Home HomeKraszewski Józef Ignacy Dwie Królowe czasy BonyAdrian G. Gilbert Magowie. Trzej królowie nauczycielami JezusaAthans Philip Wojna Pajęczej Królowej 05 UnicestwienieCh. Feehan 13 częœć MROKU DARK DESTINY CAŁOŒĆSmith Lisa Jane Wizje w mroku 01 Tajemnicza MocRice Anne Kroniki wampirze 3 Królowa potępionychtmp 6156 Philippa Gregory Dwie Królowe849332973Martin, Gail Z. Polegli królowie 02 StraszniMaggie Stiefvater Lament #1 Intryga Królowej ElfówSerge Kahili King Natychmiastowe uzdrawianie
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rozespany Novindyjczyk zginął, zanim pomyślał o sięgnięciu po miecz.Inny padł, nim zdążył się odwrócić, trzeci zaś znieruchomiał, gapiąc się na Erika z bezbrzeżnym zdumieniem.- Są za nami! - ryknął wreszcie.Erik trzasnął go w łeb płazem miecza i przeciwnik runął na ziemię, wrzeszcząc przeraźliwie, czemu wtórował keshański okrzyk wojenny Natombiego i ogłuszający, mrożący krew w żyłach ryk Bysia.Przeciwnicy niemrawo wyskakiwali z namiotów, a Erik bezceremonialnie walił ich po łbach płazem miecza i kilkunastu powalił w ten sposób, zanim zdążyli się zorientować, kto ich napadł.Po chwili zobaczył przed sobą ludzi, którzy ciskali na ziemię hełmy, miecze i tarcze.Zaraz też nadbiegł de Longueville, który polecił zgromadzić jeńców przy ognisku.Na poły nadzy, zdezorientowani i otumanieni zaczęli kląć dopiero wtedy, kiedy zobaczyli, że zostali pokonani przez garstkę napastników.Erik rozglądał się czujnie, oczekując jakiejś zdradzieckiej napaści, wszędzie jednak widział tylko pokonanych, toczących dookoła ogłupiałym wzrokiem.Czterdziestu trzech ludzi Calisa - z których zresztą do walki nadawało się jedynie trzydziestu siedmiu - pokonało niemal bez strat i wysiłku dwakroć liczniejszego wroga.Nagle opanowała go ochota do śmiechu.Usiłował się jej oprzeć, ale daremnie.Najpierw zachichotał dość cicho, lecz po chwili parsknął głośnym śmiechem.Pozostali szybko się doń przyłączyli i w niebo buchnęły wiwaty! Szkarłatne Orły Calisa stoczyły pierwszą od dłuższego czasu zwycięską potyczkę z wrogiem.- Dawajcie tu Nahoota - rzekł Calis, przepychając się do ogniska.- Nie żyje - odparł ponuro jeden z jeńców.- Zabiliście go wczoraj na drodze.- Dlaczego Dawar nic nam nie powiedział? - spytał de Longueville.- Bo sam nie wiedział, pieprzeniec.Przynieśliśmy Nahoota aż tutaj i umarł wieczorem.Pchnięcie w brzuch.paskudna śmierć.- Kto tu dowodzi?- Wygląda na to, że ja - odparł jeden z jeńców, występując przed resztę.- Nazywam się Kelka.- Jesteś sierżantem? - spytał de Longueville.- Nie, kapralem.Sierżantowi też rozwaliliście łeb.- No tak - odpowiedział de Longueville.- To po części wyjaśnia, dlaczego nie zajęliście się zorganizowaniem obrony.- Za pozwoleniem, mości kapitanie - spytał Kelka - czy nie zechcielibyście wziąć nas do służby?- Niby czemu miałbym to uczynić? - odpowiedział pytaniem na pytanie Calis.- No.od dłuższego czasu nie widzieliśmy nawet grosza z żołdu, nie mamy kapitana ani sierżanta.Do licha, mości kapitanie, daliście nam niezłego łupnia, a jest was dwukrotnie mniej.Jesteście chyba najlepsi.i nawet gdybyście nam dali dzień rozejmu, to wolelibyśmy zostać z wami.- Niczego nie obiecuję.ale przemyślę ofertę.- Jeszcze jedno, kapitanie, czy zabierzecie nam namioty? Calis potrząsnął głową.- Stańcie wszyscy tam.Powiem wam, jak tylko podejmę decyzję.Skinąwszy na de Longueville'a, powiedział: - Zbierz dla ludzi trochę żarcia.i poślij kogoś po rannych oraz Dawara.Chcę, by wszyscy byli tu jeszcze przed południem.- Gestem dłoni wskazał jeńców.- Rano postanowimy, co z nimi zrobić.Erik usiadł, czując, że dygoczą mu łydki.Dzień był bardzo męczący i chłopak ledwo się trzymał na nogach; wiedział także, że jego towarzysze czują dokładnie to samo.I nagle usłyszał ryk de Longueville'a: - Co takiego? Pozwoliłem siadać? A kto, do jasnej cholery, rozbije obóz i wzniesie umocnienia?Następne rozkazy skwitowano powszechnymi jękami.- Brać mi się do kopania rowu i przedpiersia wzmocnionego ostrymi palikami.Przyprowadzić tu konie i uwiązać je do kołków.Bysio, zrobisz pełną inwentaryzację zdobycznych zapasów.i policzysz rannych.Dopiero potem, jak będziemy mieli jaki taki obóz, może.powtarzam, może.pozwolę wam się zdrzemnąć.Erik z trudem zmusił się do powstania.- A skąd, u licha, weźmiemy łopaty?- Z braku czegoś lepszego, masz dłonie, von Darkmoor! - krzyknął de Longueville.- I to niewiele mniejsze od łopat!ROZDZIAŁ 22 INFILTRACJACalis odezwał się szeptem.Erik nie dosłyszał słów kapitana, ale zauważył, że Praji i Greylock skwitowali je zgodnymi kiwnięciami głów.Więźniów odprowadzono do małej kotlinki, gdzie łatwo mogła ich pilnować garstka ludzi.De Longueville o coś ich wypytywał, Erik jednak nie znał planów Calisa i nie potrafił się domyślić, co leż mogło sierżanta interesować.Zgodnie ze zwyczajem, żołnierzom, którzy się poddali, dawano jeden dzień rozejmu, po czym podejmowano stosowne działania.Poza tym Praji mówił, że zostawiano ich najczęściej w spokoju, o ile nie sprawiali kłopotów.Erik rozmyślał o tym wszystkim, kiedy podszedł doń Roo.- Co z końmi? - spytał.- Trochę wychudzone.trawa o tej porze roku nie jest bujna, ale też długo trzymano je w jednym miejscu.W sumie jednak są w niezłym stanic.Jeżeli przepędzimy je na inne pastwiska, powinny nabrać ciała.szczególnie gdy znajdziemy dla nich osłonę przed wiatrem w nocy.Chłód pozbawia je wagi bardziej niż cokolwiek innego.Niedługo zresztą porosną gęstszym włosiem, jak to przed zimą.więc wszystko się jakoś ułoży.- Jak myślisz, co planuje nasz kapitan? - spytał Roo.- Nie mam pojęcia - odparł Erik.- Chociaż.czy nie zdziwiło cię, że mówił o wyruszeniu do Portu Żałoby dostatecznie głośno, by usłyszeli to jeńcy?- Nie - uśmiechnął się Roo - zwłaszcza, jeżeli chce, by tam właśnie szukali nas ludzie Królowej.A co potem?- Mamy sporo do zrobienia - zauważył Erik.- Bierzmy się do dzieła, zanim znajdzie nas tu de Longueville.Dojdzie do wniosku, że się obijamy i dopiero da nam popalić.- Konam z głodu - stęknął Roo.I nagle Erik przypomniał sobie, że również nie jadł nic, oprócz kilku kęsów zimnego mięsa wczoraj wieczorem.- No to znajdźmy coś - rzekł, a twarz Roo pojaśniała w uśmiechu [ Pobierz całość w formacie PDF ]