Home HomeGwiezdne Wojny 052 X WINGI Zelazna pieisc Aaron Allston 2Dębski Rafał Komisarz Wroński 02 Żelazne kamienie056. Aaron Allston X Wingi VI Żelazna PięœćRoger Manvell & Fraenkel Heinrich Goring(2)Żelazna ręka Marsa Lindsey DavisRoger Manvell & Fraenkel Heinrich Goring(4)Roger Manvell & Fraenkel Heinrich Goring(1)Pinol Albert SĂĄnchez Chłodny dotykDeep Kiss of Winter (Tempt Me Eternally) Gena ShowalterPratchett Terry & Baxter Stephen Długa Ziemia #1 Długa Ziemia
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Podszedł bliżej, by raz jeszcze spojrzeć na białe, żółte i czarne wizerunki:ludzie ze wzniesionymi ramionami, garbaty łucznik, koła, koła i jeszcze więcej kół.I zwierzęta.A tam, wysoko nad półką po lewej stronie, było dzieło wyłącznie Navajo,93 najbardziej dla niego interesujące.Kawalkada Hiszpanów, konnych, w pelerynachi kapeluszach o płaskich rondach, z karabinami; dwaj z nich strzelali do Indianina.Uważano, że malowidło przedstawia żołnierzy porucznika Antonio Narbony, którywalczył z Navajo pod Grotą Masakry w roku 1805.Poniżej, u podstawy urwiska, byliinni jezdzcy i amerykański kawalerzysta z 1860.Zdawali się poruszać, gdy patrzył.Przetarł oczy.Naprawdę się ruszali.I miał wrażenie, że słyszy strzały.Postacie byłytrójwymiarowe, pełne, jadące przez piaszczyste pustkowie. Zawsze na nas, co?  zwrócił się do nich i świata jako całości.Usłyszał hiszpańskie przekleństwa.Kiedy spuścił wzrok, by spojrzeć na drugąpostać, dobiegł go głos trąbki grającej do szarży.Wysokie skalne ściany rozpłynęłysię i ucichł wzburzony potok.Widział teraz zupełnie inny krajobraz  posępny, nagii straszliwie jasny.Podniósł głowę; słońce płonęło niemal czystą bielą.Część jegoświadomości stanęła z boku zastanawiając się, jak to możliwe.Ale reszta była całkowiciezaangażowana w wizję.Patrzył jak jadą przez pustynię i zdawało mu się, że słyszy głos bębna.Tempo uderzeńwciąż wzrastało.Wreszcie, gdy osiągnęło prawie szaleńczy rytm, piasek przed czołowymjezdzcem wytrysnął jak fontanna.Wielki, przejrzysty, trójkątny kształt wzniósł sięw górę i pochylił, by gładkimi, błoniastymi skrzydłami nakryć konia i człowieka.Więcejich wystrzeliło wzdłuż kolumny; strząsały piasek płynący żółtymi chmurami, opadałyna jezdzców i ich wierzchowce, ściągały ich w dół i sadowiły się jako drżące, lśniące,podobne do głazów wypukłości na nagiej równinie.Nawet kawalerzystę wznoszącegoszablę przy muzyce trąbki i bębna spotkał podobny los.Naturalnie.Jakiego losu można oczekiwać po spotkaniu z krelem, nie mówiąc już o całymstadzie? Szybko zrezygnował z pomysłu, by schwytać jednego dla Instytutu.Dwabliskie spotkania i zdecydował, że są zbyt, diabli nadali, niebezpieczne.Planeta Kotawyhodowała parę naprawdę groznych stworzeń.Kot.O wilku mowa.Oto Kot, biegnący przez równinę, wcielenie zwinności i siły.I znów, w fontannie piasku, podniósł się krel.Kot odskoczył, stanął na tylnych łapach,przednie wydłużyły się, cięły pazurami.Zwarcie; Kot walczył, by się wycofać.Z pojedynczym uderzeniem bębna cała scena zniknęła.Znów patrzył naantropomorficzne figury, konie i wielką Stojącą Krowę.Za plecami słyszał szum wody.Dziwne, ale przez lata widział dziwniejsze rzeczy.I zawsze wierzył, że jakaś mocżyje w dawnych ruinach.Ta jej manifestacja dodała mu otuchy, więc uznał ją za dobryznak.W podziękowaniu za wizję odśpiewał krótką pieśń i ruszył w dalszą drogę.Cieniepoczerniały wyraznie, a ściany były jeszcze wyższe; przez długi czas miał wrażenie, żewidzi je przez tęczową mgiełkę.Powrót.Część jazni wciąż stała z boku, lecz była mniejsza i bardziej oddalona.%7łyciepomiędzy dzieciństwem i chwilą obecną nabrało pozorów snu, migotliwego złudzenia;nie dostrzegł, kiedy to się stało.Zaczął sobie przypominać rzadko używane nazwy,o których sądził, że dawno już je zapomniał.Po prawej stronie deszcz padał corazmocniej, on jednak wciąż był osłonięty ścianą kanionu.Jakiś promień światła zdawałsię przez chwilę ukazywać biegnącą przed nim czerwonawą ścieżkę. Krel, krel  śpiewał idąc.Nie wiedział, dlaczego.Uwolnić Kota, by zabiłStrageankę, znalezć krela, by zabił Kota.Co potem? Parsknął śmiechem.Dziwaczna94 wizja nie pokazała odpowiedzi.Umysł robił sztuczki z kształtami otaczających go skał.Indianie z równin bardziej czcili Skalny Lud, niż jego rodacy.Teraz jednak dostrzegałniemal czyjąś obecność w kamiennych formach.Jak się nazywał ten filozof bellicano,którego tak lubił? Spinoza.Tak.Wszystko żyje i wszystko się łączy, cała natura.Bardzoindiański. Hah la tse kis!  zawołał, a echo powtórzyło krzyk.Zygzak błyskawicy zatańczył nad krawędzią urwiska, a kiedy zgasł, Billy spostrzegł,że nadchodzi noc.Przyspieszył kroku.Dobrze byłoby minąć kanion Wielu Czereśninim zapadnie ciemność.Teren opadał gwałtownie.Badając drogę kijem Billy przeszedł przez rozlewisko.Zanim ruszył dalej, oczyścił buty.Przesunął dłonią po powierzchni skały, wyczuwającjej wilgotną gładz i nierówności.Potem oblizał kciuk i raz jeszcze spojrzał pomiędzycienie.Chwile napływały i znikały jak ciemne fale wśród głazów; szedł dalej; na wpółrozpoznawane obrazy budziły ciągi skojarzeń, rasowych i osobistych.Zdawało się żeglować ku niemu z otaczającej ciemności, dziób wycinał klin w liniijego spojrzenia.To wypiętrzenie przed nim było jak Shiprock w miniaturze.Kiedy sięzbliżył, urosło, wypełniając myśli.Powracał w przeszłość.Niebo nad głową znów było jak niebieskie szkło.Wiatr zimnyi porywisty, skały szorstkie, podejście coraz bardziej strome.Wkrótce trzeba będzie sięzwiązać.Zbliżali się do prawie pionowej ściany.Spojrzał przez ramię.Wspinała się pewnie.Miała zarumienioną twarz.Była dobrąalpinistką, weszła na wiele szczytów.Ten jednak był czymś wyjątkowym, zakazanąpróbą. Dureń!  mruknął zaciskając zęby.Wchodzili na tse ba dahi, skałę ze skrzydłami.Biali ludzie nazywali ją Shiprock.Miała7178 stóp wysokości i została zdobyta tylko raz, prawie dwieście lat temu.Wielu zginęłopodczas wspinaczki.To miejsce było święte, a wejście na szczyt zakazane.A Dora lubiła wspinaczkę.Fakt, nie proponowała tego wejścia, ale poszła wraz z nim.Tak, to jego pomysł, nie jej.Oczyma wyobrazni widział ich maleńkie postacie na ścianie,wchodzące wyżej, podciągające się, wchodzące.Jego pomysł.Powiedz mu, dlaczego.Powiedz Hastehoganowi, bogu nocy, dlaczego [ Pobierz całość w formacie PDF ]