Home HomeMortka Marcin Karaibska krucjata 01 Płonacy Union JackPrzybyłek Marcin Gamedec 04 Zabaweczki, sztormChwila przed zmierzchem Marcin KydrynskiBruczkowski Marcin Singapur czwarta ranoMarcin Wilkowski Wprowadzenie do historii cyfrowejMarciniak Barbara Œwietlana rodzinaMiędzy wariatami Marcin MellerWolski Marcin Nieprawe łoże (Trident)Według œw Malachiasza Wolski MarcinMarcin Wolski Ciemna strona lustra (3)
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Có\ zwojujemy, jeśli przywódcy są zdrajcami, a cały ruch odrodzenia Amirandyprzebiega pod kontrolą zauszników uzurpatora?- Ty jednak nie zdradziłaś - przekonywałem.- Ja nie! Ale.- A prosty lud? Młodzi rycerze gotowi na śmierć? To wyłącznie tajni agenci?- No nie.- Zatem zaufaj Księciu i czekaj na jego powrót.Zobaczysz, jak sprawy potoczą się naWielkim Zgromadzeniu.To, \e znamy zdrajcę, a on nie wie o nas, daje nam niebywałąprzewagę.- Myślisz?- Przecie\ zgromadzenie nie będzie składać się z samych Lenflingów.Wygramy.Ziarno samo oddzieli się od plew.- Ale oni nas szukają.Są przekonani, \e w lochu szczury po\arły jakąś staruchę i wyrostka, a my jesteśmy na wolności.- Zróbmy wszystko, \eby nas nie znalezli.Przez te kilka dni tylko raz wychyliłem nos z kryjówki, gdy podniecony Till przyniósłmi wiadomość o kazni, jaka miała odbyć się na Wzgórku Katowskim, dosłownie kilkadziesiątkroków od chatki Jagienki.Nie mogłem sobie odmówić tego widowiska.Nało\yłem kostium\ebraka i wdrapałem się na dach starych term, skąd miałem wyborny widok na pagórekpoło\ony między ło\yskami dwóch wyschłych strumieni, zwanych potokami łez.Nieodprawiano tu wielkich kazni politycznych - tracono raczej mniejszych łotrów,drugorzędnych konspiratorów, bez wielkiej oprawy dzwonów i księ\y.Tylko na publicznośćzawsze mo\na było liczyć.Cisnęła się na uliczkach, obsiadała szczelnie dachy, rachitycznedrzewka, a nawet mikroskopijne gzymsy na zamkowym urwisku.Tego dnia egzekucja przebiegała wyjątkowo sprawnie.Konie nale\ały do rasy silnychrurytańskich perszeronów, bez trudu dzwigających na grzbiecie prymitywną armatę czyrycerza w pełnej zbroi.Skazaniec te\ został uprzednio spreparowany: gdy wyprowadzono goz lochu, stru\ki krwi spływające po rękach i nogach wskazywały miejsca, gdzie nacięto mumięśnie.- Doigrałeś się, Antonio - parsknął Till, wychylający się z mego \ebraczego węzełka.Rzeczywiście skazańcem był Antonio czy raczej to, co zostało ze sprytnego \onglera.Widocznie musiał umrzeć, bo zawiódł oczekiwania zleceniodawców.Na mękach zapewnewymuszono zeń zeznanie, \e sfuszerował robotę, w miejsce prawdziwego Anzelma podstawiłkogoś innego i zakopał ciała ofiar, \eby uniemo\liwić identyfikację.Wyobra\ałem sobie, jakodwoływał wcześniejsze zeznania, zaprzeczał, przysięgał.Ale czym\e były zeznaniadwulicowego cyrkowca wobec słów Lenflinga, któremu Reiner ufał jak bratu? (Co prawdaswojego brata ju\ trzy lata temu zakopał \ywcem w kopcu czerwonych mrówek).Zaprzęgnięto konie.Strzeliły baty i po chwili w cztery strony świata rozerwano to, cobyło kiedyś Tonim śonglerem.- W cyrku miałby za ten numer skandowane brawa, a publika za\ądałaby bisu! -skomentował krasnal.W trakcie egzekucji wysoko na zamku otworzyło się okienko.Dotąd górazachowywała wobec ceremonii kamienną obojętność.Dystans był znaczny, ale przysiągłbym,\e w okienku pojawiły się trzy twarze.Regent, Prefekt, Lenfling?Równocześnie wśród osób znoszących chrust, na którym zamierzano spalić ponowniezebrane cztery ćwiartki Antonia, jedna z postaci zdała mi się znajoma.Tragarz drewna.Poruszał się zwinnie, szybko, zdradzając zamiłowanie do swej pracy.W pewnej chwili odwrócił twarz.Nie mógł mnie zobaczyć, stałem pod słońce.Ale ja poznałem doskonale teoczy i katastrofalną jamę gębową.Fritz? Tutaj? Czy\by to on był tym  Tragarzem , którywedle słów Lenflinga mógł mnie zidentyfikować w ciemnicy? Tylko co łączyło przemytnikaz ekipą Reinera? I jak przedostał się do alternatywnej rzeczywistości bez  kuleczki ?Resztę dni spędziłem w ukryciu, pełen najgorszych przeczuć.Czy HSP zdą\y wrócić na czas? A jeśli nawet zdą\y, to czy zdoła zmienić tragicznybieg wydarzeń w Oldix, odnotowanych w kronikach? Jednak profesor się nie zjawił.*Zamek w Oldix ma kształt sześciokątnej bryły z pięcioma wie\ami.Szósta, niedokończona, wystaje ze swego naro\nika jak kikut czy raczej wzniesiony w górę dzióbindora.Stąd zresztą jej nazwa: Baszta Indora.W jej przyziemiu wydzielono Izbę Skrybów.Obrady miały się odbywać po przeciwległej stronie dziedzińca, w Wielkim Kapitularzu obokświątyni.W sąsiednim skrzydle - zajętym przez refektarz - szykowano bankiet dla bliskotrzystu mo\nych stanowiących elitę Amirandy, jej przyszłość i nadzieję.Zgromadziła się tuśmietanka narodu, zró\nicowana pod ka\dym względem - obok magnatów światowców,kształconych na zagranicznych uczelniach, przybyli niedzwiedziowaci prowincjusze,wyrwani z mateczników na rubie\ach, i monstrualnie bogaci właściciele setek wsi idziesiątków miast [ Pobierz całość w formacie PDF ]