Home HomeChmielewska Joanna Skarby SkarbyKsięga EFT Joanna Chełmicka, Instytut EFT, 2013Joanna Chwaszcz Małgorzata Pietruszka Dariusz Sikorski MediaWozniaczko Czeczott Joanna Macierzynstwo non fiction (2012Masters Priscilla Joanna Piercy 2 Małe krzywdyJoanna Chmielewska Wielki diament (Częœć 2)Chmielewska Joanna Poduszka w różowe słonieChmielewska Joanna Jak wytrzymac ze soba nawzajem (2)Ciemno, prawie noc Joanna BatorBracia Creed 01 Teraz będzie inaczej Miller Linda Lael
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Dlaczego nie?- Miał złamane skrzydła.Był z drzewa balsa.Bardzo delikatna kon-strukcja.- Jak Rost zareagował?- Stwierdził, że jeśli nie, to trudno, ale spróbować trzeba.- Co było potem?- Marylin położyła Rosta spać.- A wy co robiliście?- Obejrzeliśmy film.-Jaki?- Strange Holiday.- Kto grał główną rolę?- Taki mały aktor.Jak pan.- Claude Rains - powiedział Mobius.- O czym jest film?- Po powrocie z wakacji bohater stwierdza, że Ameryka została przejętaprzez faszystów.- Podobał się panu?- Był okropny! Nie mogłem go oglądać.Zresztą nie lubię filmów.- A to dlaczego?.- Są zbyt przewidywalne.- W jakim sensie? '.- W filmie wszystko ma swoje znaczenie.Jeśli któryś z bohaterówmówi:  Ten zbiornik jest wypełniony sprężonym powietrzem.Wystarczychwila nieuwagi, a wybuchnie", to prędzej czy pózniej zbiornik eksploduje.- Co z tego?- W życiu tak nie bywa.- Tak pan myśli?- Nie myślę.Wiem.- Ja wiem, że umrę w tej celi.Sheppard ponownie nabił fajkę.- Jak to?LRT Mobius się uśmiechnął.- Powieść Davida mnie zabije.Sheppard podpalił.Pyknął dwa razy.- Co się działo potem? - zapytał Mobius.- Byłem zmęczony.Położyłem się na leżance i zasnąłem.- Gdzie stała leżanka?- Zaraz obok salonu.Przy schodach na piętro.- Czy coś jeszcze pamięta pan z tego wieczoru?- Usiadłem na chwilę i widziałem, że pozostali oglądajątefewizję.Ma-rylin odwróciła się do mnie i coś powiedziała.-Co?Sheppard wypuścił dym.Miał przed oczami Marylin odwracającą się doniego na fotelu, bujanym fotelu, którego oparcie częściowo zasłaniało jejtwarz.Miała rozpuszczone włosy.Gestem dała mu znak, żeby usiadł obokniej, nie ruszył się jednak z miejsca.Z jakiegoś powodu sprawiło mu towielką przyjemność, że jej nie posłuchał.Było w tym coś tak przyjemnego,że porównał ten moment do wspomnienia z dzieciństwa, kiedy rodzicesprawdzali go, raz lub dwa wołając jego imię, a on udawał, że śpi.Marylinmiała na sobie białe szorty i bluzkę z krótkim rękawem w małe skrzydełka.Machnęła na niego raz jeszcze.Pomyślał wtedy, że pełnia szczęścia wmałżeństwie jest jednak możliwa.- Nie dosłyszałem - ponaglił go Mobius.- Powiedziała:  Chodz, Sam.Potem na pewno będzie lepiej" - oznajmiłSheppard, nie mogąc się powstrzymać od uśmiechu.Mobius skrzyżował ramiona.- Co pan pamięta potem?- Potem się obudziłem.- Dlaczego?- Słyszałem, jak Marylin woła moje imię.- Wiedział pan, że ktoś jest w domu?- Nie.Nie miałem pojęcia, co się dzieje.Myślałem, że ma skurcze ma-cicy.- Dalej, proszę.- Pobiegłem na górę, wszedłem do sypialni i ktoś mnie uderzył.- Widział pan napastnika?- Nie jestem pewien.Widziałem sylwetkę.;LRT - Co pan ma na myśli?- Nie widziałem wyraznie.Było ciemno.Czasem wydaje mi się, żewyglądał inaczej.- Jak?- Czasem ma bujne włosy, a czasem jest tak samo łysy jak ja.- Tak czy owak ktoś pana znokautował.-To prawda.- Co było potem?- Kiedy się ocknąłem, leżałem na podłodze.Odznaka lekarza policyj-nego leżała tuż obok mojej twarzy.Zwykle nosiłem ją wportfelu, nie rozu-miałem więc, co się stało.Potem zobaczyłem pod łóżkiem swój portfel.-I?- Wtedy też zobaczyłem krew.Na drzwiach po mojej prawej stronie.Różnej wielkości krople spływały, tworząc na dole delikatną mgiełkę.Podniosłem się i wtedy zobaczyłem Marylin.- Leżała na łóżku?- Z twarzą zwróconą w moją stronę.- Była zmasakrowana.- Nie do poznania - potwierdził Sheppard, choć w głębi ducha doskonalewiedział, że to niewłaściwe określenie.Tak się po prostu mówi, on tym-czasem nie miał najmniejszych problemów, żeby rozpoznać Marylin.Na-wet po upływie tylu lat doskonale pamiętał kolor jej włosów połyskującychwokół twarzy i przylepionych do krwi wokół jej głowy.Kilka grubszychkosmyków przykleiło się do jej policzków, jakby od potu.Bez trudu roz-poznał wyraz jej twarzy - strapiony i zatroskany, jak zawsze, kiedy niepo-koiły ją sny, których omal mu nie opowiedziała po przebudzeniu.Ten samwyraz twarzy, który wiele razy w środku nocy budził w nim ochotę, żeby jąprzytulić.- Co potem?- Byłem półprzytomny.Nie wiedziałem, co się dzieje.Ale przyklęk-nąłem przy łóżku, żeby zbadać jej puls.Nie żyła.- Niech pan mówi.- Poszedłem do pokoju Rosta, żeby sprawdzić, co z nim.Spał.- Ale mówił pan przecież, że słyszał pan krzyk.Marylin była brutalniebita.LRT - Rost miał to samo co ja: mógłby przespać prawie wszystko.- Dlaczego nie wezwał pan policji?- Usłyszałem jakiś hałas na parterze, zbiegłem więc na dół.Mordercawciąż był w naszym domu.Widziałem go przy drzwiach na patio.- Widział go pan?- Sylwetkę.- Jak wyglądała?- Jak sylwetka mężczyzny.- Tak, ale jaki on był?- Duży, jak ja.Miał tak bujne włosy, że sterczały niemal pionowo.- Co się stało potem?- Usłyszał mnie i rzucił się do ucieczki.Wybiegłem za nim na zewnątrzpo schodach na plażę.W końcu go dopadłem i zaszedłem mu drogę.Szar-paliśmy się.Wciąż nie doszedłem do siebie po tamtym uderzeniu.Byłociemno.Nie mogłem wyprowadzić celnego ciosu, jakbym próbował ude-rzyć kogoś, kto stoi w budce telefonicznej.Znów mnie znokautował.- Skąd pan wie?- Bo kiedy się ocknąłem, leżałem na plaży.Moja koszula zniknęła, anogi miałem w wodzie.- Jak długo pan tam leżał?- Nie wiem.Prawie świtało.- Podniósł się pan i przypomniał sobie, co się stało.-Tak.- Przypomniał pan sobie, że Marylin nie żyje.- Wiedziałem, że ją straciłem.- Niech mi pan powie, doktorze, jak najdokładniej pan potrafi, coprzemknęło panu wtedy przez myśl?Richard Eberling siedział w półciężarówce przy Huntington Park, ob-serwując dom Sheppardów.Pomyślał, że dobrze byłoby jakoś zdobyć aparat z długim obiektywem,bo mógłby wtedy oglądać Marylin w sytuacjach, gdy nie miała pojęcia, żektoś na nią patrzy.Robiłby też jej zdjęcia w oknie, na patio albo na plaży;pózniej mógłby je wywołać i pokazać jej, jaka jest piękna, ponieważ roz-mawiając z Marylin Sheppard, miało się wrażenie, że wcale nie docenia onawłasnej urody, co czyniło ją jeszcze piękniejszą [ Pobierz całość w formacie PDF ]