Home HomeAlcott Louisa May Małe kobietki 01 Małe kobietkiMercedes Lackey Cykl Heroldowie z Valdemaru (05) Ostatni Mag Heroldów (2) Obietnica magiiMałe kobietki 02 Długa i zgubna pogoń miłosna Alcott Louisa MayGwiezdne Wojny 058 Trylogia THRAWNA Ostatni rozkaz Timothy ZahnCrais Robert Elvis Cole i Joe Pike 09 Ostatnie dochodzenieMarsh Nicola Œwiatowe Życie Duo 345 Ostatnia noc w SydneyMay Simon Nietzsche's On The Genealogy Of Morality. A Critical GuideEssaka Joshua The romantics and the May Day tradition (2007)Child Lee Jack Reacher Ostatnia sprawaAnne Tracy Warren 03 Ostatnia kochanka
 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Sam król stawia statek do dyspozycji.Zdążył jużwywiezć bezpiecznie do Francji syna.Dla Marion tej kraj był tylko nazwą.Wiedziała jednak, że tam Lizzie będzie mogłaotwarcie i bezpiecznie modlić się do swoich świętych.Tam stara, przeładowana kobietabędzie mogła lizać swoje rany I pielęgnować swoją dumę.Może nareszcie znajdzie tam spokój, skoro tym razem to już musi podporządkowaćsię woli króla.Elizabeth stała i próbowała pokonać strach.Nigdy przedtem nie płynęła statkiem,nawet żadną z tych małych tratw, które przewoziły ładunki po Tamizie.Rzeka podHuntington nie była żeglowna.Nigdy przedtem też nie siedziała w łodzi wiosłowej, a terazstała na pokładzie statecznego "Autumn Flower" w drodze do Francji.Wiał porywisty wiatr,w czasie kiedy wiosna jest w drodze na północ, niczego nie można być pewnym.Czuła mdłości, ale mocno trzymała się liny przy relingu i nie patrzyła przed siebie.Ląd zostawał coraz dalej za nimi.Pies ułożył się przy jej stopach i piszczał żałośnie.Kulał, biedak, na jedną nogę.Niewiele jadł.W głębi duszy Lizzie modliła się błagalnie: - Nie zabieraj mi także jego.Mamapewnie musiała iść za głosem serca.Ona mnie nie zawiodła.Ale pozwól mi zachowaćOlivera, na pamiątkę tego jedynego, którego w życiu kochałam.Stała tak długo, fale rozbijały się o burty statku, dopóki nie znalezli się na mniejwzburzonych wodach daleko od lądu.Sól piekła Lizzie w oczy, włosy lepiły się do czoła.Wtedy nieoczekiwanie stanął przed nią jakiś mężczyzna, ofiarując jej ramię.- Piękna panienka się rozchoruje.Proszę pozwolić, bym panią odprowadził na dół.Czuje pani? Pachnie jedzeniem.I chciałbym obejrzeć pieska, jestem doktorem.Pozwoli pani,że się przedstawię.Z pięknych tytułów nic do niej nie dotarło, zrozumiała jedynie, że nieznajomy ma naimię Hugo i że jest lordem. Zakłopotana pozwoliła, by wytarł Olivera wewnętrzną stroną swej pięknej peleryny, apotem wyjął cieniutką chusteczkę i otarł krople słonej wody z jej policzków.- Mamy przed sobą trudną podróż.Na razie kapitan jest zadowolony, mówi, że aż doBergen na północy będziemy mieć sprzyjający wiatr.Boi się jednak, że podróż z Bergenbędzie długa, jeśli wiatr się nie zmieni.Lizzie nie odpowiedziała.Nie przejmowała się takimi sprawami.Wiatry oddalały jąod matki, od Olivera, od lasu i pięknych lilii w ogrodzie, które już zaczęły kiełkować.W tej sytuacji było jej wszystko jedno, dokąd ją te wiatry zawieją.Mówiono, że Francja to wspaniały kraj, że Wersal to widok dla bogów, a Paryż każdywykształcony człowiek powinien zobaczyć.Ona nie uważała się za osobę wykształconą.Może i była nieślubnym dzieckiem króla, nigdy jednak nie lubiła parad ani pustego,dworskiego życia.Była rada, że matka jej tego oszczędziła.Teraz, kiedy ów obcy mężczyzna komplementował jej cerę i oczy, nawet się niezarumieniła.Właściwie ten człowiek nie wyglądał na bawidamka czy uwodziciela, chociaż nosiłperukę, jedwabne spodnie i zbyt długie koronkowe mankiety.Pachniał delikatnie sandałowym drzewem.Musiała się uśmiechnąć, gdy Oliver lizał go po twarzy tak, że peruka sięprzekrzywiła.On też się po prostu roześmiał.Jego jasnoszare oczy mrugały do niej, jakby byli starymi przyjaciółmi.- Chodzmy, panno Elizabeth.Znajdziemy jakieś bardziej suche i przytulne miejsce dlanaszej rozmowy.Płynęli wzdłuż poszarpanego wybrzeża, Elizabeth widziała, jak w oddali faleroztrzaskują się o skały i wzniesienia.Bryzgi piany wznosiły się niczym białe kolumny nadpowierzchnią morza i dziewczyna zadrżała, wyobrażając sobie, że ich statek mógłby zostaćstrzaskany przez te same siły i ciśnięty na norweski brzeg.- Kapitan uważa, że przed świtem będziemy w Bergen.Nie słyszała, że przyszedł.Hugo był bardzo elegancki i przez całą podróżdotrzymywał jej towarzystwa.W ciągu wszystkich czterech wieczorów rozmawiał z nią,nauczył ją grać w kości, które miał w posrebrzanym małym pudełeczku, i częstował słodkimwinem ze swoich prywatnych zapasów. Nie przejmowała się uniesionymi brwiami innych pasażerów, ale przyjęła propozycję,gdy ostatniego wieczoru zaprosił ją do swojej kajuty.Tam ją w końcu pocałował i nazwał leśnym fiołeczkiem [ Pobierz całość w formacie PDF ]