Home HomeVina Jackson Osiemdziesišt dni 04 Osiemdziesišt dni bursztynowychLU. IV VI. Montgomery Lucy Maud Ania 04 Ania z Szumišcych TopoliLost in Bliss Nights in Bliss, Colorado 04 Sophie OakEllen Datlow (ed) Omni 04 The 4th Omni Book of Science FiBurrowes Grace Córki księcia Windham 04 Chwila zapomnienia lady EveJohn Connolly Charlie Parker 04 The White Road (com v4.0) (lit)Farmer Philip Jose Swiat Rzeki 04 Czarodziejski labirynt (MR)Joe R. Lansdale Collins & Pine 04 Bad Chili (com v4.0)Clancy Tom Jack Ryan 04 Polowanie na Czerwony PaŸdziernikChris Ryan [Geordie Sharp 04] Tenth Man Down (epub)
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Czy to możliwe, że wszystko, wszystko jest wielowymiarowe?Cholera, właśnie tak zaczynałem postrzegać rzeczywistość.Jakby mieniła się na krawędziachprzedmiotów, jakby emanowała jakąś niezrozumiałą, szepczącą energią, jakby na krańcachpola widzenia falowały świetliste dymy.Zacisnąłem powieki.Skup się.Uśmiechnąłem się do Laurusa i ruszyłem w jego kierunku.- Siadaj, Torkilu, i zjedz z nami.- wskazał dwóch mężczyzn siedzących przy tymsamym stoliku.Na ich piersiach widniały oznaczenia Maod-Anów -.skromny posiłek!82Marcin PrzybyekWybuchnął śmiechem.Kilku żołnierzy siedzących w pobliżu uśmiechnęło się także.Pancerze siedzących ze mną przy stole współbiesiadników zdradzały, że blondyn o pociągłej,prostokątnej twarzy i lekko opadniętych powiekach, ten po lewej stronie Laurusa, nazywa sięLudger Tyrs, a spoczywający po prawej śniady olbrzym o pełnych policzkach, wydatnychwargach i przenikliwych, czarnych oczach nosi miano Falko Brora.Bror lekko sięuśmiechnął, a Ludger wyszczerzył zęby.Miałem wrażenie, że ich rysy na moment sięzamazały.Przetarłem ocży.- Niewyraznie się robi, co? - znowu zagadnął mnie Wilehad.- To normalne.Co jest normalne?! %7łe mi się ćmi w oczach?- %7łe widzisz niewyraznie - odpowiedział niejako na moje myśli - gdy patrzysz na Rana.Wyszkolonego Rana.Fajne, co?Spojrzał na mnie tymi swoimi wszystkowiedzącymi oczami i uśmiechnął się.Jego obraz teżsię zamazał.Zdawało mi się, że słyszę niski, wibrujący, niepokojący dzwięk.Odwróciłemwzrok.- Wcinaj tubkę, bo pewnie twoje cielsko się tego domaga.My poczekamy - znowu sięroześmiał - aż skończysz.Wyjąłem zasobnik i zbliżyłem do ust.- Pewnie się zastanawiasz - odezwał się - dlaczego tu siedzimy, skoro posiłek trwaokoło czterdziestu cet-ni? Wiesz już, że nie będzie tak zawsze.Zaczniemy normalnie jeść.I wtedy także będziemy chodzić do kantyny.Prawie nic się nie zmieni.Poza tym, że z jedzeniabędziemy czerpać przyjemność.W końcu to jest armia.Są pewne regulaminy.Zniadanie tośniadanie.Roztopione waniliowe lody.Zjadłbym jakieś mięso, kopytka.Laurus popatrzył na mnie i skinął nieznacznie głową.- Chciałoby się zjeść coś normalnego, co? Ja już od dwóch pendeków tak jadam.Mnietego nie musisz mówić.GAMEDEC: ZABAWECZKI.SZTORMPołożył rękę na moim naramienniku i pochylił się.- Pocieszę cię, że jedzenie jest teraz naszym najmniejszym zmartwieniem.Smak potrawy znika w ustach.Patrzę na Wilehada i znowu zamazuje mi spojrzenie.Kierujęwzrok na innych żołnierzy Kilku z nich patrzy na nas i dyskutuje.Widzę w ich oczach.tłumioną niechęć? Zazdrość? Dlaczego tak dziwnie siedzą przy swoich stolikach? Co jest nietak? Głos Laurusa:- Musisz się nauczyć panować nad mimiką.Tak.Niektórzy nam zazdroszczą.IbMaodowie.Ci, którzy nie mieli odwagi przejść przez Rytuał Ocalenia.Otworzyłem usta, ale uprzedził mnie:- Nie dziwię się im przy tym ryzyku.Szarpią się z niepewnością.Gdy ktoś zjada siebieod środka, zjada także cały świat.Znowu klepnął mnie w ramię i podnosząc się, szepnął:- Niektórzy z nich podejmą decyzję, jestem tego pewien.Gdy się wyprostował, powiedział donośnym głosem, wzmocnionym przez zamontowane wścianach głośniki i arunowe komunikatory, wprost do naszych ośrodków słuchowych:- Ranowie, spotkamy się na odprawie, jak zwykle o siódmej.Do zobaczenia.Odpowiedziały mu skinienia głów i ciche pomruki.Trochę jak nie w wojsku.Powinienem sięz tego cieszyć.Sala odpraw, w przeciwieństwie do kantyny, robiła wrażenie.Była to przestrzeń zamknięta wkuli o średnicy około pięćdziesięciu metrów, której centralny punkt stanowił wielki, takżekulisty ekran.Wisiało przy nim stanowisko dowódcy czy prelegenta, nie mam pojęcia, ktoprzemawia z takich miejsc [ Pobierz całość w formacie PDF ]