Home HomeLee Goldberg Detektyw Monk 03 Detektyw Monk i strajk policjiprogram%252Bzaj%2525C4%252599%2525C4%252587%25252C%252Bbibliografia%25252C%252Bwyk%2525C5%252582ad%252B01 03Martin Kat Serce 03 Mężne serceŁajkowska Anna Wrzosowisko 03 Cienie na wrzosowiskuMarlowe Mia Dotyk 03 Dotyk oszustaS303Coulter Catherine Gwiazda 03 Gwiazda z nefrytuKagawa Julie Iron Fey 03 Iron QueenVinge Joan D Królowe 03 Królowa Lata PowrótWeis Margaret, Hickman Tracy Kroniki Smoczej Lancy 03 Smoki wiosennego œwituHand Elizabeth Dluga noc zimowa
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jest biały, czysty, skrzypiący pod nogamii zbija się w formy obce zamiarom natury.Wracałem do domu przez biały, kubistyczny świat, za namalowaniektórego Braque oddałby własne jaja, i zatrzymywałem się tylko przedświatłami na skrzyżowaniach.Zarówno na światłach czerwonych, jak izielonych siedziały wielkie, puszyste czapy i pośród padającego śniegusygnalizacja uliczna wyglądała jak szpaler jednookich cyklopów,zadowolonych z siebie, pochłoniętych własnymi sprawami.Kiedy dotarłem do domu, byłem oblepiony śniegiem od stóp do głowy. Ostro sypie, prawda?  zagadnął mnie dozorca, opierając się o łopatę. Ostro. Wcale tak nie uważałem, ale z drugiej strony to nie jamachałem codziennie szuflą.Wszedłem do mieszkania i pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłem, byłyświece palące się na stole.Stanąłem w progu.Błysnęła mi w głowiedziwaczna myśl, że pomyliłem piętra.Ale zaraz ujrzałem butelkęprzedniego szampana Dom Peri-gnon i olbrzymią butlę wódki mrożącesię w pojemniku z lodem.Tak, wszystko było, jak trzeba. Barbara!  zawołałem.Wyszła z łazienki, niosąc pojedynczą różę w kryształowym wazonie.Patrzyła na mnie chwilę i postawiła różę na środku stołu. Bomba, nie?  spytała.Wciąż stałem w progu. Co to za okazja? Znieg pada  odrzekła. Wiem. Pierwszy śnieg w nowym roku.Pomyślałam sobie, że to uczcimy. Jasne.Otworzyłem szafę, powiesiłem palto i kapelusz.Kiedy się odwróciłem,była tuż obok mnie. Co się stało?  spytała. Masz taki dziwny głos. Nie, nic.Jestem po prostu zmęczony.Dasz mi coś do picia?  Przyniosłam wódkę.Tak ją zmroziłam, że prawie zamarzła. Zwietnie.Podszedłem za nią do stołu.Butelkę okrywał' lodowy szron.Nalała mikieliszek.Czekałem, aż napełni swój.Pokręciła głową. Nie, pij.Alkohol spłynął mi do żołądka niczym rozżarzona lawa.Cudowneuczucie.Podsunąłem kieliszek.Napełniła go.Tym razem upiłem maleńkiłyczek.Popatrzyła na mnie. To już trzy miesiące, Steve.Kiwnąłem głową. Pomyślałem sobie, że stanęłaś na nogi, że się odnalazłaś. Ale wiedziałeś, że byłam zagubiona. A czy ktoś z nas nie jest?  spytałem.Nalała sobie trochę wódki i uniosła kieliszek jak do toastu. Ty nie  stwierdziła. Ty wiesz, na czym stoisz.Zawsze. Wypiłaszybko, jednym haustem, i nalała sobie następną działkę. Może towcale nie był taki dobry pomysł. To był świetny pomysł. Wiem, jak ciężko ostatnio pracowałeś.Dlatego nie wchodziłam ci wparadę.Myślałam, że zrobię ci niespodziankę. I zrobiłaś.Wezbrane łzy przesłoniły błękit jej oczu. Chyba lepiej już sobie pójdę, Steve. Nie idz.Sam tego wszystkiego nie zjem.Znieruchomiała. Tylko dlatego nie chcesz, żebym poszła? Pada taki śnieg, że ugrzęzniesz po sam tyłek.I nie ma taksówek.Milczała, badając wzrokiem moją twarz. Kocham cię, Steve.Nawet mnie nie pocałujesz? Objąłem ją.Ustamiała miękkie, słonawe od łez. Tak mi przykro, tak mi przykro. wyszeptała.Przytuliłem jej głowędo piersi. Nie ma powodu.%7ładnego.Wykręciła szyję i spojrzała na mnie.Głos miała spięty. Próbowałam cię ostrzec  łkała. Próbowałam ci wytłumaczyć, jakion jest.Ale nie słuchałeś mnie, nie wierzyłeś. Kompletnie mnie zaskoczyła. Kto? W co nie. Mój ojciec!  prychnęła z pogardą. Wczoraj byłam u niego nakolacji i słyszałam, jak rozmawia z kimś przez telefon. Usadzimy tegozarozumiałego sukinsyna, mówił.Pokażemy mu, kto rządzi w STV!" Takmówił. Przywarła do mnie całym ciałem. Nie smuć się, Steve.Znajdziesz sobie inną pracę i wtedy ty mu pokażesz.Uniosłem jej głowę. I dlatego tu dzisiaj przyszłaś?  spytałem. Nie chciałam, żebyś był sam. Jesteś cudowna  powiedziałem z uśmiechem. Nie wylali mnie.Ale tak, dowiedzieli się, kto rządzi siecią.Twój ojciec też.Siecią rządzęja.Podekscytowana, zarzuciła mi ręce na szyję. Wyrolowałeś ich? Naprawdę ich wyrolowałeś? Sięgnąłem po butelęszampana. Otwórzmy to.Naprawdę mamy co obchodzić.Cmoknęła mnie wpoliczek. Ty otwórz.Obeszła pokój, zgasiła wszystkie lampy i wróciła do mnie w złotawymblasku świec.Podałem jej z uśmiechem szampana. No? Czy teraz nie jest lepiej?  spytała. O wiele  przyznałem.Trąciliśmy się kieliszkami.Bąbelki łaskotały mnie w nosie.Ale świecenie pomogły.Usnąłem przy stole, chyba między chteaubriandem ideserem.ROZDZIAA XIIIGdzieś daleko dzwonił telefon.Uniosłem się ciężko i wyciągnąłem rękęw mrok.Telefon umilkł, zanim odnalazłem słuchawkę.Z ciszywyłowiłem czyjś szept.Otworzyłem oczy.Spojrzała na mnie, odstawiając aparat.  Zpij  szepnęła łagodnie. Kto dzwonił? Z biura.Powiedziałam, że jeszcze śpisz. Z biura? Z mojego biura?  To mnie rozbudziło na dobre. A którato godzina, do cholery? Dwunasta.W południe.Wytrzeszczyłem na nią oczy. Dlaczego mnie nie obudziłaś? Byłeś zmęczony. Uśmiechnęła się. Wiesz, jesteś jak małedziecko [ Pobierz całość w formacie PDF ]