Home HomePS25 Pan Samochodzik i Skarby wikingow t.1 Niemirski ArkadiuszPS25 Pan Samochodzik i Skarby wikingow t.2 Niemirski Arkadiuszchmielewska Joanna SkarbyWybrane zagadnienia psychologi klinicznej Dr Wiesław Skrzynski (materiały)Kielar Wiesław anus mundiChmielewska Joanna Skarby SkarbyRoberts Nora Trzy Siostry [Siostry z klanu MacGregor] (2)Claudia B. Haake The State, Removal and Indigenous Peoples in the United States and Mexico, 1620 2000 (2007)L Warren Douglas The Veil of Years 2 Veil of TearsRaz w życiu Kelly Cathy
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W pół roku pózniej, mimo ostrych słów mego ojca, znowu nas odwiedził i ani słówkiem nie wspomniał o tamtym zajściu.Tylko, żeteraz mniej mi się podobał.Ot, śmieszna ocena podrostka.Był odziany zmiejska i nie posiadał broni.Jakże mnie rozczarował! Okazało się, że jestkierownikiem tartaku, do którego z głębi boru spławiano wielką rzeką pniedrzew i cięto je na deski, które zabierała kolej i wiozła na wschód.Mój ojciec bardzo się ucieszył tą wiadomością. Brawo, Mateuszu! Nareszcieuporządkujesz swe życie, najwyższa po temu pora".Stryj gościł u nas chyba ze dwa tygodnie, może nawet więcej, dokładnie niepamiętam.Na nowo go polubiłem i gdy odjeżdżał, płakałem z żalu.Ponury i zbuntowany tkwiłem w kąciku dumając o tym, czego przez czternaściedni się nasłuchałem.Wybaczyłem stryjowi miejski strój i brak strzelby.Jakże onpotrafił mówić! We dwójkę wymykaliśmy się z domu chyłkiem, ścieżką przezpole aż pod mały zagajnik, który rósł na granicy ziemi ojca, i tam, skryci wgąszczu, przenosiliśmy się w inny, daleki świat potężnych borów, spalonychsłońcem pustyń i pokrytych śniegiem gór.Gdy go zmęczyło opowiadanie,pokazywał, jak się tropi zwierzynę i jak odczytuje jej ślady.Rysował patykiemna piasku odciski łap niedzwiedzia, wilka, zająca, pumy, a następnego dniaegzaminował mnie ze znajomości tych tropów.Niekiedy uczył mniepodchodzić, czyli czołgać się bezszelestnie.Czyż można się dziwić, że gdy takie dwa tygodnie minęły jak błyskawica i nanowo pojawiła się codzienna nuda, swą rozpacz utopiłem w rzece łez.Po pewnym czasie jakoś zatarły się tamte wspomnienia.Wkroczyłem w szkolnelata z ich kłopotamiI sukcesami.Stryj jakoś nie dawał znaku życia.Zjawił się wreszcie, jak zwykleniespodziewanie, i tym razem znowu w odmienionej postaci.Nosił długie buty,bawełniane spodnie i kraciastą koszulę.Zawitał w środku jesieni.Znowugawędom nie było końca.Wynikało z nich, że rzucił posadę w tartaku.Powiadał, że mu się znudziło.Wobec tego udał się do Kanady, podpisałkontrakt z Kompanią Zatoki Hudsona i zajmował się przewozem towarów do faktorii.Lądem i wodą.Napomknął, że zabierze mnie kiedyś na taką wyprawęco natychmiast spowodowało ostry sprzeciw ojca i więcej o tej sprawie nie byłomowy.Staram się wiernie odtworzyć wszystko, o czym tam., tej nocy opowiadał Tom.Wizerunek jego stryja, jaki rysował się w tej opowieści, był interesujący, bezwzględu na to, czy jego postępowanie godne było naśladowania.Sporo takichwiecznych wędrowców żyło wśród nas, ich rodowód sięgał odległychpoczątków osadnictwa.Z nich pochodzili pierwsi tropiciele ścieżek, traperzy iposzukiwacze, odkrywcy dalekiego zachodu, budowniczowie pierwszychparowych statków.Wielu z nich znalazło się na kartach historii StanówZjednoczonych i Kanady, wielu osiągnęło liczące się w społeczeństwiestanowiska, zaczynając swe kariery od rąbania drzew lub zakładania łapek nabobry.Lecz olbrzymia większość nie zdobyła nic.Ich imiona, nazwiska,przezwiska utonęły w.masie podobnych nazwisk i przezwisk tysięcy pionierównowego życia na wielkich obszarach Północnej Ameryki.Do takich zaliczyłemstryja Toma.To, co usłyszałem w dalszej części opowiadania, umocniło mą opinię.Niespokojnym duchem był pan Mateusz.W domu rodziców Toma pojawiał siębez uprzedzenia, siedział dwa trzy tygodnie, niekiedy zaledwie kilka dni, poczym odchodził, nigdy nie mówiąc, dokąd się udaje.Chyba powrócił dotraperstwa, bo  jak dalej opowiadał Tom  którejś wiosny przywiózł dużypęk bobrowych skórek i ofiarował je bratowej i bratu, mimo że początkowowzdragali się przyjąć tak kosztowny dar.Stryj Mateusz zwrócił się do nich zprośbą, aby na trzy letnie miesiące powierzyli mu swego syna, a pokaże mu cośładniejszego od zaoranych pól lub łanów pszenicy monotonnie kołyszących sięna wietrze.Na to ojciec Toma oświadczył, ze Tom jeszcze jest zbyt młody natak męczącą wyprawę.Więcej na ten temat nie było już mowy.Aż donastępnego pojawienia się stryja Mateusza.Przywiózł swemu bratankowi strzelbę myśliwską, co spowodowało ostrą wymianę zdań między obu braćmi.Ale tym razem Mateusz nie obraził się i nieodjechał.Zajął się szkoleniem Toma w celnym strzelaniu.W braku innejzwierzyny ofiarą padły dzikie króliki.W rok pózniej stryj zabrał bratanka na dwumiesięczną wyprawę myśliwską wpuszcze Kanady.Chłopiec wrócił oczarowany dziką przyrodą i z dużą niechęciązasiadł na nowo w szkolnej ławce.Po półtora roku Tom odbył ze stryjemnastępną podróż, z której przyjechał jeszcze bardziej zachwycony niżpoprzednio.Odtąd marzył bezustannie o zawodzie trapera.Ukończył szkołę i zaczął pomagać ojcu.Nie zdradził swej niechęci do rolnictwa,cierpliwie czekając na przyjazd stryja Mateusza.Dopiero wówczas postanowiłodkryć karty.Ale stryj nie zjawił się.Minął rok, minął drugi.Tak nadszedł1885, a z nim krwawe powstanie Metysów w kanadyjskim okręguSaskatchewan, pod wodzą Ludwika Riela.Rebelia trwała kilka miesięcy, a wieści o niej przekroczyły kanadyjską granicę.Sprawa stała się głośna i w domu rodziców Toma niejeden raz o niej mówiono.Pózniej wszystko ucichło.Mocno spózniona informacja doniosła o ostatecznejklęsce Riela.Była to już zima 1885 roku.W grudniu, ku ogólnemu zaskoczeniu, zawitał stryj.Wyglądał jak szkielet. Ledwie go poznałem  opowiadał Tom. W podartej, brudnej odzieży,zarośnięty na twarzy, z dzikim błyskiem oczu.Przeraziłem się.Co się z nimdziało? Szybko, jak to się mówi, wyszło szydło z worka  Stryj brał udział wpowstaniu Metysów.Po stronie Riela! Gdy oświadczył o tym przy obiadowymstole, cała nasza czwórka przerwała posiłek i zamarła.Po chwili mój ojciecpodniósł się zza stołu i poszedł sprawdzić, czy drzwi od dworu zamkniętezostały na skobel.Wrócił ponury jak noc.,,Proszę cię, Mateuszu, nikomu o tym ani słowa.Okoliczni farmerzy solidarni sąz tymi z Kanady.Riela uważają za krwawego bandytę, a jego pomocników zazbójów wartych stryczka.A wy, chłopcy  zwrócił się do mnie i brata zapomnijcie o wszystkim, jeśli pragniecie stryja jeszcze oglądać". Czemuż to?"  zaczepnie zagadnął przybysz. Bo jeśli rozejdzie się wieść o twychwyczynach, będziesz musiał uciekać" [ Pobierz całość w formacie PDF ]