Home HomeAnne McCaffrey Cykl JeŸdŸcy smoków z Pern (07) Moreta Pani Smoków z PernMercedes Lackey Cykl Heroldowie z Valdemaru (05) Ostatni Mag Heroldów (2) Obietnica magiiLackey Mercedes Cykl Heroldowie z Valdemaru (15) Magiczne Wiatry (3) Wiatr furiiMargit Sandemo Cykl Saga o Królestwie Œwiatła (09) Sol z Ludzi LoduMargit Sandemo Cykl Saga o Ludziach Lodu (28) Lód i ogieńLackey Mercedes Cykl Heroldowie z Valdemaru (17) Magiczne Burze (2) BurzaMargit Sandemo Cykl Saga o czarnoksiężniku (01) Magiczne księgiPedersen Bente Cykl Raija 18 Posłaniec œmierciMedytacja teoria i praktyka A. Bednarz169
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kto? - rozległo się słabe pytanie.Ktoś, kto cię potrzebuje.Prawie udało mi się przy tym wykopyrtnąć.Co oferujesz?W pierwszym odruchu chciałem powiedzieć, żeby poszedł w cholerę: niemiałem głowy do targów.Długie życie, świeże mięso bez walki.I czasami okazję do zabiciaDragaerianina.W sumie całkiem atrakcyjna propozycja.Mellar prawie wywinął młyńca, co powinno być niemożliwe przy tak ciężkimrapierze i zdołał płazem trafić mnie w bok głowy.Cios był zbyt lekki, bypozbawić mnie przytomności, co z pewnością nie było jego winą, ale i takzobaczyłem gwiazdy.Jedyne, co mogłem zrobić, to desperacko zaatakować,celując w jego czoło.Zdołał przechwycić klingę ostrzem sztyletu, ale dało mi tochwilę wytchnienia i gwiazdy zniknęły.Odskoczyłem, nim jego rapier zadałkolejny cios.Przyszło mi do głowy, że nawet jeśli jhereg przyjmie moją ofertę, możeznajdować się zbyt daleko, by zdążyć.A czego oczekujesz?Mellar znów się uśmiechał - widział, że opuszczają mnie siły, i wiedział, żewygrał.Nie musiał nawet specjalnie się starać - wystarczyło zmuszać mnie dowysiłku i czekać.W przyszłości pomocy w eskapadach, przyjazni i rady.Teraz ratowania życia.Mellarowi drugi raz udało się trafić mnie płazem w głowę.Teraz mocniej -zadzwoniło mi w uszach i stwierdziłem, że zaczynam padać.Zobaczyłem, jakunosi sztylet, uśmiechając się szeroko, i.i odwraca się zaskoczony.A z boku skrzydlaty pocisk trafia go w twarz.Mellar cofnął się, machnął na oślep sztyletem.I chybił.Puściłem rapier i złapałem się najbliższego drzewa, by utrzymać równowagę.Powoli wyprostowałem się i rozejrzałem.Mellar zagonił mnie na skraj polany -jeszcze parę kroków i musiałbym się o coś potknąć albo oprzeć o drzewo.Mójprzeciwnik oganiał się oburącz od jherega atakującego z taką wprawą, jakby nicinnego w życiu nie robił.Przełożyłem sztylet do prawej ręki.Zrobiłem krok doprzodu i uwiesiłem się na jego lewym ramieniu, odwracając go równocześnietwarzą do siebie.Zobaczyłem w jego oczach panikę.Próbował ciąć mnierapierem, ale byłem za blisko.Jak na użycie rapiera.Bo jeśli chodzi o użycie noża, znajdowałem się widealnej odległości.Więc go użyłem.Wyprowadziłem cios w górę, wkładając w niego tyle umiejętności, ile siły.Ostrze trafiło go w lewe oko i aż do jelca pogrążyło się w czaszce, a konkretnie wmózgu.Nie było sposobu, by ktoś go teraz wskrzesił!Mellar zawył - długo, przeciągle i z rozpaczą.Ja zdolny byłem jedynie dozwalenia się na pysk.No, może niedokładnie - zdołałem przekręcić się, padając, i wylądować na158 plecach na jego ciele.Jedynym, co jeszcze pozostało w powietrzu, było jego leweramię.Zciskał sztylet Morgantich w dłoni.Obserwowałem je, nie będąc zdolnymdo czegokolwiek.Ramię powoli zaczęło opadać.opadało.i walnęło w ziemiętak, że sztylet wbił się w glebę obok mojego lewego ucha.Byłem świadom zawodu świadomości zamkniętej w ostrzu i przez jedenzwariowany moment nawet mu współczułem - okazja stracona, a tak niewielebrakowało.A potem usłyszałem zadomawiający się w moim umyśle głosik:Zgadzam się.Chyba dorobiłem się następnego pyskatego jherega.Nie do końca straciłem przytomność, choć także nie byłem w pełni świadom, cosię wokół dzieje.Pamiętam, że leżałem, czując się całkowicie bezradny, co mniezresztą niepomiernie wkurzało, i obserwując jherega pożywiającego siękawałkami Mellara.Mnie przez ten czas obwąchiwały rozmaite zwierzaki - sądzę,że jednym z nich była athyra, innych nie pamiętam.Za każdym razem jheregprzerywał posiłek i syczał ostrzegawczo.Pomagało.Jakiś czas pózniej - może z pół godziny - usłyszałem nagłe zamieszanie.Jhereguniósł łeb i syknął.No to też podniosłem głowę.Na polanie stali: Aliera zPathfinderem w dłoni, Kragar z rapierem i sztyletem w pogotowiu oraz Cawti znożem w garści i Loioshem na ramieniu.Okazało się, że mój nowy jhereg to samiczka - widząc bowiem Loiosha, syknęławyzywająco.U jheregów samice są stroną dominującą.U Jheregów nadal nie jestto kwestia rozstrzygnięta.Cawti i Aliera podbiegły do mnie, chowając broń.Aliera zabrała się dobadania i opatrywania mnie.Cawti, by jej nie przeszkadzać, siadła, położyłamoją głowę na kolanach i gładziła mnie po włosach.Prawdę mówiąc, nie bardzowiem, co mi pomogło bardziej, ale miło było robić za zródło takiegozainteresowania.Kragar sprawdził, czy oba trupy są i na pewno pozostaną trupami.Magowidopomógł nieco w osiągnięciu tego drugiego etapu, po czym zaczął przyglądać siępoczynaniom Aliery, nie mając nic innego do roboty.Loiosh podleciał do przedstawicielki swego gatunku i usiadł w pobliżu.Przyglądali się sobie długą chwilę.Aliera coś mówiła - zdaje się, że o sondzie Daymara, ale nie bardzo jejsłuchałem, więc nie dotarło to do mnie.Loiosh rozpostarł skrzydła i syknął.Panienka rozpostarła skrzydła szerzej isyknęła głośniej.Przez moment panowała cisza.Potem znów wymienili syknięcia.Spróbowałem skontaktować się z Loioshem, ale znalazłem tylko pustkę.Wpierwszej chwili sądziłem, że to wyczerpanie, ale potem stwierdziłem, że Loioshblokuje kontakt.Nigdy dotąd tego nie robił.Zrobiło mi się przykro.Nagle oba jheregi poderwały się w powietrze.Nie miałem siły, by śledzić ich lot,ale wiedziałem, co się dzieje.I zrobiło mi się jeszcze smutniej.Desperacja dodałami sił - skupiłem się i wysłałem jedną wiadomość, próbując przełamać jegoblokadę:Loiosh, wróć!159 Twarz Cawti zaczęła się rozpływać - najwyrazniej tak moje ciało, jak i umysłmiały dość podobnego wykorzystywania i postanowiły zmusić mnie doodpoczynku.Wszystko zaczęło przeradzać się w ciemność, z której dobiegłjednak znajomy głos.Szefie: pracowałem jak głupi przez pięć lat bez dnia wakacji.To może będęmiał wreszcie parę dni spokoju w miesiącu miodowym, co?!Zakończenie "Porażka prowadzi, do dojrzałości, dojrzałość zaś do sukcesu"Tym razem spotkanie odbyło się na moich warunkach.O tej porze "Blue Flame" było miejscem cichym, pustym i spokojnym.Wlokalu znajdowali się tylko kelnerzy, posługacz, zmywacz i trzech klientów, mnienie licząc.Wszystko to byli moi ludzie i każdy z nich miał za sobą co najmniejjedną "robotę".Tym razem siedziałem twarzą do drzwi, mając za plecamiwygodną ścianę.A na stole obok prawej dłoni leżał sobie dobrze wyważony nóżdo rzucania.%7łałowałem, że Loiosh jeszcze nie wrócił, ale nie chodziło o względybezpieczeństwa - tym razem graliśmy moimi kośćmi, według moich zasad.Agdzieś w pobliżu byli jeszcze Cawti i Kragar obserwujący przebieg wydarzeń.Mógł spróbować, czego chciał.Magii: w tym lokalu nikt nie miał prawa zapalićświeczki za jej pomocą, by Aliera o tym nie wiedziała, a jeśli coś jej się niespodoba.Wynająć zabójców? Jedynie Mario dawałby cień szansy, poza tym niewarto było się denerwować.W drzwiach pojawiła się znajoma postać, potem druga.Demon przyprowadził dwóch ochroniarzy.Zatrzymali się w progu i rozejrzeli [ Pobierz całość w formacie PDF ]