Home HomeAronson Elliot Psychologia Społeczna. Serce i Umysł (3)Baldacci DavChristian Cameron [Tyrant 02] Storm of Arrows (v5.0) (epub) iRoberts Nora Księżyc nad Karolinąvademecum maturzysty jć™zyk polskikodeks+handlowyEssig Terry Pierscionek z plastikuAnne Rice Królowa potępionychGwiazdy na ziemi Barbara GordonLudlum Robert Trylogia 2. Krucjata Bourne'a
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Jak pan wcześniej zauważył, grałam już dla pana.- Pięć lat temu.- I na balu przed kilkoma dniami.- W oktecie.Chcę usłyszeć, jak pani gra solo.Grace skrzywiła się z ironią.- Żaden ze mnie wirtuoz.- Wolałbym to sam osądzić.- Wstał i podał jej rękę.- Pro-szę zagrać dla mnie mój Koncert skrzypcowy nr 10.- Co? - Koniec z droczeniem się.Mówił teraz poważnie.Grace przerażona potrząsnęła głową.- Nie, nie.Och, nie.- Dlaczego nie? Przecież przyjaciele grywają dla siebie.Przygryzła wargę i spuściła wzrok na jego wyciągniętądłoń.Rozpaczliwie szukała jakiejś wymówki.- Nie mogę zagrać skrzypcowego koncertu.Nie ma orkie-stry, która by mi akompaniowała.- Będę pani akompaniował na fortepianie - powiedział,odpierając ten marny argument.Grace zaczęła wpadać w panikę.Nie chciała przed nimgrać.Przecież to jest Dylan Moore, a nie pierwsza lepsza pa-ni domu, która wydaje przyjęcie i potrzebuje muzykantów.Nikt jej nigdy nie proponował występu solo.Sama nawetczegoś takiego nie pragnęła.- Nie, proszę, wolałabym nie.Będzie dużo lepiej, jeżeli to pan zagra, a ja posłucham.O wiele lepiej, o wiele przyjem-niej dla nas obojga.Dylan potrząsnął głową bez uśmiechu, wciąż podając jejdłoń.- Grace, nie zamierzam pani przesłuchiwać.- Nigdy nie występowałam jako solistka.A jak wtedy dlapana zagrałam, moim jedynym celem było powstrzymaniepana przed.- Urwała, a potem dokończyła: - Wie pan, o co mi chodzi.Nie myślałam o muzyce.Po prostu chwyciłam zaskrzypce i zaczęłam grać.- Więc proszę tak teraz zrobić.Nie chciała próbować.Czuła się niesłychanie skrępowana120na samą myśl, że miałaby dla niego grać.Muzyka Moore'abyła piękna i skomplikowana, a jej brakowało umiejętności, by oddać tym kompozycjom sprawiedliwość.- Nie będę się śmiał - obiecał - jeżeli tego się pani obawia.I nie podejdę do pani wykonania krytycznie.Nie sprzeciwiała się dłużej, kiedy ujął jej dłoń i pomógłsię podnieść.I chociaż ociągała się po drodze do pokoju muzycznego, pozwoliła, by wysłał lokaja po futerał Ze skrzypcami.Chciała poprosić Dylana o partyturę, ale soliści nie powinni potrzebować nut.Wzięła instrument i stanęła obokMoore'a, który usiadł przy fortepianie.- Nie spodoba się panu - uprzedziła.- Nieważne, co mnie się podoba.Jest pani solistką.To pa-ni rządzi.A teraz proszę grać.Zaczął, a ona razem z nim.Ułatwił jej zadanie, nie odcho-dząc od zapisu, jaki pierwotnie opublikował, dając swobodę, by robiła z partią skrzypcową, co zechce.Grała z całym sku-pieniem, na jakie ją było stać, pewna, że bez nut zapomni po drodze jakiegoś fragmentu albo dwóch i je opuści.W każdej kadencji wirtuozowskiej wykorzystywała to, co napisałMoore, i dodawała wariacje innych solistów.Gdyby była wirtuozem, sama by je improwizowała podczas gry, ale nie potra-fiła, nie wtedy, kiedy on słuchał.Jakoś sobie jednak radziła.Wreszcie na koniec mogła już tylko odetchnąć z ulgąi czekać, aż Moore coś powie.Obiecał, że nie będzie sięz niej śmiał ani nie zmiesza jej z błotem, więc wszystkie je-go słowa będą miłe i mdłe, i całkowicie nieszczere,- Grace, czemu się pani właściwie tak opierała? Gra panipięknie.Chociaż nie zaszkodziłoby pani nieco więcej wiary W siebie.- Dziękuję panu - szepnęła, niepewnie przestępując z no-gi na nogę - na pewno jednak zauważył pan, jak się zapoży-czałam przy każdej kadencji.- Ale w każdym zapożyczeniu improwizowała pani.- Żeby sobie ułatwić!Dylan z niedowierzaniem potrząsnął głową.- Proszę jeszcze raz zagrać kadencję do części pierwszej.121Posłuchała.Moore przerwał jej w połowie.- Dokładnie tu! - powiedział.- Oto przykład.Improwizo-wała pani na podstawie wersji Paganiniego.Zagrała paniw środku ten krótki tryl, a tryle daje się na ogół tylko na koniec.To, co pani zrobiła, było piękne i dokładnie takie, jak trzeba.Zachwycony jestem trylem w tym miejscu.Grace głęboko odetchnęła.- Nie musi mi pan kłamać [ Pobierz całość w formacie PDF ]