przeciętnym uczniem wewszystkim oprócz matematyki, nietowarzyskim samotnikiem,pozbawionym mentora lub jakiegoś wpływowego opiekuna,który ukończywszy szkoły, musiał stawić czoło zamętowi, jakiogarnął Francję98po wybuchu rewolucji.Podczas jednak gdy niemal wszystkichjego kolegów ów chaos zaskoczył i pogrążył, Napoleonświetnie go wykorzystał.Jego inteligencja, stłumiona rygoramiszkoły wojskowej, rozkwitła nagle, gdy pojawiło sięzapotrzebowanie na pomysłowość i wyobraźnię - na Francję zewszystkich stron runęły wojska interwentów.Uprzedzenia, zjakimi się stykał jako przybysz z prowincjonalnej wysepki,pochodzący z drobnej szlachty, znikły, kiedy podczaskolejnych krytycznych sytuacji udowodnił swoje kompetencjei skuteczność działania.Niczym źle uszyty płaszcz odrzuciłprecz młodzieńczą nieśmiałość i brak pewności siebie - potrafiłz braku manier uczynić zaletę.Ten zupełnie zmienionyBonaparte uosabiał ideały rewolucyjne, które pozycjęspołeczną uzależniały od osobistych zalet, nie stawiającżadnych ograniczeń ambicjom.Choć konserwatyści w rodzajuSmitha tego nie dostrzegali, w tym właśnie obie rewolucje -amerykańska i francuska - były do siebie podobne.Bonapartebył człowiekiem, który sam siebie stworzył.A jednak stosunek Napoleona do poszczególnych ludzi byłmoże najdziwniejszy ze wszystkich, jakie zdarzyło mi sięobserwować.Niewątpliwie miał charyzmę, zawsze jednaksłużyła ona jakiemuś konkretnemu celowi.Był pełen rezerwy,czujny i spięty jak aktor, grający na publicznej scenie.Kiedyspoglądał na ciebie, jaśniał cały jak kandelabr, energiaemanowała z niego niczym ciepło z konia.Potrafił obdarzyćczłowieka niezwykle skoncentrowaną, pochlebiającą iuwodzicielską zarazem uwagą - i wielokrotnie korzystał z tejswojej umiejętności; sam kilka razy padłem ofiarą tych jegoczarów.A jednak w chwilę później zwracał się do innego, a tysię czułeś, jakby chmura przesłoniła słońce.W sekundę późniejmógł się zamyślić pośrodku zatłoczonego pomieszczenia,patrząc w podłogę z równą intensywnością, z jaką patrzył przedchwilą na ciebie.Pewna paryska dama oświadczyła, że niechciała-99by się natknąć na tak posępną twarz w jakimś mrocznymzaułku.W kieszeni nosił poplamiony egzemplarz Cierpieńmłodego Wertera Goethego, romantycznej powieści obeznadziejnej miłości, którą sześciokrotnie przeczytał od deskido deski.Widziałem, jak popadał w ponury nastrój po tryumfiew bitwie pod Piramidami równie łatwo jak w godzinachpełnych grozy i niebezpieczeństw.Ostatni okręt przepłynął przed nami dopiero po ośmiugodzinach - wszystkie pozdrawiały wodza trójkolorową flagą.Przed nami przepłynęło majestatycznie dwanaście okrętówliniowych, czterdzieści dwie fregaty i setki transportowców.Słońce chyliło się już ku zachodowi, gdy okręt flagowy ruszyłza wszystkimi jak kaczka za stadkiem kacząt.Flota rozciągnęłasię na dwu kwadratowych milach powierzchni, większe okrętyskracały żagle, żeby mniejsze kupieckie balie mogły imdotrzymać tempa.Kiedy dołączyły do nas inne konwoje,rozciągnęliśmy szyki na cztery mile kwadratowe i zaczęliśmysię wlec z prędkością trzech węzłów.Wszyscy oprócz starych żeglarzy okropnie cierpieli.Bonaparte, który wiedział, że choroba morska należy do jegosłabości, większość czasu spędzał w drewnianym,zawieszonym na linach łóżku, które amortyzowało kołysanieokrętu.Pozostałych mdliło niezależnie od tego, czy czuwali,czy usiłowali spać.Talma nareszcie nie musiał udawać choróbi kilkakrotnie mnie zapewniał, że lada moment chyba umrze.Żołnierze nie nadążali z wypadaniem na otwarty pokład idobieganiem do relingu, rzygali więc do wiader, które szybkosię przepełniały, i wszystkie okręty śmierdziały wymiocinami.Na pięciu pokładach L 'Orientu stłoczyło się dwa tysiąceżołnierzy, tysiąc marynarzy, bydło, owce i tak wiele zapasów,że od dziobu po rufę raczej się przeciskaliśmy, niżprzechodziliśmy.Wybitni uczeni, tacy jak Berthollet, mieliwłasne kabiny obite szkarłatnym aksamitem, ale tak ciasne, żeprzypominały trumnę [ Pobierz całość w formacie PDF ]