Home Home(19) Szumski Jerzy Pan Samochodzik i ...Złoto Inków tom 1(18) Szumski Jerzy Pan Samochodzik i... Bursztynowa Komnata tom 2(75) Pan Samochodzik I Projekt Chronos Arkadiusz NiemirskiPS25 Pan Samochodzik i Skarby wikingow t.1 Niemirski ArkadiuszPS83 Pan Samochodzik i Zamek w Malborku Sebastian MiernickiSebastian Miernicki 72 Pan Samochodzik i siódmy wojownik102 Pan Samochodzik i Biblia Lutra Czarnik JakubPS97 Pan Samochodzik i Castrum Doloris Jakub CzarnyMiernicki Sebastian Pan Samochodzik i ... Pasażer Von StuebenaPS51 Pan Samochodzik i Krzyż Lotaryński Niemirski Arkadiusz
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Położyłem kwiaty u stóp krzyża.Przez chwilę postałem w milczeniu, starając się niemyśleć o zabitym jako o złodzieju dzieł sztuki  tak jak myślałem przez wiele lat  ale jako oznakomitym fachowcu, który byłby teraz może jednym z najwybitniejszych historykówsztuki, gdyby nie.Właśnie, gdyby! Ech, Waldku!Odwróciłem się ku wciąż nieruchomemu blondynowi: To pan mnie zawiadomił? Skąd pan.Przerwał mi, wyciągając rękę gestem powitania i prezentacji: Nazywam się Jerzy Batura.Uścisnąłem zimną, ciężką dłoń.Podszedł do krzyża i nagle, jakby w chwili słabości, oparł się o niego.Białe oczy ściemniłsmutek: Tu leży mój ojciec.Odetchnąłem głęboko: Ojciec? Przecież nigdy Waldek. Batura skrzywił wąskie wargi: Czyżby odmawiał mu pan prawa do prywatnego życia? Ależ skąd. przez chwilę szarpałem się z wyłamywanym przez wiatr parasolem.Wreszcie złożyłem go ze złością. Chociaż przyznam się, że nie rozumiem powodówukrywania istnienia swego dziecka.Może nie tyle nie rozumiem, co nie podzielam.Chyba.udało mi się powstrzymać słowa, które musiałyby zranić tego młodego człowieka.Ale ten śmiał się! Niech się pan nie krępuje! Chciał pan powiedzieć:  Chyba, że się je przygotowuje albojuż ono pracuje w branży niecnego tatusia! A jeśli nawet chciałem tak powiedzieć  podjąłem wyzwanie  to czy pan powie mi, jakto jest z tym przygotowywaniem czy  pracą ? Jestem od niedawna w kraju  odpowiedział wymijająco obojętnym głosem.Ale gdypodniósł na mnie wzrok, zobaczyłem, jak rozpalają się w nim lodowate iskry: Poprosiłem pana tutaj, aby przy nim, przy ojcu, powiedzie, że gra się z jego śmiercią nieskończyła, tyle że odtąd grać pan będzie nie z Waldemarem, lecz z Jerzym Baturą, a to jużzupełnie inne klocki! I niech się pan dowie, już niejako urzędas, ale człowiek, że nienawidzępana, a wielu już ludzi nauczyłem moją nienawiść szanować. I ja nauczyłem paru, aby mnie szanowali  odparłem równie zimno, tłumiąc złość może więc lepiej będzie, gdy poprzestanie pan na tej jednej pogróżce? Skądinąd ciekawimnie, czym to zasłużyłem sobie na pańską nienawiść?Dosłownie poczułem na twarzy ciężar jego spojrzenia. Jest pan winien śmierci mego ojca. Ja?. przyznaję, że mnie zaskoczył! Przecież pańskiego ojca ktoś zastrzelił! Sam mi mówił przed śmiercią, że nawet nie wiekto?Oddychałem ciężko. A może myśli pan, że wynająłem płatnego mordercę?! Nie, nie myślę  odpowiedział powoli. Jest pan powodem śmierci ojca może nie wdosłownym znaczeniu.Ale wystarczy, że ja pana tak osądzam.A przywykłem, że to co sądzęjest, a nawet musi być, rzeczywistością.A rzeczywistości nie można lekceważyć, drogi panie.Do widzenia  odwrócił się.Nie wytrzymałem.Skoczyłem i szarpnąłem go za rękę: Zaraz!Lodowate oczy wyglądały z bliska jak martwe.Nagle poczułem, że Paweł wciska się między nas: Ależ panowie, panowie!  usłyszałem jego flegmatyczny głos. Czy wypada takzachowywać się nad ledwo co zasypaną mogiłą? Nie sądzę, żeby świętej pamięci panWaldemar Batura był z was zadowolony. Ochłonąłem.A i oczy mojego nowego wroga przygasły.Odpowiedział spokojnie: Byłby pan uprzejmy nie wtrącać się.To są sprawy między panem Tomaszem a mną.Prywatne. Na pewno?  udał szczerą ciekawość Paweł. Nigdy nie zmierzy się pan z nim naniwie, że tak powiem, zawodowej?Batura uśmiechnął się lekko: Tego nie wykluczam. A ja jestem tego pewien!  Paweł pokiwał palcem.Jego przeciwnik wzruszył ramionami: A cóż mnie obchodzi, czego jest pewien ten czy ów wielbiciel Pana Samochodzika.Paweł spojrzał na niego spod oka: Ale może, a nawet powinno interesować pana, czego jest pewien jego podwładny?Podwładny! Nie było to w zupełności prawdą, jako że dyrektor Marczak wciąż jeszczebawił poza stolicą, ale niech tam! Grunt, że Batura drgnął lekko.Paweł wyciągnął do niego rękę: Paweł Daniec. Jerzy Batura.Zciskali sobie dłonie chyba odrobinę dłużej niż tego wymaga grzeczność. Tak więc druh Tomasz chowa się za zucha Pawła [ Pobierz całość w formacie PDF ]