Home HomeWord Studies in the New Testament Vol 3 & 4 (Marvin R Vincent)PS16 Nienacki Zbigniew Pan Samochodzik i Testament Rycerza JedrzejaZbigniew Nienacki Pan Samochodzik i testament rycerza JędrzejaCourths Mahler Jadwiga Testament starego dziwakaStarowieyski Marek ks Apokryfy Nowego TestamentuApokryfy Nowego Testamentu, Ew. FilipaLeszek Jańczuk Wstęp do Nowego TestamentuJohn Dalmas Lizard War 02 The Helverti InvasionMargit Sandemo Cykl Saga o Królestwie ÂŚwiatła (02) Móri i Ludzie LoduKeri Arthur Zew nocy 02 Całując grzech(2)
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dlatego wciąż wierzył w zwycięstwo i okazywał to.Nie na pokazprzed dowódcami, ale głęboko w swojej jazni.Myślał nawet, że ta misja, eskortowanieniezwykłego ładunku, była częścią tego ostatecznego zwycięstwa.Co wiezli w dwóchsamochodach pancernych? Nie wierzył w plotki, że było to złoto.Może jakaś broń o niezwykłejsile, o czym Fuhrer często wspominał?Ciężarówka zatrzęsła się na jakimś większym wyboju.Jechali za szybko, ale widocznie Walterchciał jak najszybciej przebyć niebezpieczny odcinek.Minęli Saint Brice, miasteczko nad rzeką, sprawiające wrażenie wymarłego, gdyż na ulicach niebyło nikogo, a okiennice wszystkich domów były zamknięte.Odjeżdżali coraz dalej odniebezpiecznego Foret de Brigueil, z obozującymi tam partyzantami.Było już pewne, że stamtądwrogowie nie zapuściliby się tak daleko, zwłaszcza że kolumna samochodów jechała przez pola,gdzie na obydwie strony rozciągał się dobry widok.Nie należało się spodziewać, że partyzanciuderzą na otwartym terenie.Woleli urządzać zasadzki w lesie albo w którejś ze wsi, gdzie domydawałyby im osłonę przed pociskami z niemieckich karabinów maszynowych, a za pomocą butelekzapalających mogliby zaatakować przejeżdżające pod oknami pojazdy pancerne.Saint-Victurien,kolejne miasto na trasie ich przemarszu, było równie ciemne i wymarłe.Chrzęst gąsienic SD Kfz251 odbijał się od kamiennych ścian domów, warkot ciężarówek niósł się pustymi ulicami, ale wżadnym oknie nie zapaliło się światło.Droga skręcała na północ.Vogt odchylił plandekę, aby spojrzeć na okolicę jasno oświetloną promieniami księżyca.Pola,daleko jak okiem sięgnąć, lśniły od rosy133odbijającej srebrne światło.Gdzieniegdzie unosiły się pasemka siwej mgły.Oparł się wygodnie, jaktylko było to możliwe, aby przyglądać się widokowi, który wydawał mu się piękny.Pomyślał, że powojnie Jj przyjedzie tutaj ze swoją dziewczyną i zatrzymają się w jakimś ma-B łym hoteliku zoknami z żaluzjowymi okiennicami.Podobało mu się"! we Francji.Strzał zabrzmiał, jakby odgłos pochodził gdzieś spod maski samochodu.Pojedynczy, cichy.Potemzapadła cisza i nagle rozpoczęła się kanonada.Pociski padały z lewej strony drogi.Zrazu niecelne.Szły gdzieś wysoko, dziurawiły sufit ich ciężarówki.Przesunął zamek schmeissera, wprowadzając nabój do komory,.i rzucił się do tyłu, gdzie klapaskrzyni opadła i pozostali esesmani | zeskakiwali już na ziemię.Trzech pierwszych osunęło siębezwładnie I skoszonych serią z karabinu maszynowego.Vogt poślizgnął się na kałuży krwi, jaka wypływała z rozciętej tętnicy leżącego, i upadł obok niego, czując, jak krew tamtego pryska mu na twarz.Przetarł dłonią oczy i przewrócił się na bok.Wybuchrozświetlił noc.Citroen Waltera, pod którym eksplodowała mina lub granat, stanął w płomieniach.Vogt nie dostrzegł, czy wewnątrz byli ludzie.Pociski padały zewsząd, a oni, w świetle płonącejbenzyny, byli widoczni jak na dłoni.Nie widzieli wrogów, więc strzelali na oślep, nie trafiającżadnego z napastników, którzy, dobrze wyćwiczeni, wiedząc, że wróg może łatwo lokalizować ichstanowiska bojowe po ognikach wystrzałów, szybko zmieniali miejsca.Tym bardziej wydawało się,że jest ich dużo więcej.Słyszał huk silnika samochodu pancernego, który mając drogę zatarasowaną płonącym wrakiemcitroena, nie zdecydował się sta- | ranować go, lecz zaczął się wycofywać.Kilka granatów poleciało1 w jego stronę, ale odbiły się od pancerza i eksplodowały zbyt daleko, I aby wyrządzić szkodę.iTo wszystko trwało kilka minut, ale Vogtowi wydawało się, że I walczą już od dawna.Strzelał naoślep tak zapamiętale, że wkrótce w parcianej ładownicy zabrakło magazynków.Sięgnął doładownicy zabitego.Ogień partyzantów nasilał się.I134 __________________________________________________rNa pancerzu pierwszego transportera kule krzesały iskry, jakby ten pojazd stał się głównym celem.Ustawił się już w poprzek drogi, gdy w płomieniach dopalającego się citroena Vogt zobaczyłciemną sylwetkę, biegnącą w stronę transportera.Podniósł schmeissera i nacisnął spust.Cel byłdobrze widoczny i seria ścięła biegnącego w pół kroku.Zwalił się na ziemię, unosząc rękę.Kilkasekund pózniej z boku drogi oderwała się następna postać.Podbiegła do leżącego i wyjęła coś zjego uniesionej ręki.Vogt ponownie nacisnął spust.Usłyszał, jak iglica uderza w spłonkę naboju,który nie wystrzelił.Odchylił się i pociągnął za zamek, przeładowując broń.Ta krótka chwilawystarczyła, aby partyzant dobiegł do transportera i wcisnął ładunek wybuchowy w gąsienice.Niezdążył odbiec, gdy trafiły go kule, ale po chwili jasny wybuch rozerwał mrok i transporter zakręciłsię na jezdni, wlokąc za sobą spadającą gąsienicę.W tym samym momencie potężny wybuch benzyny z beczek na ciężarówce przyniósł falę gorąca,która odrzuciła Vogta z miejsca, w którym leżał.Uniósł się na łokciach i szybko odpychającnogami, zaczął czołgać się w stronę rowu.Widział, jak ogień przenosi się na drugą ciężarówkę, naktórej zaczęła eksplodować amunicja.Był już blisko rowu, więc podniósł się, aby jednym skokiemdopaść do miejsca, które mogło dać mu osłonę przed pociskami padającymi jak rzęsisty deszcz.Partyzanci musieli mieć dwa ciężkie karabiny maszynowe, gdyż widział, jak pociski krzeszą iskryna bruku drogi i podrywają się w powietrze ze strasznym świstem.Odbił się i w tym momencie palący ból przeszył mu udo nogi, na którą przeniósł ciężar skoku.Zachwiał się i runął w dół, czując, że upada na leżącego tam żołnierza.Musiał stracić na krótkoprzytomność, bo gdy się ocknął, wokół było cicho.Słyszał huk ognia dopalających się samochodówi motocykli i głosy francuskich partyzantów.Szli drogą, sprawdzając, kto przeżył.Od czasu doczasu strzelali.Pomyślał, że dobijają rannych.Kroki zbliżały się.Zamknął oczy i wstrzymał oddech.Ktoś pochylał się nad nim.To byłanajdłuższa chwila w jego życiu.Jak oczekiwanie na przeszywający ból, który miał zakończyć jegoświadomość [ Pobierz całość w formacie PDF ]