Home HomeArthur Avalon Shakti and Shak (Sir John Woodroffe),1918Chris Knopf [Arthur Cathcart A Billion Ways to Die (retail)Arthur Avalon Shakti and Shâkta (Sir John Woodroffe),1918Keri Arthur Zew nocy 02 Całujšc grzech(2)Keri Arthur Pełnia Księżyca (wersja do druku)Keri Arthur Zew Nocy II Całujšc Grzech (2)Arthur Griffith KDE 2 Qt Progamming BibleTWARDOWSKA Kamilla Kobiety a władza cesarzowe bizantyńskie II poł. V w. po ChrBorys Pasternak Doktor ŻywagoGajda S Współczesna stylistyka polska
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Widział, jak strzela wokoło oczyma, jak próbuje wypluć knebel.Jakimś cudem zdołał to zrobić i patrząc na stojącego z dala od innych Patricka, wybełkotał:- Porwano mnie! Nazywam się Stewie Rice.Ci ludzie chcą mnie zabić! Proszę mipomóc.Nie dokończył, ponieważ Virgilio trzasnął go w twarz olbrzymią pięścią.Riceprzerazliwie krzyknął, z ust trysnęła mu krew.W tej samej chwili Holender zakneblował goponownie.Kaleka błagalnie potoczył wzrokiem wokoło - Jensen musiał odwrócić głowę.- Teraz szybko! - rozkazał Virgilio.Pchnął wózek w stronę brzegu, a gdy kółkautknęły w piasku, bez żadnego wysiłku dzwignął go ponownie.Mężczyzni, którzy przyjechalifurgonetką, ruszyli za nimi.Jeden niósł łańcuch, drugi ciężki betonowy blok.Dołączywszy donich, Holender skinął na Jensena.Ten niechętnie poszedł za nim.Arlie został przy samochodach.Dotarli do wody, do miejsca, gdzie przed laty wykopano kanał.Tuż przy brzegu byłopłytko, ale nieco dalej dno gwałtownie opadało na dwa i pół, może nawet trzy metry.Mężczyzni z furgonetki parli naprzód, omijając splątane korzenie mangrowców.Z ciemności wynurzyła się maleńka wysepka, piaszczysta łacha porośnięta morskątrawą, jedna z wielu w tej okolicy.Idący przodem musieli znać teren, bo przystanęli wmiejscu, gdzie dno zaczynało opadać.- Tutaj - rzucił jeden z nich.Virgilio pchający wózek z przerażonym Rice em ustawił go w taki sposób, że wodasięgała kalece powyżej pasa.Mężczyzni przełożyli łańcuch przez szprychy zanurzonych kół.Jeden koniec przymocowali do pniaka sterczącego z łachy, drugi do betonowego bloku, któryprzydzwigali.- Woda na pewno go nie uniesie - rzucił Holender.- Niedługo przypływ, za dwiegodziny zaleje mu łeb.- Zachichotał.- Sukinsyn będzie miał trochę czasu, żeby sobiepodumać.Rice musiał to słyszeć, bo jęknął i szarpnął się ze wszystkich sił.Na próżno, wózekpogrążył się jeszcze głębiej.Jensen zadrżał.Wiedział, że od chwili, gdy ujrzał porwanego, stał się wspólnikiemzbrodni.Ale wiedział też, że gdyby spróbował teraz odejść, sam stałby się ofiarą.Virgiliozabiłby go bez wahania.Kim jestem? - zapytał go cichutki głosik z przeszłości.W którym momencie takzobojętniałem?Nie jestem już sobą.Tak, nie jestem już sobą.- Teraz idziemy - rozkazał Virgilio.Gdy szli do brzegu, pozostawiając za sobą wózek, Jensen próbował nie myśleć o tym,co czeka Rice a, jednak wyobraznia była silniejsza.Oczyma duszy widział powoliwzbierający przypływ, unieruchomionego i bezradnego kalekę, który wbija wzrok w wodę.Małe fale zaczynają muskać mu twarz.Rice zadziera głowę najwyżej, jak może; nabierapowietrza, gdy woda nie zalewa mu ust; wstrzymuje oddech, lecz przypływ jest nieubłagany.Kaleka instynktownie walczy do ostatniej chwili.Oddycha, jeszcze oddycha, ale wie, że jużniedługo nie będzie mógł złapać tchu.Chwila ta wreszcie nadchodzi i przerażony Ricezaczyna się krztusić, zachłystywać i kaszleć.Gdy nos, usta i płuca wypełnią się wodą,zabierze go litościwa śmierć.Patrick odpędził koszmarne myśli.Na brzegu podszedł do niego Virgilio.Zbliżył twarz do jego twarzy i warknął:- Teraz język za zębami.Albo, kurwa, zabiję.- To chyba oczywiste, prawda? Ja też maczałem w tym palce - odrzekł spokojnie, niemrugnąwszy okiem; doszedł do wniosku, że jedynym sposobem na Virgilia jest nie dać sięzastraszyć.- Tak, ty też - mruknął wielkolud.- Chciałbym kiedyś porozmawiać z panem na osobności - dodał cicho Jensen.- Tylkopan i ja.Virgilio robił wrażenie zdziwionego.Przetrawił to w sobie i pytająco uniósł brew.- Tak - odrzekł Patrick, wiedząc, że wiadomość została przekazana i zrozumiana.- Teraz jadę do Kolumbii - odrzekł Virgilio.- Jak wrócę, to cię znajdę.Jensen nie miał co do tego żadnych wątpliwości.Wiedział też, że nareszcie znalazłodpowiedniego człowieka.***Zanurzony w wodzie wózek zauważyli dwaj harleyowcy przejeżdżający tamtędynazajutrz wczesnym rankiem.Z pobliskiego  Alabama Jack s , popularnego wśródmotocyklistów baru, zadzwonili na policję.Przyjechał dwuosobowy patrol i karetka -sanitariusz stwierdził, że mężczyzna w wózku nie żyje.Kaleka miał przy sobie dokumenty,więc natychmiast go zidentyfikowano.Niedługo potem zaroiło się od dziennikarzy ireporterów, którzy szybko przechwycili policyjne komunikaty.W telewizji i w gazetach ukazały się dramatyczne zdjęcia wynoszonego na brzegwózka ze związanym, bezwładnym mężczyzną.Dzięki powszechnemu zainteresowaniumorderstwem przestępcy osiągnęli swój cel: ostrzegli innych, zwłaszcza członków grupyRice a.Ponieważ wszyscy wiedzieli już, jak to robili i jaki postawili sobie cel, kombatancizaniechali działalności i przestali informować policję [ Pobierz całość w formacie PDF ]