Home HomeLee Goldberg Detektyw Monk 03 Detektyw Monk i strajk policjiprogram%252Bzaj%2525C4%252599%2525C4%252587%25252C%252Bbibliografia%25252C%252Bwyk%2525C5%252582ad%252B01 03Martin Kat Serce 03 Mężne serceŁajkowska Anna Wrzosowisko 03 Cienie na wrzosowiskuMarlowe Mia Dotyk 03 Dotyk oszustaS303Coulter Catherine Gwiazda 03 Gwiazda z nefrytuKagawa Julie Iron Fey 03 Iron QueenRobbins Harold Handlarze snów 03 Spadkobiercy Krainy SnówWeis Margaret, Hickman Tracy Kroniki Smoczej Lancy 03 Smoki wiosennego œwituJessica Brody 52 powody dla ktorych nienawidze ojca
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Przecież nie będą tu bezpieczni, to pierwsze miejsce, gdzie.- urwała.- Będą, jeśli Gundhalinu zostanie ostrzeżony.Pójdziesz do niego  do Moon? Przekaż imwiadomość, jaką dostałem od Kirarda Seta.opowiedz wszystko, co o nim wiesz  powiedziałSparks z goryczą.- Potem o całej reszcie, dokąd polecieliśmy.Powiedz im, żeby się przygotowalina obronienie nas wszystkich, gdy tylko wrócimy.Gundhalinu będzie wiedział, co ma robić.Dajmu to.- wręczył jej wisiorek Reede a.- I taśmę? - mruknęła, biorąc wisiorek.Opuścił wzrok.- Sama zdecyduj  powiedział wreszcie.- To także ich córka.- Co? - Popatrzyła na niego; zobaczył, jak mija jej zaskoczenie.- Och  powiedziała.Popatrzył na Niburu i Ananke.- Co z wodą śmierci? - zapytał Kedalion.- Co się stanie, gdy jej zabraknie?- Wezmiemy próbkę.Zabierzemy dużo.Musi być jakiś sposób na zachowanie ich przy życiu,dopóki tu nie trafią; znajdziemy go.Jeśli zdołamy się tam dostać i uciec z nimi, będziemymieli wszystko, co konieczne, by zachować wolność i życie.Chcecie spróbować? Popatrzyli nasiebie.W końcu Niburu kiwnął głową, potem Ananke.- Zabierzemy pana na Ondinee  powiedział Kedalion.A potem.- Wzruszył ramionami.-Zobaczymy.Wyruszamy jutro.- Spojrzał na Tor, w jego oczach zjawiła się nagle melancholia.Westchnął.Sparks kiwnął głową.- Będę czekał tam, gdzie wskażecie.- Tor? - zapytał Ananke z wahaniem, Tor oderwała wzrok od Niburu, spojrzała na niego.-Przetrzymaj dla mnie quolla.dopóki nie wrócę  dopowiedział z roztargnieniem.- Wiesz, co onelubią.- Zaczął zdejmować smycz przyczepioną do ramienia.Tor przyglądała się mu.- Dobra  mruknęła.- Jasne.Zajmę się nim dla ciebie.aż wrócisz.Aż wszyscy wrócicie.- Spojrzała znowu na Niburu, jej uśmiech nie zawierał nic oprócz smutku.Wzięła quolla na ręce, ciągle zaciskając w garści wisiorek.Wysunęła się z loży, opuściła ich, nicwięcej nie dodając.TIAMAT: Krwawnik- Ojcze wszystkich mych przodków! BZ, nie możesz tego zrobić.Nie możesz przedłużyćnowego zakazu polowań na mery.To polityczne samobójstwo! Gundhalinu tym razem uniósł wzrok, wstał z miejsca, zostawiając za sobą osłonę komputera ruszył do drzwi.Zatrzymał się naśrodku gabinetu, stanął twarzą w twarz zkomendantem Policji.- Vhanu, nie mam wyboru.- Urząd Sędziego się wścieka.Centralny Komitet żąda.- Wiem, czego żąda  przerwał spokojnie.- Zostaniemy zastąpieni przez innych.Cały rząd, jak cię już ostrzegałem.- Vhanu wzdenerwowaniu machał rękoma.- A choćby nawet.- Czemu to robisz? - Domagał się wyjaśnień.- Nie rozumiem!- Jak powiedziałem innym  mery wędrują w kierunku miasta.Pchają się w ten sposób namw ręce.Dopóki nie dowiem się, dlaczego tak postępują, nie będzie polowań.- Ruszył w stronędrzwi.- Pytałem dlaczego, BZ  Vhanu przeszedł z tiamatańskiego na sandhi.- Dlaczego? Niejesteś tym samym człowiekiem, z którym tu przybyłem.Co to miejsce z tobą zrobiło? Zachowujeszsię jak szaleniec.- złapał go za ramię.- Nie mam wyboru  powtórzył, nie patrząc mu w oczy.- Proszę cię, NR, mów do mnie potiamatańsku.Już przedtem cię prosiłem, żebyś o tym pamiętał.- Wyzwolił ramię z uchwytu Vhanui przeszedł gabinet.- Co chcesz zrobić? - zapytał komendant, gdy Gundhalinu otworzył drzwi.- Mam do załatwienia sprawy osobiste.- Usłyszał chłód we własnym głosie, mówiąc tesłowa, nie czuł nic, jakby wreszcie wypalił się w nim cały żar gniewu, zdenerwowania i nadziei,pozostawiając go zamrożonego na śmierć.Opuścił gabinet nawet bez żalu.Schodził Ulicą do środka Labiryntu, widział jego puste ongiś sklepy wypełnione towaramimiejscowymi i sprowadzanymi, uliczki lśniące świeżą farbą.Nie wyglądały jeszcze tak jak w jegomłodości, gdy wypełniały je kolorowe światła i flagi, muzyka i chodnikowi artyści, gdy na każdymrogu mieściło się kasyno  nigdy nie kończąca się uczta dla zmysłów.Wówczas, kiedy to podróżemiędzygwiezdne Hegemonii zależały od Czarnych Wrót, ich mała odległość od Tiamat czyniła zKrwawnika gospodę na rozstajach dróg [ Pobierz całość w formacie PDF ]